Wakacje krymskie – Hurzuf

Jesień to dobry czas, żeby wrócić wspomnieniami do wakacyjnych wojaży. W tym przypadku oznacza to powrót na Krym, a dokładnie do Hurzuf. Miejscowość to nieco większa niż Foros i, jak na warunki krymskie, szczególna. A to dlatego, że można tam dopatrzyć się charakterystycznej dla rejonu śródziemnomorskiego architektury i estetyki, którą na Krymie właściwie nie występuje. Hurzuf to niewielka, ale urokliwa plątanina uliczek, schodów i wąskich chodnikowych przesmyków.

Wątpliwości budzi sama nazwa miejscowości. Niektórzy wolą używać rosyjskiej wersji „Gurzuf”, która wydaje się być popularniejsza i bardziej sensowna, jako że Krym zamieszkują głównie Rosjanie. Nasza, zakupiona na Krymie mapa, opierała się na nazewnictwie ukraińskim, stąd moje przywiązanie do nazwy „Hurzuf”.

Oczywistym jest, że kluczenie pośród uliczek miasteczka musi skończyć się wizytą na plaży. Ta nie robi już równie sympatycznego wrażenia. Chciałoby się powiedzieć, że urządzona jest w klasycznym jałtańskim stylu. Oznacza to długi pas wybrzeża podzielony betonowymi blokami wrzynającymi się w głąb morza. W ten sposób oddzielone są od siebie plaże należące do poszczególnych hoteli, za które trzeba płacić. Na szczęście tu i ówdzie można znaleźć również odcinki darmowe. Leżenie na plaży pomiędzy dwoma potężnymi betonowymi pomostami nie jest jednak najprzyjemniejszym sposobem spędzania czasu na Krymie.

To co tracimy w dzień, miasto oddaje nam wieczorem. Życie nocne w Hurzuf jest zdecydowanie lepiej rozwinięte niż w Foros, co niekoniecznie musi oznaczać klimat dyskomuła, choć i taki znajdziemy. Dziesiątki knajpek, kawiarenek i restauracji rozświetla wybrzeże, a powszechny gwar stapia się z szumem morza. Krótko mówiąc, idealne miejsce na wieczorne piwko albo lampkę krymskiego wina.

Ceny w Hurzuf są zbliżone do cen w innych nadmorskich kurortach. Jedzenie w knajpach nie jest tanie, ale do tego zwiedzający Krym powinni się przyzwyczaić. My skusiliśmy się na obiad w klimatycznie urządzonej nadmorskiej knajpce, co okazało się pomysłem mocno niefartownym. Zamówienia dokonałem posługując się nieumiejętnością czytania w cyrylicy słów dłuższych niż trzysylabowe. W ten sposób na moim talerzu wylądowały małże, czego zarówno ja, jak i te, skądinąd sympatyczne mięczaki, mocno żałowały. Ala natomiast dostała omleta obficie przyprawionego ketchupem. Dorzućmy do tego po piwku i nasz portfel staje się chudszy o niemal sto hrywien.

Są oczywiście sposoby, żeby w Hurzuf zjeść smacznie i tanio. Jednym z nich jest zawitanie do samoobsługowego fast-foodu, znajdującego się tuz obok miejskiego targowiska. Można tam znaleźć sporo lokalnych przysmaków w umiarkowanej cenie. Dobre wrażenie sprawiła również na nas „drewniana” pizzeria na końcu nadmorskiego deptaka.

Osoby wynajmujące pokoje w Hurzuf niechętnym okiem patrzą na turystów zabawiających w mieście krócej niż kilka dni. Ponieważ my szukaliśmy kwatery zaledwie na jedną noc, musieliśmy się trochę nachodzić. Koniec końców znaleźliśmy mały pokoik bez jakichkolwiek wygód, ale dość blisko plaży, za 150 hrywien.