6 miejsc do których chciałbym kiedyś wrócić

Trzydziestka z hakiem na karku oznacza, że wielu rzeczy człowiek ma mniej. Na przykład włosów, czasu, energii i wolności. Z drugiej zaś strony więcej jest brzucha, pieniędzy, wspomnień i nostalgii za czasami, kiedy kasy było mało, ale czasu dużo. Więcej jest też w pamięci miejsc, do których chciałoby się wrócić. Niezależnie od tego, jak wiele jeszcze jest do odkrycia, jest coś magicznego w miejscach, które już się poznało i pokochało. Albo w tych, gdzie było się zbyt krótko by poczuć coś głębszego, ale wystarczająco długo, by ulec (nawet powierzchownej) fascynacji. Oto subiektywna lista miejsc, do których chciałbym kiedyś wrócić.

Wilno

Na mojej prywatnej mapie Europy Środkowej i Wschodniej to miejsce szczególne. Co prawda chronologicznie przed Litwą była Ukraina, ale to od tego pierwszego kraju zaczęła się głębsza fascynacja regionem. Od tego zaczęło się również blogowanie, które mniej lub bardziej aktywnie, trwa do dzisiaj. Wilno odwiedziłem dwa razy – w 2006 i 2007. Łącznie spędziłem tam kilka dni. Wystarczająco dużo, żeby pokochać to miasto. Wystarczająco dużo, żeby przez te wszystkie lata wielokrotnie za nim zatęsknić. Wilno odkrywałem dla siebie nieco po omacku, szwendając się po jego wąskich uliczkach, właściwie bez celu. Ale jeśli ktoś potrzebuje przewodnika po nie-tylko-polskim Wilnie, nie znajdzie lepszego niż Tomas Venclova.

Wilno

Bakczysaraj (i cały Krym)

Wypad na Krym był naszą podróżą poślubną. Jeśli ktoś kiedykolwiek brał ślub, na pewno wie, ile czasu i energii pochłaniają przygotowania. Na czytanie o Krymie, naukę języka i inne wakacyjne przygotowania czasu już nie starczyło. A że potrzeba wypoczynku była spora, tę podróż potraktowaliśmy plażowo. Mało zwiedzania, dużo leniuchowania. I niby nie ma w tym nic złego, ale pewien niedosyt pozostaje. W Bakczysaraju jest on szczególnie widoczny, jako że najgorszy hotel świata wygonił nas stamtąd po zaledwie jednym dniu. Nie ma dwóch zdań. Na Krym muszę kiedyś wrócić. Wtedy już pewnie do Rosji, a nie na Ukrainę.

Bakczysaraj

Lwów

A to już z kolei Ukraina i raczej tak zostanie. Lwów to mój pierwszy wyjazd na wschód, nostalgia nie może więc dziwić. Niby blisko, ale jakoś od ponad 10 lat nie jest mi tam po drodze. Co pamiętam z Lwowa? Niewiele. Pomnik Iwana Podkowy, budkę z pielmieni i warenikami, Sychów, kilka ulic na Starym Mieście. Ale było fajnie. A jeśli gdzieś jest fajnie, to warto tam wracać. Może bardziej świadomie, może przygotowując się na spotkanie z miastem i ludźmi? Zdecydowanie tak.

Vama Veche

Jeśli ktoś wpisze w Google frazę „Vama Veche” Na Wschód pokaże się na pierwszym miejscu. Świadczy to o dwóch rzeczach. Po pierwsze, ten blog jest super. Po drugie ta mała rumuńska wioska jest w Polsce mało znana. Jest za to znana w Rumunii. Głównie z tego, że za czasów reżimu Ceaușescu była swoistym Jarocinem nad Morzem Czarnym. To tu znajdowała swoje ujście artystyczna i społeczna energia nieakceptowana przez system w żadnym innym miejscu w Rumunii. Oczywiście od tego czasu wiele się zmieniło. Ale Vama Veche cały czas wyróżnia się specyficznym, muzyczno-luzackim klimatem. Jest w tej wiosce coś magicznego. Bar pokryty strzechą na plaży, klimatyczna muzyka sącząca się z głośników, sympatyczni i otwarci ludzie? Pewnie wszystko naraz i wiele więcej.

vama veche

Budapeszt

W Budapeszcie byłem trzy razy. Dwa razy w ramach podróży służbowych, raz wakacyjnie. Ale nigdy dłużej niż jeden dzień. Nic dziwnego, że czuję niedosyt. Zwłaszcza że miasto bardzo do mnie zagadało. Mam świadomość, że Budapeszt daleki jest od klasycznego wzorca miejskiego piękna. Ale, z drugiej strony, któraż ze stolic Europy Środkowej i Wschodniej (może poza Pragą) jest mu bliska? Mi osobiście jakoś bardziej przypadł do gustu klimat Pesztu z jego kamienicami i dzielnicą żydowską niż bardziej turystyczna Buda. Ale może się mylę. Wszak tak wiele mam jeszcze w Budapeszcie do odkrycia.

budapeszt

Czeski Krumlov

Miasteczko liczy niecałe 15 tys mieszkańców, a spędziliśmy tam dobrych kilka dni. Przeszliśmy je wzdłuż i wszerz, poznaliśmy każdą uliczkę i zaułek. Po co więc wracać? Dlatego, że Czeski Krumlov jest piękny. Ostentacyjnie, bezczelnie i zupełnie niewschodnio (może dlatego, że to Czechy) piękny. Nie chciałbym tam wracać na kilka dni. Ale zajrzeć na chwilę, przespacerować się, powspominać, owszem. I to bardzo.

Czeski Krumlov

A Wy, do których miejsc w Europie Środkowej i Wschodniej chcielibyście jeszcze wrócić?