<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Na Wschód &#187; reportaż</title>
	<atom:link href="http://www.nawschod.eu/tag/reportaz/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.nawschod.eu</link>
	<description>Podróżowanie to coś więcej niż zmiana miejsca pobytu</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Sep 2010 19:41:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Gość Na Wschód: Janyugo &#8211; Granice</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/rumunia/gosc-na-wschod-janyugo-granice</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/rumunia/gosc-na-wschod-janyugo-granice#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Sep 2009 18:10:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[Serbia]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[granica]]></category>
		<category><![CDATA[Janyugo]]></category>
		<category><![CDATA[Jugosławia]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=919</guid>
		<description><![CDATA[Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel: spędzić wakacje w Rumunii. Chcę opisać, jak przekraczaliśmy granice na naszej drodze, a były to przejścia niebanalne.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Było lato 2003. Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel: spędzić wakacje w Rumunii. Udało się, ale nie to jest tematem tego tekstu. Chcę opisać, jak przekraczaliśmy granice na naszej drodze, a były to przejścia niebanalne.<span id="more-919"></span></p>
<h3 style="margin-bottom: 0.2cm;">Polska – Ukraina</h3>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Naszym pierwszym celem jest Lwów, gdzie chcemy spędzić kilka dni. Docieramy pociągiem do Przemyśla, stamtąd busem do Medyki. Na razie standard, choć świat pogranicza już się otwiera: szyldy w dwu językach, auta na ukraińskich rejestracjach, wszechobecne targowiska – największe przy samej granicy. Na powierzchni chaos, ale zdaję sobie sprawę, że to wszystko wymaga nieprzeciętnej organizacji. Poza tym mam poczucie, że znów widzę, jak się w Polsce rodzi kapitalizm. Myślałem, że dziś (dziś w 2003) takie sceny to tylko pod Pałacem w Warszawie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Wysiadamy, plecaki na grzbiet i ruszamy na przejście dla pieszych. Po polskiej stronie idzie dość gładko. Nie ma tłumów. Ludzie wokół to, jak należy się spodziewać, mrówki i inni handlarze. Wyróżniamy się. Zauważa nas młody żołnierz i ze szczerą dezaprobatą pyta: „Panowie, gdzie wy się pchacie?” Wygląda, że nie najlepszą ma opinię o Ukrainie i/lub jej mieszkańcach. Za chwilę zbieramy więcej danych.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Pas ziemi niczyjej przed drugim posterunkiem. My sobie spacerujemy, ale w drugą stronę suną pielgrzymki. Choć nie, to nie najlepsze słowo. To jest biznes, a nie (szeroko rozumiana) rozrywka. Ukraińcy podzieleni są na kilkudziesięcioosobowe grupy. <strong>Stoją w karnych szeregach, czekają na swoją kolej. Pilnują ich żołnierze pod bronią. Nie są uprzejmi. Powarkują, wydają polecenia, upewniają się, że każdy stoi na swoim miejscu, że się nie wychyla. Patrzymy na to przez siatkę oddzielającą ścieżki w obie strony. Przy zachowaniu wszystkich proporcji, skojarzenia są niepokojące.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Gruba kobieta, wykorzystując osłonę jakieś szopy, podwija wysoko spódnicę i klei sobie do potężnych ud kartony papierosów.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Ukraiński posterunek zabiera nam trochę więcej czasu, ale nie ma większych problemów. Płacimy tylko wjazdowe. Później się dowiemy, że oficjalnie już je zlikwidowali. Pięknym za nadobne, pięknym za nadobne.</p>
<h3 style="margin-bottom: 0.2cm;">Ukraina – Rumunia</h3>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Pobudka, jest 3.30 rano. Nocny pociąg z Lwowa dotarł do Czerniowiec. Nasz „krowiok” opustoszał, nie wiadomo kiedy. Bagaże na miejscu, choć mieliśmy swoje  – stereotypowe? – obawy. Ja wprawdzie zasnąłem z plecakiem pod głową, ale kolegom, po osuszeniu <a title="Percówka" href="http://www.geozeta.pl/artykuly,Europa,370,2" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.geozeta.pl/artykuly_Europa_370_2?referer=');">percówki</a>, było już wszystko jedno. Gramolimy się na zewnątrz, jest rześki przedświt. Spotykamy inną trójkę Polaków, też chcą się dostać do Suczawy. Oni ruszają na stację autobusową, my postanawiamy ponownie skorzystać z metody skokowej. Idziemy szukać taksówki. Jest, pytam o cenę. „10$ od osoby”. „Nie, 10 za wszystkich”. Zgadza się szybko, więc wiem, że mogłem negocjować ostrzej. Faktycznie, przejeżdżamy obok stacji benzynowej i widzę ceny paliwa. Do granicy wprawdzie kilkadziesiąt kilometrów i taksiarza czeka pewnie pusty kurs powrotny, ale to i tak jest przeciętny kilkudniowy zarobek.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><span style="color: #000000;">120/godzinę, gnamy kilkadziesiąt kilometrów w stronę granicy. Komfort jazdy z plecakami na kolanach jest umiarkowany, ale „nasza” Łada, choć produkt nie pierwszej świeżości, daje radę. Poza tym jest pięknie. Świta, z pól, wśród których jedziemy, unosi się mgła, na drodze, prócz nas, nikogo. Nikt nic nie mówi, jest totalnie odprężająco.</span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Po jakimś czasie wyprzedza nas szybsza Łada. Zauważam, że pasażerowie to rodacy z pociagu. „Poszli!” – mówię kumplom. Kierowca nie ma problemu, żeby zrozumieć. Chyba uznaje, że mam pretensje o zbyt wolne tempo, bo dociska pedał. <strong>Od tej chwili jazda jest nieustającymi negocjacjami między silnikiem, podwoziem i karoserią jego samochodu. Są one na tyle skuteczne że, ku mojej uldze, auta nie rozrywa.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Docieramy do granicy i idziemy na posterunek. Hola, hola! Stop i nazad. Okazuje się, że to przejście tylko dla zmotoryzowanych. Stoimy w szczerym polu, dwa dni drogi wołami do najbliższego znanego nam miasta, i dostajemy komunikat, że do Rumunii nas tędy nie wpuszczą. Nigdy jednak nie jest tak dziwnie, żeby nie mogło być dziwniej. Na pobliskim parkingu, mimo wczesnej pory, stoi kilka czy kilkanaście samochodów. Ich kierowcy, tak się składa, akurat mają wolne i z przyjemnością, jeśli tylko okażemy wdzięczność, przewiozą nas do Suczawy.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Jeden z moich kolegów słusznie później zauważy, że państwo, które nie jest w stanie stworzyć swoim obywatelom odpowiednich warunków do życia, czyni wiele, by nie robić im chociaż przeszkód, kiedy sami sobie zarobek organizują, nieważne, w jaki sposób.</strong> Trudno wątpić w to, że taksówkarz, biorąc nas, wiedział o tym, że pieszo nie przejdziemy; że inni kierowcy codziennie czekali na granicy na takich klientów jak my; że celnicy właściwie mogli nas przepuścić, ale dali zarobić rodakom. Zresztą, oni też źle na tym nie wychodzą, jak zobaczymy.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Wracam więc do owego lipcowego poranka. Wiadomo już, że wjazd do Rumunii będzie wymagał grupy wsparcia. Pozostaje kwestia ceny. Pierwsze propozycje nie są, z naszego punktu widzenia, najkorzystniejsze. Jesteśmy krótko po studiach, jeszcze się Mercedesów nie dorobiliśmy. (W nawiasie mówiąc, do dziś się nie dorobiliśmy). Mamy za to jeszcze młodość, energię, siłę i odporność na niewygody. Krótko mówiąc, nie zależy nam tak strasznie. Do Ukraińców dociera, że możemy faktycznie zaczekać na autobus z Czerniowiec. Ostatecznie godzą się pojechać za 20$.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Tu dygresja: Spotkaliśmy później, chyba w Braszowie, Polaków, którzy tak właśnie się przedostawali do Rumunii. Zajęło im to 8 godzin. Zresztą, poczekajcie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Najciekawsza z pośrednich propozycji to 30 czy 40$, ale za całą szóstkę – w jednym samochodzie. Pytamy ich, czy poważnie. Jasne, mamy się pakować. Raz jeszcze: sześć dorosłych osób, każda z dużym plecakiem, do tego kierowca, w Ładzie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">W końcu jest porozumienie. Najpierw lekki kwas, bo z nieuwagi głównego negocjatora po stronie ukraińskiej korzysta jeden z jego kolegów i bierze nas do swojego Golfa. A-ha! Mam Was! Myśleliście pewnie, że do Łady? Otóż nie. W każdym razie negocjator ma pretensje. Później lekka niepewność, bo pierwsze, co robi nasz przewoźnik, to bez słowa zawraca i jedzie w głąb kraju. Ukradli nas na opał? Okazuje się, że trzeba tylko załatwić jakieś dokumenty. Potem z powrotem. Szofer znika na chwilę w dyżurce pograniczników. Niech zgadnę: on też się musi odwdzięczyć. Ostatnia przygoda to dezynfekcja. Samochód przejeżdża przez jakiś basenik. To żaden problem. Gorzej, że nad nim jest rama, w której zainstalowano spryskiwacz. Ukrainiec zaczyna zakręcać okno, ale coś bez przekonania, no i nie hamuje. Wygląda, że nie zdąży&#8230; Nie zdążył! Ja tym razem siedzę z tyłu, ale kolega przede mną i kierowca przyjmują na klatę sporą porcję wody z detergentami. Ukraińcowi to w ogóle nie przeszkadza. Ze szczerym śmiechem woła: „Ach, Rumuny! Na chuj im to?”.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Kolejne pół godziny przysypia za kółkiem, ale nas nie zabija.</p>
<h3 style="margin-bottom: 0.2cm;">Rumunia – Jugosławia</h3>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Dwa tygodnie później jestem w Timiszoarze, już sam. Chłopaki zawróciły do Polski, ja jeszcze zmierzam do Starego Kraju. Czekam na autobus. Nie daje mi do myślenia – a powinno – że ten startuje dopiero o 21 i jest pierwszym z kilku, które pokonują tę trasę. Bo cóż to za korowód, co nocą w drogę rusza?</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Odpowiedź podejrzewam, gdy pojawia się problem ze znalezieniem miejsca w bagażniku dla mojego plecaka. Poznaję ją w około 7 sekund po wejściu do środka, bo tam też byłby z tym kłopot. Torby, worki, reklamówki są wszędzie. Robi wrażenie, mimo że dla mnie to nie nowość. „Polonią Express”, pociągiem kursującym ongi między Warszawą a Sofią, przez Budapeszt i Belgrad, jeździłem od maleńkości. Widziałem, co się działo w złotych dla prywatnego eksportu-importu latach 80-tych. Tłumy śpiące na korytarzach, wsiadanie przez okna i tym podobne. Pamiętam jednak, że jak kupiło się miejscówkę, to się siedziało. OK, do toalety nie za bardzo, chyba że po pół-trupach, ale w przedziale miało się swoje. Teraz, w Timiszoarze, najpierw trzeba sobie poradzić z towarem mojej sąsiadki leżącym na i pod moim siedzeniem. Z jej pomocą prawie się udaje. Nogi mam spektakularnie powykręcane, ale przynajmniej tyłek do obicia dopasowałem. Można jechać.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Autobus to 50+1. W tym przypadku oznacza to: 50 przemytników (w tym kierowca) + ja. Każdy wiezie towar cięższy od siebie.</strong> Mój rozsądek łatwiej by zniósł, gdyby była to hiperbola, a nie stwierdzenie faktu. Większość to kobiety z Rumunii. Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów drogi jest luźne i spokojne. W autobusie gawędziarstwo i żarty. Gdy zbliżamy się do granicy, napięcie wzrasta. Przez rumuński posterunek przejeżdżamy szybko. I wtedy – Wtem!, jak rzekłby Papcio Chmiel – się zaczyna.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Autobus staje w strefie wolnocłowej. Tłum wali na zewnątrz. Biegiem do sklepów. Znaleźć wolny. Kupić papierosy. Rozpakować z kartonów. Skleić w elastyczne pasy. Założyć pod ciuchy. Im kto grubszy, tym ma lepiej, bo i więcej założy, i mniej widać. Klakson! Wskakiwać do pojazdu. To był moment. Akcja szybka i sprawna, jak odbijanie zakładników (w wersji pokazowej, nie tragikomicznej a la Specnaz).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Po chwili wchodzi jugosłowiański policjant. Samą swoją obecnością ucisza gwar, ale już w chwile później znów jest głośno. To on ma coś do powiedzenia. Drze się jak amerykański sierżant. Najpewniej chodzi o to, że w autobusie jest więcej osób, niż przejechało w nim rumuńską granicę. Skąd? Jak? Stawiam na osoby wyrzucone z wcześniejszych kursów.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Pogranicznik rusza przejściem i dzieje się cud. Pakunki z niego znikają, wędrują na kolana i kto wie, gdzie jeszcze. A wydawało się, że już się nie da. Nie wiem, jak czas, ale przestrzeń jest na pewno względna.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Nie do końca jednak. W którymś miejscu się nie udało. Do tego, wbrew poleceniu, nie zmniejszyła się liczba pasażerów. Wrzask. Tym razem rozwiązuje problem. Paszporty zebrane. Po kilkunastu minutach policjant wraca. „Który to Polak?” O-ho!<br />
- Ja<br />
- Proszę, Pana paszport. Ma Pan gotówkę na pobyt? Jest wymagana.<br />
- Nie, ale jadę do rodziny, więc nie muszę płacić za nocleg ani jedzenie.<br />
- No nic, puszczę Pana, ale proszę w przyszłości o tym pamiętać. Niech Pan przechodzi. Jeśli uda się Panu złapać jakiś inny autobus albo samochód, to niech Pan wsiada. To tutaj potrwa. Dziękuję, do widzenia.<br />
O! Jestem obywatelem pierwszej kategorii! Jak miło.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Wszyscy ruszają z towarem na wagi. Niestety, widzę to tylko z daleka. Przed dojściem do posterunku ludzie zaczynają szarpać znalezione kartony na mniejsze kawałki. Żeby rozłożyć na nich towar? Mieć na czym usiąść?</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Dwie, może trzy godziny później, wskakuję z powrotem. Nie udało się złapać okazji. W środku gwar, szuranie, przestawianie, wyciąganie papierosów z różnych egzotycznych okolic ciała i autobusu. Okazuje się też, że ponownie jest nas zbyt wielu. Tym razem kierowca radzi sobie z nadwyżką. Reszta zadowolona. Udało się przeskoczyć. Można spać. Kartony, jak się okazuje, to podkładka. Do wielkiego targowiska w podbelgradzkim Panczewie docieramy ok. 3.00, siedem godzin po wyjeździe. Do Timiszoary jest niespełna 150 kilometrów.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Moi współpasażerowie to zgrana ekipa. Wszyscy się znają. Pokonują tę drogę, tam i z powrotem, trzy razy w tygodniu. Na 5 kartonach papierosów zwraca im się koszt podróży. 5 kolejnych to zarobek – ok.10€. Opowiada mi to Serbka, która ma rodzinę, ale musi jeździć, bo inaczej dzieci nie da rady utrzymać.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Z Panczewa do Belgradu docieram pierwszymi pociągami podmiejskimi, krótko po szóstej. Do Polski wrócę już normalnie, przyjmując, że oglądanie przemytników, bycie przemycanym i jazda z przemytnikami normalnością nie są. Z pewnością może mi się tak wydawać dzisiaj, kiedy do Portugalii dojadę na dowód osobisty.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<div style="background: #f0f0f0; margin-top: 30px;">
<p style="text-align: justify; padding: 10px;">Jestem <span style="color: #800000;">janyugo</span>. Moja ksywa to trochę imię, a trochę kraj, w którym się wychowałem. Prowadzę bloga „<a title="Być jak John Markovich" href="http://bjjm.blox.pl/html" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/bjjm.blox.pl/html?referer=');">Być jak John Markovich</a>”, na którym regularnie poruszam tematy bliskie „Na Wschód”, czyli podróże oraz literatura i muzyka Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności byłej Jugosławii.<br />
Notatki do „Granic” powstały w trakcie wyprawy do <a title="Transylwania" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Siedmiogr%C3%B3d" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Siedmiogr_C3_B3d?referer=');">Transylwanii </a>w 2003 roku. Nie udało się zrobić z nich tekstu, póki mnie Mateusz nie zmobilizował. Mało aktualne, ale mimo to, mam nadzieję, ciekawe.</p>
</div>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/rumunia/gosc-na-wschod-janyugo-granice/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rumuńskie wspomnienia – Brasov</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-wspomnienia-%e2%80%93-brasov</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-wspomnienia-%e2%80%93-brasov#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Jun 2009 19:30:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[brasov]]></category>
		<category><![CDATA[miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[zabytki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=542</guid>
		<description><![CDATA[Z pełną świadomością, że dołączam się do sporego tłumu, polecam Brasov, jako miejsce które koniecznie trzeba odwiedzić, będąc w Rumunii.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Ponieważ nasza podróż po Rumunii <a title="Rumunia planowana i wyobrażana - Brasov" href="http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunia-planowana-i-wyobrazana-%E2%80%93-brasov-i-okolice">przebiegała początkowo dokładnie według planu</a>, bardzo szybko przenieśliśmy się do <strong>Brasova</strong>. Zostawiliśmy za sobą budzący sprzeczne uczucia Bukareszt, aby znaleźć się w miejscu, które reklamowane jest jako jedno z najładniejszych rumuńskich miast. I przyznać trzeba, że taka reklama jest jak najbardziej na miejscu.<span id="more-542"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Brasov oddalony jest od Bukaresztu o nieco ponad 150 km, którą to odległość przebyliśmy minibusem. Droga przecina łuk Karpat ciągnąc się stromymi i dość groźnie wyglądającymi serpentynami. Przekroczenie górskiego łańcucha oznacza w tym przypadku wkroczenie na teren <em>Siedmiogrodu</em>, którego Brasov jest jednym z głównych ośrodków miejskich. Samo miasto położone jest w dolinie, co nie tylko mocno dodaje mu uroku, ale również (jak mniemam) w dużej mierze uchroniło je przed zapędami komunistycznych planistów. Starówka wypełnia bowiem naturalne zagłębienie na tyle szczelnie, że dobudowywanie czegokolwiek praktycznie nie wchodziło w grę. Nie zmienia to oczywiście faktu, że nowa część Brasova stworzona została według najlepszych rumuńskich, komunistycznych standardów, co oznacza, że jest po prostu brzydka.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Zaraz po „wylądowaniu” w Brasovie zostaliśmy zaczepieni przez kobietę oferującą kwatery. Zdecydowaliśmy się na pokój z łazienką i kuchnią w cenie 120 lei za dobę. Decyzja była tym łatwiejsza, że punkt informacji turystycznej na dworcu okazał się&#8230; kioskiem z gazetami. Kwatera położona była w starej części miasta, poza obrębem dawnych murów miejskich, czyli w miejscu gdzie dawniej pozwalano osiedlać się Rumunom (w obrębie murów zamieszkiwali Sasi). Okolica była bardzo malownicza, wąskie uliczki i małe domki tworzyły wakacyjny klimat a do Starówki można było dojść w 15 minut.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Brasov jest miastem wyjątkowo ładnym, co rzuca się w oczy zwłaszcza, jeśli właśnie opuściło się Bukareszt. Spore wrażenie robi Stary Rynek, otoczony urokliwymi kamienicami, pełen piwnych ogródków, kawiarni i restauracji.</strong> Również otaczające go ulice prezentują się bardzo przyjemnie, zachęcając do krążenia wokół i odkrywania coraz to nowych miejsc. To samo można zresztą powiedzieć o innych flagowych zabytkach Brasova. <strong>Nam przypadła do gustu zarówno ciemna bryła słynnego Czarnego Kościoła jak i delikatna sylwetka kościoła św. Mikołaja.</strong> Niewątpliwą atrakcją miasta jest również kolejka, którą można się dostać do punktu widokowego na pobliskim wzgórzu. Umieszczony w pobliżu wielkiego napisu „Brasov” (podobnego do znanych wszystkim liter „Hollywood”) taras pozwala podziwiać panoramę miasta i otaczających je wzgórz.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Z pełną świadomością, że dołączam się do sporego tłumu, polecam <a name="brasov" href="#">Brasov</a>, jako miejsce które koniecznie trzeba odwiedzić, będąc w Rumunii. Dla tych natomiast, dla których jest to niewystarczająca rekomendacja, załączam kilka zdjęć tego sympatycznego miasta.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<div class="ngg-galleryoverview" id="ngg-gallery-4-542">


	
	<!-- Thumbnails -->
		
	<div id="ngg-image-44" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_1.jpg" title="Kościół św. Mikołaja w Braszowie" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Kościół św. Mikołaja w Brasovie" alt="Kościół św. Mikołaja w Brasovie" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_1.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-45" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_2.jpg" title="Braszowskie wzgórza" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Braszowskie wzgórza" alt="Braszowskie wzgórza" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_2.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-46" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_3.jpg" title="Rynek w Braszowie" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Rynek w Braszowie" alt="Rynek w Braszowie" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_3.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-47" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_4.jpg" title="Dziewczynka na Rynku w Brasovie" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Dziewczynka na Rynku w Brasovie" alt="Dziewczynka na Rynku w Brasovie" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_4.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-48" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_5.jpg" title="Obok Czarnego Kościoła" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Obok Czarnego Kościoła" alt="Obok Czarnego Kościoła" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_5.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-49" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_6.jpg" title="Panorama Brasova" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Panorama Brasova" alt="Panorama Brasova" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_6.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-50" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_7.jpg" title="Kolejka w Braszowie" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Kolejka w Braszowie" alt="Kolejka w Braszowie" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_7.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-51" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_8.jpg" title="Czarny Kościół" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Czarny Kościół" alt="Czarny Kościół" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_8.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-52" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/brasov_9.jpg" title="Ratusz w Brasovie" rel="lightbox[set_4]" >
								<img title="Ratusz w Brasovie" alt="Ratusz w Brasovie" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/brasov/thumbs/thumbs_brasov_9.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class='ngg-clear'></div>
 	
</div>

</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-wspomnienia-%e2%80%93-brasov/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rumuńskie wspomnienia – Bukareszt</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-wspomnienia-%e2%80%93-bukareszt</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-wspomnienia-%e2%80%93-bukareszt#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Jun 2009 18:38:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[bukareszt]]></category>
		<category><![CDATA[calea victoriei]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Nicolae Ceauşescu]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[zabytki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=498</guid>
		<description><![CDATA[Tak chyba należy traktować to miasto. Bardziej jako wielką lekcję historii niż miejsce do urokliwych i beztroskich spacerów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Od dzisiaj na Na Wschód zaczynam serię wspomnieniową dotyczącą naszej wyprawy do Rumunii. Na pierwszy ogień idzie oczywiście <strong>Bukareszt</strong>, tam bowiem nasza podróż się zaczęła i skończyła.  Jeśli ktoś ma ochotę porównać wersję wyobrażoną tego miejsca z tym, z czym w rzeczywistości się zetknęliśmy, zachęcam do rzucenia okiem na <a title="Rumunia planowana i wyobrażana – Bukareszt" href="http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunia-planowana-i-wyobrazana-%E2%80%93-bukareszt">pierwszy odcinek Rumunii planowanej i wyobrażanej</a>. Za ewentualną zbieżność, czy też rozbieżność między oczekiwaniami a rzeczywistością Na Wschód nie odpowiada.  <span id="more-498"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Pierwszy nasz kontakt z Bukaresztem (dzięki uprzejmości <a href="http://www.nawschod.eu/rumunia/podroz-przyjazni-polsko-rumunskiej#simona">Simony</a>) ograniczony był samochodową szybą i trasą z lotniska do centrum przez ogromne korki. I to jest pierwsza rzecz, która każdemu turyście z pewnością od razu rzuci się w oczy. <strong>W stolicy Rumunii odnosi się wrażenie, że każdy obywatel ma dwa samochody i jeździ nimi jednocześnie.</strong> Zresztą, to co przeciętny Polak rozumie pod określeniem „jazda samochodem” jest bardzo dalekie od rzeczywistości rumuńskich dróg i ulic. Pojazdy zaparkowane gdzie bądź i byle jak, szerokie drogi, na których zapomniano wydzielić pasów ruchu, szybkość, zamieszanie, bałagan to bukaresztańska codzienność. A skoro już jesteśmy w temacie drogowym, warto wspomnieć o taksówkach. W Bukareszcie są one dość tanie i w obliczu bałaganu jaki panuje w temacie dworców autobusowych i nieogarnialności samego miasta, warto się czasami skusić. Najbezpieczniejszą metodą wydaje się ta, z której sami korzystaliśmy, czyli poproszenie pracowników hostelu o wezwanie taksówki. W ten sposób mamy gwarancję, że niepotrzebnie nie przepłacimy.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>W Bukareszcie trudno jest znaleźć tanią kwaterę, dlatego dla wielu jedynym wyjściem pozostają hostele.</strong> Ten, który nam przypadł w udziale, był w miarę niedrogi (35 euro za pokój dwuosobowy) i zlokalizowany blisko starej części miasta. Na plus zdecydowanie można ocenić personel. Bardzo sympatyczni, pomocni ludzie, których można było zapytać i poprosić niemal o wszystko. Poza tym niestety ocena hostelu wypada dość średnio. Mam tu na myśli wygląd, czystość i wszystko inne, co wiąże się z pojęciem kwatery. Zdecydowanie natomiast kiepsko należy ocenić bezpośrednie sąsiedztwo naszego pokoju. Był on umieszczony na piętrze, gdzie wdrapywać się trzeba było stromymi schodami. Domyślaliśmy się, że piętro owo dopiero niedawno zostało przez hostel przejęte, gdyż naprzeciwko mieszkała starsza pani, która z pewnością nie była klientem tego przybytku. Ta właśnie osoba, nazwana przez nasz roboczo „jędzą” (a było to jedno z delikatniejszych określeń, jakimi ją opisywaliśmy), miała dość niecodzienne zwyczaje. Otóż kilkakrotnie wydzierała na nas ryja (niestety, żadne delikatniejsze określenie nie oddaje w pełni „grozy” sytuacji) w swoim ojczystym języku, którego oczywiście nie rozumieliśmy. W związku z tym trudno było nam się domyślić, co jest powodem jej rozjuszenia, zwłaszcza że nic strasznego nie robiliśmy. Teraz cała sytuacja wydaje nam się śmieszna, ale wtedy byliśmy mocno tym wszystkim zirytowani. Aby zamknąć ostatecznie temat kwatery, dodam tylko że nazywała się <a title="Midland Youth Hostel 2" href="http://www.themidlandhostel.com/themidland2.html" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.themidlandhostel.com/themidland2.html?referer=');">Midland Youth Hostel 2</a>.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><a name="firstHeading"></a><strong>Podobno w przypadku ludzi, o tym czy daną osobę polubimy czy nie, decyduje pierwsze 30 sekund. Gdyby z miastami było tak samo, Bukareszt miałby fanów jedynie w Światowym Związku Masochistów, o ile takowy istnieje.</strong> Nasze pierwsze kroki po jednej z głównych ulic miasta (tu zwanych dla odmiany bulwarami) były jednym z najmniej przyjemnych przeżyć podczas całego pobytu w Rumunii. Bulevardul Nicolae Bălcescu pełen jest pędzących samochodów i dziwnych ludzi. Przez pierwszych kilka minut czuliśmy się wręcz jak poruszające się okazy muzealne, bowiem przechodnie przyglądali się nam z mieszaniną ciekawości i wyższości. <strong>(Tu od razu należy nadmienić, że gapienie się nie jest w Rumunii niczym dziwnym, jest szeroko praktykowane i chyba nie jest uważane za specjalnie niegrzeczne.)</strong> Dochodził do tego niezbyt przyjemny widok okolicznych zabudowań, na który składały się głównie bloko-kamienice z czasów <a title="Nicolae Ceauşescu" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Nicolae_Ceau%C5%9Fescu" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Nicolae_Ceau_C5_9Fescu?referer=');">Ceauşescu</a>, (które  zresztą są nieodłączną częścią miejskiej architektury), brud, a momentami także nieprzyjemny zapach. Krótko mówiąc, jeśli ktoś wybiera się do Bukaresztu w nadziei, że miasto to od razu go urzeknie, lepiej niech zostanie w domu.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><a name="firstHeading1"></a><strong>Tak jak nie można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że Bukareszt jest miastem ładnym, tak nie można po prostu stwierdzić, że jest brzydki.</strong> Bardziej urokliwą stronę miasta odkryliśmy nieco później, kiedy opuściliśmy główną ulicę a także podczas ostatniego dnia naszego pobytu w Rumunii, gdy zawitaliśmy tu ponownie. Przede wszystkim zdecydowanie lepszym miejscem na spacer jest ulica równoległa do bulwaru Bălcescu czyli <em>Calea Victoriei</em>. Zabudowa jest dużo przyjemniejsza a w niewielkim pobliżu znajdują się ogródki piwne. Co nie znaczy, że znajdziemy tu klimat architektoniczny podobny do innych stolic tak nowej, jak i starej Europy. Bukareszt jest miejscem, które wyjątkowo wiele wycierpiało podczas rządów <em>Nicolae Ceauşescu</em>. <strong>Jako reprezentacyjne miasto komunistycznego reżimu poddawany był kaleczącym eksperymentom, których efekty widać do dzisiaj.</strong> Obrzydliwe komunistyczne bloki zasłaniają wiele wartościowych historycznych obiektów, te drugie zaś często wciąż są mocno zaniedbane. Przez miasto, na rozkaz wodza, sztucznie poprowadzona została rzeka a olbrzymią część dawnej Starówki po prostu zrównano z ziemią. Swoistym symbolem nieograniczonej i destrukcyjnej władzy „Geniusza Karpat” było przesunięcie jednej ze świątyń o 14 metrów ponieważ „zasłaniała widok”. I tak chyba należy traktować to miasto. Bardziej jako wielką lekcję historii niż urokliwe miejsce do beztroskich spacerów.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">W <a title="Bukareszt" name="bukareszt" href="#">Bukareszcie</a> niemal nie sposób zrobić zdjęcia ładnego budynku, żeby w tle nie straszył jakiś „potworek”. W którymś momencie człowiek przestaje wręcz szukać rzeczy ładnych i zamienia się w skrupulatnego reportera, którego celem jest bardziej pokazanie prawdy niż piękna. Prawdziwy Bukareszt z naszego, mocno subiektywnego, punktu widzenia, poniżej:</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<div class="ngg-galleryoverview" id="ngg-gallery-3-498">


	
	<!-- Thumbnails -->
		
	<div id="ngg-image-26" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_01.jpg" title="Bukareszt" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt" alt="Bukareszt" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_01.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-27" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_02.jpg" title="Calea Victoriei w Bukareszcie" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Calea Victoriei w Bukareszcie" alt="Calea Victoriei w Bukareszcie" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_02.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-28" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_03.jpg" title="Bukareszt - kościółek w remoncie" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - kościółek w remoncie" alt="Bukareszt - kościółek w remoncie" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_03.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-29" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_04.jpg" title="Szklany Bukareszt" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Szklany Bukareszt" alt="Szklany Bukareszt" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_04.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-30" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_05.jpg" title="Niemalże w centrum Bukaresztu" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Niemalże w centrum Bukaresztu" alt="Niemalże w centrum Bukaresztu" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_05.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-31" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_06.jpg" title="Bukareszt" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt" alt="Bukareszt" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_06.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-32" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_07.jpg" title="Bukareszt - remontowane uliczki na Starym Mieście" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - remontowane uliczki na Starym Mieście" alt="Bukareszt - remontowane uliczki na Starym Mieście" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_07.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-33" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_08.jpg" title="Bukareszt - ogródek piwny" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - ogródek piwny" alt="Bukareszt - ogródek piwny" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_08.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-34" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_09.jpg" title="Bukareszt - miasto kontrastów" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - miasto kontrastów" alt="Bukareszt - miasto kontrastów" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_09.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-35" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_10.jpg" title="Bukareszt - Calea Victoriei" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - Calea Victoriei" alt="Bukareszt - Calea Victoriei" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_10.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-36" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_11.jpg" title="Bukareszt - Calea Victoriei" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - Calea Victoriei" alt="Bukareszt - Calea Victoriei" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_11.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-37" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_12.jpg" title="Bukareszt - dusza miasta zaklęta w budynku" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - dusza miasta zaklęta w budynku" alt="Bukareszt - dusza miasta zaklęta w budynku" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_12.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-38" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_13.jpg" title="Bukareszt - budowla w rzymskim stylu" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - budowla w rzymskim stylu" alt="Bukareszt - budowla w rzymskim stylu" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_13.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-39" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_14.jpg" title="Bukareszt - boczna uliczka wieczorem" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - boczna uliczka wieczorem" alt="Bukareszt - boczna uliczka wieczorem" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_14.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-40" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_15.jpg" title="Bukareszt - Pałac Ludu" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - Pałac Ludu" alt="Bukareszt - Pałac Ludu" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_15.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-41" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_16.jpg" title="Bukareszt - reklama" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - reklama" alt="Bukareszt - reklama" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_16.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-42" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_17.jpg" title="Bukareszt" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt" alt="Bukareszt" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_17.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 		
	<div id="ngg-image-43" class="ngg-gallery-thumbnail-box"  >
		<div class="ngg-gallery-thumbnail" >
			<a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/bukareszt_18.jpg" title="Bukareszt - uliczka z wodnymi fajkami" rel="lightbox[set_3]" >
								<img title="Bukareszt - uliczka z wodnymi fajkami" alt="Bukareszt - uliczka z wodnymi fajkami" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/gallery/bukareszt/thumbs/thumbs_bukareszt_18.jpg" width="100" height="75" />
							</a>
		</div>
	</div>
	
		
 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class='ngg-clear'></div>
 	
</div>

</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-wspomnienia-%e2%80%93-bukareszt/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Litwa 2006 &#8211; wstępu słów kilka</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/litwa/litwa-2006-wstepu-slow-kilka</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/litwa/litwa-2006-wstepu-slow-kilka#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2009 17:29:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Litwa]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=104</guid>
		<description><![CDATA[W tej chwili Litwa 2006 staje oficjalnie się częścią bloga Na wschód. Mam nadzieję, że będzie to część wartościowa a jednocześnie na tyle ciekawa, by zachęcić Was do powrotu Na wschód.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Litwa 2006</strong> była stroną, która w zamyśle powstała jako swoisty, nieco osobisty pamiętnik z najmilszej podróży w moim życiu. Wspomnienia te mają już swoje lata, mimo to na swój sposób nie straciły na aktualności. Co więcej, zarówno ta wyprawa jak i jej opis stały się początkiem mojego zainteresowania <strong>Europą Środkowo-Wschodnią</strong>. W tej chwili Litwa 2006 oficjalnie staje się częścią bloga Na wschód. Mam nadzieję, że będzie to część wartościowa a jednocześnie na tyle ciekawa, by zachęcić Was do powrotu Na wschód.</p>
<p style="text-align: justify; margin-top: 30px; font-size: 0.9em;">Przy okazji polecam również <a title="Wilno - zabytki, ciekawe miejsca" href="http://www.nawschod.eu/litwa/5-mniej-znanych-miejsc-w-wilnie-ktore-musisz-zobaczyc" target="_self">pięć mniej znanych miejsc w Wilnie, które powinieneś zobczyć</a>.</p>
<p style="text-align: justify; margin-top: 10px; font-size: 0.9em;">Zdjęcia z miejsc, które odwiedziliśmy na Litwie, możesz znaleźć w <a title="Zdjęcia z Litwy" href="http://www.nawschod.eu/litwa/fotorelacja-z-litwy">fotorelacji z Litwy</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/litwa/litwa-2006-wstepu-slow-kilka/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Łoździeje</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/litwa/lozdzieje</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/litwa/lozdzieje#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2009 17:01:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Litwa]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[łoździeje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=95</guid>
		<description><![CDATA[Miejscowość liczy około 6 tys. Mieszkańców, czyli jest stosunkowo niewielka. Zresztą litewskie miasta (nawet te największe) są mniejsze od polskich, co nie powinno być dla nikogo wielkim zaskoczeniem. Pierwszym, co przyjezdnemu rzuca się w oczy, są charakterystyczne, kolorowe (różowe, choć nie w odcieniu kiczu, żółte, niebieskie) domki o spadzistych dachach, które widywaliśmy właściwie na całej litewskiej prowincji.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Nasza litewska przygoda rozpoczęła się wraz z przekroczeniem granicy między Polską a Litwą. Pierwszym punktem przystankowym tej podróży miało być przygraniczne miasteczko <strong>Łoździeje</strong>. Zanim się w nim znaleźliśmy, wiedzieliśmy o nim tylko tyle, że istnieje, i że stąd możemy wyruszyć autobusem do Wilna.<span id="more-95"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Okazało się, że samo przedostanie się z granicy do Łoździeji nie jest sprawą prostą. Panowie celnicy wydawali się bardzo zdziwieni widząc dwójkę pieszych turystów z wielkimi plecakami. Ich reakcja szybko stała się oczywista, kiedy dowiedzieliśmy się, że z tego miejsca nie odjeżdża żaden autobus, co wskazywało, że niezmotoryzowani przybysze są tutaj rzadkością. Nie pozostało nam nic innego, jak ruszyć pieszo (ze świadomością, że przejście kilkunastu kilometrów z kilkunastoma kilogramami na plecach może okazać się niewykonalne) i liczyć na okazję. Było wcześnie rano, słońce dopiero niedawno wychyliło się zza horyzontu. Wzdłuż drogi tysiące pokrytych kropelkami rosy pajęczyn lśniło w jego promieniach. Widok był naprawdę przepiękny, co jednak nie czyniło naszych plecaków lżejszymi.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu (po kilku nieudanych próbach, które częściowo gasiły nasz entuzjazm i wiarę w ludzi, nie pozbawiały jednak dobrego humoru) jakiś uprzejmy Litwin zatrzymał się na poboczu. W tym miejscu należy ze wstydem przyznać, że nazwy miejscowości, do której chcieliśmy się dostać (czyli Łoździeji), nie potrafiliśmy nawet poprawnie wymówić. Mimo to doszliśmy jakoś do porozumienia i wkrótce zatopieni w dźwiękach lokalnego disco zbliżaliśmy się do celu naszej podróży dużo szybciej niż poprzednio. Krótki przegląd mijanej drogi uświadomił nam, że piesza wędrówka zajęłaby nam nawet więcej czasu niż pierwotnie podejrzewaliśmy.</p>
<p style="text-align: justify;">Nasz litewski dobroczyńca dowiózł nas na dworzec autobusowy w Łoździejach, skąd mieliśmy udać się do Wilna. Sprawdziliśmy autobus i po przestawieniu zegarków o godzinę do przodu, aby być w zgodzie z lokalnym czasem, zyskaliśmy ponad dwie godziny czegoś, co można by nazwać przerwą w podróży. Nie była ona jednak związana z nużącym oczekiwaniem na odjazd autobusu. Postanowiliśmy nie trwonić czasu na zniszczonym i brzydkim (do tego stopnia, że wyglądał niemal jak nieużywany) dworcu, ale udać się w przyjemniejsze regiony miasta. A że takie istniały, mieliśmy okazję przekonać się już wcześniej, przejeżdżając przez Łoździeje.</p>
<p style="text-align: justify;">Miejscowość liczy około 6 tys. mieszkańców, czyli jest stosunkowo niewielka. Zresztą litewskie miasta (nawet te największe) są mniejsze od polskich, co nie powinno być dla nikogo wielkim zaskoczeniem. <strong>Pierwszym, co przyjezdnemu rzuca się w oczy, są charakterystyczne, kolorowe (różowe, choć nie w odcieniu kiczu, żółte, niebieskie) domki o spadzistych dachach, które widywaliśmy właściwie na całej litewskiej prowincji.</strong> Miasteczko wyglądało na bardzo zadbane (może za wyjątkiem dworca), co w mojej głowie od razu przełożyło się na wizję dobrze zorganizowanej i spokojnej społeczności, która je zamieszkuje. Nie mieliśmy niestety okazji zobaczyć najciekawszych łoździejskich zabytków, a wiedzę na temat miasta zdobywaliśmy na miejscu, wertując przewodnik.</p>
<p style="text-align: justify;">Nasza pierwsza myśl po opuszczeniu dworca była dość przyziemna, choć w tej sytuacji oczywista. Chcieliśmy znaleźć jakiś sklep i po długim poranku zjeść w końcu porządne śniadanie. Kierunkowskaz z dobrze znanym znaczkiem &#8222;Lider Price&#8221; mocno nam to zadanie ułatwił. Po drodze do sklepu minęliśmy miejscowy dom kultury, otoczony sporym skwerkiem urządzonym w stylu, który na własne potrzeby mogę określić jako &#8222;neopogański&#8221;. <strong>Charakterystycznym jego elementem są kapliczki, które można również spotkać w Polsce, jednak ich litewski odpowiedniki nie zawsze w sposób tak bezpośredni nawiązują do religii katolickiej. Często przedstawiają postaci, które (przynajmniej mnie) bardziej kojarzą się z bóstwami pogańskimi.</strong> Takie właśnie kapliczki ozdabiają łoździejski skwer, co w połączeniu z wrześniowym słońcem i soczystą zielenią trawy czyniło to miejsce szczególnie przyjemnym.</p>
<p style="text-align: justify;">Za skwerem rozciągał się park, oddzielony od niego wąską rzeczką. W centralnym jego miejscu stała sporych (jak na miejscowe możliwości) rozmiarów scena. Na niej właśnie skonsumowaliśmy pierwszy na litewskiej ziemi posiłek. Z ciekawszych produktów (poza polskim sokiem) nabyliśmy coś na kształt bezmięsnych słodkich pasztecików, które były naprawdę smaczne. Siedzieliśmy na oświetlonej pięknym słońcem scenie, zajadaliśmy litewskie specyfiki i popijaliśmy je sokiem i jogurtem. Mimo zmęczenia było nam strasznie przyjemnie, wszystkie okoliczności zdawały się nam sprzyjać. Piękna pogoda, udany transport, czas na odpoczynek. Lepiej już chyba być nie mogło.</p>
<p style="text-align: justify;">Po jakimś czasie przenieśliśmy się na ławki przed domem kultury, gdzie kontynuowaliśmy wygrzewanie się na słońcu, łapiąc pozytywną energię przed dalszą podróżą. Ala zawzięcie wertowała przewodnik w poszukiwaniu informacji o miejscu, w którym się znajdujemy. Tutaj muszę przyznać się do błędu, którego obiecuję nie popełnić przed każdą podróżą, a który nagminnie powtarzam. Chodzi o moją znikomą często wiedzę na temat odwiedzanych miejsc. Nie oznacza to oczywiście, że nie starałem się dowiedzieć jak najwięcej o Litwie przed wyjazdem. Wręcz przeciwnie. Jednak kiedy jest się już na miejscu, informacje okazują się znikome lub niewystarczające. Mieliśmy tego doświadczyć ze szczególną wyrazistością w Wilnie, do którego wyruszyliśmy po kilku godzinach bardzo przyjemnego czekania w Łoździejach.</p>
<p style="text-align: justify; margin-top: 30px; font-size: 0.9em;">Zdjęcia z Łoździeji, jak i z innych miejsc, które odwiedziliśmy na Litwie, możesz znaleźć w <a title="Zdjęcia z Litwy" href="http://www.nawschod.eu/litwa/fotorelacja-z-litwy">fotorelacji z Litwy</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/litwa/lozdzieje/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wilno (Vilnius)</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/litwa/wilno-vilnius</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/litwa/wilno-vilnius#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2009 16:53:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Litwa]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wilno]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=86</guid>
		<description><![CDATA[Kopuły, fasady, pionowe dzwonnice unoszące się nad zaułkami pochodzą w większości z XVII wieku. Architektura tego okresu wymagała nowoczesnego układu, lubowano się w panoramach i perspektywach, z dużej odległości pozwalających dostrzec wymyślne kształty kościołów i placów. W Wilnie tego nie ma, jako że zachowała się tu średniowieczna sieć ulic, które są raczej wąskie, a ich układ - chaotyczny i zamknięty.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Podróż autobusem do <strong>Wilna </strong>wypełniliśmy głównie spaniem (ten dzień, podobnie jak i poprzedni, zaczął się dla nas bardzo wcześnie). Nie ma co ukrywać, że oczekiwaliśmy pobytu w Wilnie z utęsknieniem. Mniej z powodu samego miasta, którego przecież jeszcze nie znaliśmy. Mieliśmy tam jednak spędzić kilka dni, co po półtorej doby prawie bezustannej podróży, traktowaliśmy jako przyjemną i zasłużoną odmianę. <span id="more-86"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Niejako przy okazji zapoznaliśmy się ze specyficznym rodzajem obywatela litewskiego, popularnym szczególnie w międzymiastowych liniach autobusowych (gwoli ścisłości należy dodać, że ludzi tego rodzaju jest sporo również w Polsce). Chodzi o starszych przeważnie osobników, niezbyt schludnie odzianych i (co tu owijać w bawełnę) śmierdzących. Kilka dni później dorobili się w naszym osobistym słowniku miana &#8222;grzybiarzy&#8221;, ponieważ bardzo często, poza mocno nieprzyjemnym zapachem, ich podstawowym atrybutem było wiadro wypełnione grzybami.</p>
<p style="text-align: justify;">Na szczęście Łoździeje od Wilna dzieli jedynie około 100 km (w lini prostej), więc po niedługim czasie na horyzoncie zamajaczyła sylwetka stolicy Litwy. To, co udało się zobaczyć z okna autobusu nie było szczególnie ciekawe. Naszą uwagę zwróciła grupa nędznych drewnianych domków, zaniedbanych i brudnych, która niesamowicie kontrastowała z tym, co w Wilnie mieliśmy zobaczyć później.</p>
<p style="text-align: justify;">Z niewielkimi wyjątkami zdarzeń mocniej umocowanych w czasie, nasz pobyt w Wilnie zlał się w mojej pamięci w jeden długi, fantastyczny dzień. Nie ma chyba potrzeby stopniować napięcia i zwlekać dłużej z tą deklaracją. <strong>Zakochaliśmy się w tym mieście. W jego wąskich, krętych uliczkach, w pomniku anioła na ulicy Zarzecznej, która prowadziła do naszego akademika, w kawiarniach gdzie popijaliśmy latte, w chaotycznej nieco architekturze a przede wszystkim w szczególnym i niepowtarzalnym duchu Wilna, na który składają się wszystkie te i cała masa innych elementów.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jednym z tych momentów, który (ze względów oczywistych) mogę z łatwością osadzić w czasie były nasze pierwsze chwile w mieście. Kupiona na dworcu mapa nie okazała wystarczająco pomocna, skutkiem czego pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy, było zgubienie drogi. Spacerowaliśmy jakiś czas nowszą częścią Wilna wzdłuż jednej z większych ulic, w zasięgu wzroku nie znajdując nic ciekawego. Jest to zresztą krajobraz typowy dla tego rodzaju okolic w każdym dużym mieście. Po kilkunastu minutach udało nam się wrócić na wcześniej wyznaczony szlak, zaczęliśmy zbliżać się do Starego Miasta. Zabrzmiałoby to dość banalnie, gdyby stwierdzić, że Wilno od razu nas urzekło. Z pewnością zainteresowało nas na tyle, że zaraz po rozgoszczeniu się w kwaterze, udaliśmy się przyjrzeć mu się dokładniej. Gwoli ścisłości należy również dodać, że dodatkowym czynnikiem napędzającym nasze pospieszne działania był głód. Niedługo później siedzieliśmy w miłej (choć niezbyt taniej, mimo kilkudziesięciu minut poszukiwań) knajpce, zajadając późny (ale za to wyjątkowo obfity) obiad i popijając litewskie piwo.</p>
<p style="text-align: justify;">Nasz pierwszy akademik (mieszkaliśmy w dwóch w ciągu czterech dni) mieścił się na Zarzeczu. Dzielnica położona jest na wschód od Starego Miasta w zakolu rzeki Wilenki (Vilnia), która od tej właśnie strony otacza najstarszą część Wilna uchodząc na północy do dużo większej Wilii (Neris). Przez rzekę prowadzą dwa mosty (czy też właściwie mostki), z których na zmianę korzystaliśmy wybierając się do miasta albo z niego wracając. Wejście w głąb dzielnicy wiązało się ze wspinaczką (choć to pewnie zbyt mocne słowo) ulicą Zarzeczną (Uzupio) w górę niewielkiego wzniesienia. Nie sposób przy tej okazji nie minąć niewielkiego placyku z charakterystycznym <em>pomnikiem anioła</em>, który przez to wyjątkowo mocno zapadł nam w pamięć. Po drugiej stronie Wilenki z kolei (niezależnie od tego, którym mostem się ją przekraczało) zawsze natykaliśmy się na Cerkiew Przeczystej Bogurodzicy. Wielką, białą świątynię, która zdawała się nie mieścić na niewielkim skwerze, gdzie ją wybudowano. W swojej wschodniej części Zarzecze (mimo, że znajduje się tuż obok starego Wilna) przybiera wygląd małomiasteczkowy lub nawet wiejski.</p>
<p style="text-align: justify;">Dwa dni później przenieśliśmy się do innego akademika, jeszcze bliżej miasta (czy też właściwie na samym Starym Mieście) na ulicę Latako (Łotoczek). Stąd mieliśmy już dosłownie dwa kroki na Pilies (Zamkowa), która wraz z ulicami: Ostrobramską (Ausros Vartu), prowadzącą do Ostrej Bramy (Ausros vartai), i Dużą (Didzioji), tworzy główną oś starego Wilna. Tam znajduje się najwięcej kawiarni (w litewskim &#8222;kavina&#8221;, słowo które wyjątkowo nam się spodobało, stając się w naszym słowniku synonimem tak kawy jak i kawiarni), sklepów z pamiątkami i bursztynem, straganów, a w bezpośrednim sąsiedztwie zabytkowych budowli i kościołów. Jedna z &#8222;kavinek&#8221; znajdowała się na końcu ulicy Latako, dosłownie dwa kroki od drzwi akademika, stanowiąc tym samym doskonały punkt wypadowy do wędrówek po mieście. Zamykając temat wileńskich tanich kwater należałoby jedynie dodać, że tak pierwszy jak i drugi akademik, w którym się zatrzymaliśmy, mógł się poszczycić co najwyżej mocno średnim standardem.</p>
<p style="text-align: justify;">Pilies w kierunku północnym prowadzi do sporych rozmiarów placu, na którym stoi najstarszy chyba zabytek Wilna &#8211; <strong>Katedra</strong>. <strong>Początki tego miejsca sięgają jeszcze czasów pogańskich, które na terenie Litwy, w porównaniu z sąsiednimi państwami trwały stosunkowo długo. W miejscu dzisiejszej Katedry miała kiedyś stać katolicka, drewniana świątynia, wzniesiona na cześć chrztu jedynego w historii króla Litwy, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mendog" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Mendog?referer=');">Mendoga</a>. Później w tym samym miejscu stała świątynia pogańska, by znów ustąpić miejsca katedrze chrześcijańskiej. Obecna budowla nosi znamiona wielu stylów architektonicznych i różnych etapów rozwoju miasta.</strong> Obok katedry stoi pomnik innego wielkiego średniowiecznego władcy Litwy &#8211; <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Giedymin" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Giedymin?referer=');">Giedymina</a>. Zresztą spacerując po tej części miasta można odnieść wrażenie, że wszystko tu jest Giedymina: pomnik, góra (o której później), największa i najdłuższa ulica. Z pewnością nie tylko mieszkańcy Wilna, ale wszyscy Litwini, odnoszą się do tej postaci ze sporą estymą.</p>
<p style="text-align: justify;">Nieco dalej w kierunku północno-wschodnim znajduje się wzgórze (co nie jest zresztą niczym wyjątkowym, miasto położone jest na pagórkowatym terenie), na którego szczycie już w XIV wieku wzniesiono zamek obronny. Można się tam dostać piechotą lub też korzystając z wygodnej kolejki. Kamienne mury starych twierdzy od zawsze budziły moje zainteresowanie i poruszały wyobraźnie. Tym większe jeśli w środku znajduje się olbrzymia makieta średniowiecznego Wilna, z zaznaczonymi murami obronnymi, basztami i innymi budowlami. Ze szczytu wieży, w której mieści się niewielkie muzeum, podziwiać można dachy kościołów i kamienic Starego Miasta.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>W Wilnie aż roi się od starych świątyń, zaułków, urokliwych uliczek i innych ciekawych miejsc. Z miastem związane było (w wielu przypadkach wciąż jest) życie wielu <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Ludzie_zwi%C4%85zani_z_Wilnem" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria_Ludzie_zwi_C4_85zani_z_Wilnem?referer=');">znanych ludzi</a>, żeby wspomnieć tylko poetów: Mickiewicza i Miłosza. </strong>Pomnik tego pierwszego stoi na placu przy zakolu Wilenki, za tło mając połączone niemal w jedno<em> kościoły: Bernardynów i św. Anny</em>. Drugi jeszcze nie doczekał się żadnego monumentu, ale to zapewne tylko kwestia czasu.</p>
<p style="text-align: justify;">Mając świadomość niedoskonałości mojego opisu i bezradności w próbie uchwycenia tego, czym jest Wilno i jakie wrażenie może wywierać, oddaję głos znawcy tematu, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tomas_Venclova" target="_blank" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Tomas_Venclova?referer=');">Tomasowi Venclovie</a>*: <span style="color: #808080;">&#8222;Kopuły, fasady, pionowe dzwonnice unoszące się nad zaułkami pochodzą w większości z XVII wieku. Architektura tego okresu wymagała nowoczesnego układu, lubowano się w panoramach i perspektywach, z dużej odległości pozwalających dostrzec wymyślne kształty kościołów i placów. W Wilnie tego nie ma, jako że zachowała się tu średniowieczna sieć ulic, które są raczej wąskie, a ich układ &#8211; chaotyczny i zamknięty. (&#8230;) Jeśli ulica jest mniej więcej prosta, zazwyczaj prowadzi w górę, jeśli przebiega na tej samej płaszczyźnie, jest krzywa: stojąc na jednym jej końcu nie można zobaczyć drugiego. (&#8230;) Perspektywę wyznaczają uskoki i skróty; bez problemu przechodzi się z jednego dziwnie zaplanowanego podwórka na inne, czasami ma się wrażenie, że można przemierzyć całe miasto, omijając jego ulice. Czasem migną za rogiem fragmenty ogromnych, masywnych kościołów, jednakże ażeby zobaczyć całość budowli, nieraz trzeba zadrzeć głowę w górę albo wejść na wzgórze gdzieś poza granicami Starego Miasta. Nie warto się spieszyć, najlepiej błąkać się bez celu&#8230;&#8221;</span> Tak też czyniliśmy&#8230;</p>
<p style="font-size: x-small; border-top: 1px solid #949494; padding-top: 5px; margin-top: 20px;">*Tomas Venclova &#8211; &#8222;Opisać Wilno&#8221;</p>
<p style="text-align: justify; margin-top: 30px; font-size: 0.9em;">Zdjęcia z Wilna, jak i z innych miejsc, które odwiedziliśmy na Litwie, możesz znaleźć w <a title="Zdjęcia z Litwy" href="http://www.nawschod.eu/litwa/fotorelacja-z-litwy">fotorelacji z Litwy</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/litwa/wilno-vilnius/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Troki (Trakai)</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/litwa/troki-trakai</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/litwa/troki-trakai#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2009 16:40:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Litwa]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[troki]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=78</guid>
		<description><![CDATA[Bez wątpienia tym, co najbardziej przyciąga turystów jest Zamek na wyspie. Połączony ze stałym lądem długim mostem, służył za twierdzę między innymi Wielkiemu Księciu Witoldowi  w czasie jego strać z Krzyżakami oraz Jagiełłą.  Jak już wspominałem, mam pewną słabość do starych, murowanych budowli, dlatego zamek wywarł na mnie spore wrażenie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Troki</strong> położone są ok. 25 km na zachód od Wilna, można tam łatwo i stosunkowo szybko dojechać autobusem. Miejscowość jest niewielka (7 tys mieszkańców) i otoczona jeziorami. Właściwie można powiedzieć, że jest zamknięta między dwoma akwenami, tak że na mapie wygląda niemal jak dziwna wyspa (czy też trafniej: półwysep) połączona z lądem dwoma cienkimi przesmykami. Troki kojarzą nam się z wodą i to nie tylko ze względu na położenie. Przez większą część naszego pobytu w tym mieście z nieba siąpił deszcz.<span id="more-78"></span></p>
<p style="text-align: justify;">W takich okolicznościach pogody, przebyliśmy drogę z przystanku autobusowego na jedno z osiedli, gdzie spodziewaliśmy się znaleźć kwaterę. Uzbrojeni w adresy kwater spisane uprzednio z internetu i przewodnika maszerowaliśmy wzdłuż jeziora (w Trokach niemal nie da się nie maszerować wzdłuż jeziora). Osiedle (czy też raczej grupa nieco chaotycznie rozmieszczonych domków) położone było na skraju lasu. Bojowo nastawieni na negocjacje cenowe udaliśmy się do pierwszej z brzegu kwatery, domku pani Janiny. W biznesowym starciu z tą niepozorną kobieciną polegliśmy zanim walka na dobre się zaczęła. Na szczęście mimo tego cena była dość przystępna. Od tej chwili Janina (zwana &#8222;przetrąconą&#8221;, z racji trudności w zalogowaniu się do rzeczywistości we wczesnych godzinach rannych, co również rodziło różne zabawne sytuacje) urosła w naszych umysłach (czy też raczej w ich prześmiewczej części) do rangi guru światowego marketingu skrywającego swoje tajemnice w podwileńskich lasach.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale przecież nie pani Janina jest najważniejsza w Trokach. Bez wątpienia tym, co najbardziej przyciąga turystów jest <strong>Zamek na wyspie</strong>.<strong> Połączony ze stałym lądem długim mostem, służył za twierdzę między innymi Wielkiemu Księciu Witoldowi w czasie jego strać z Krzyżakami oraz Jagiełłą.</strong> Jak już wspominałem, mam pewną słabość do starych, murowanych budowli, dlatego zamek wywarł na mnie spore wrażenie. Niestety za zwiedzanie go od środka trzeba trochę zapłacić, więc z tej przyjemności postanowiliśmy zrezygnować. Zrekompensowaliśmy to sobie obchodząc zamek dookoła, zaglądając do każdej dziury i próbując otworzyć wszelkie możliwe drzwi.</p>
<p style="text-align: justify;">Oprócz Zamku na wyspie w Trokach są również ruiny drugiej twierdzy, lądowej. Nie robią one już co prawda takiego wrażenia, ale z pewnością warto na nie rzucić okiem. W tym miejscu chciałbym wspomnieć o tym, że<strong> zamki w tej miejscu nie były stawiane bez powodu. Troki są bowiem dawną stolicą Litwy.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Poza tym miasto i jego okolice są największym w kraju skupiskiem Polaków, co znacząco ułatwia komunikację z tubylcami. Ponieważ zamek położony jest dokładnie po drugiej stronie miasta od miejsca, gdzie znaleźliśmy kwaterę, w krótkim czasie dwukrotnie przemierzyliśmy całe Troki. Przy okazji zatrzymując się na śniadanie i obiad, który w moim przypadku po raz pierwszy składał się z tradycyjnego litewskiego dania &#8211; naleśników z żółtym serem.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy zbliżaliśmy się już do kwatery, aby udać się na zasłużony odpoczynek, natknęliśmy się na jeszcze jedno ciekawe miejsce. Był to stary <em>cmentarz <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Karaimi" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Karaimi?referer=');">karaimski</a> </em>(przynajmniej do tej pory tak myślałem, rzut oka na mapę tych podejrzeń nie potwierdza), ukryty nieco z boku od głównej drogi, zarośnięty trawą, sprawiał wrażenie opuszczonego. Na nagrobkach wyryte były napisy w dziwnym, nieznanym nam języku. <strong>Troki były (i wciąż są, choć Karaimów zostało tu jedynie około 300) największym skupiskiem tej grupy etnicznej na Litwie. Sprowadzeni na te ziemie by stawiać zbrojny opór Zakonowi Krzyżackiemu, dziś trudnią się głównie ogrodnictwem, a dawne ich centrum duchowe i administracyjne w Trokach należy już do przeszłości.</strong></p>
<p style="text-align: justify; margin-top: 30px; font-size: 0.9em;">Zdjęcia z Troków, jak i z innych miejsc, które odwiedziliśmy na Litwie, możesz znaleźć w <a title="Zdjęcia z Litwy" href="http://www.nawschod.eu/litwa/fotorelacja-z-litwy">fotorelacji z Litwy</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/litwa/troki-trakai/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Paluse (Połusze)</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/litwa/paluse-polusze</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/litwa/paluse-polusze#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2009 16:29:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Litwa]]></category>
		<category><![CDATA[paluse]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[połusze]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=67</guid>
		<description><![CDATA[Ponieważ w samym Paluse, poza kościołem, nie ma szczególnie wiele do oglądania, postanowiliśmy udać się na spacer po okolicy. A ta jest szczególnie urokliwa, bowiem wioska położona jest w Auksztockim Parku Narodowym.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Pociągi nie są najlepszym sposobem podróżowania po Litwie (mieliśmy się o tym przekonać dość dotkliwie dwa dni później), jednak spory odcinek drogi z Troków do <strong>Paluse</strong> przebyliśmy właśnie w ten sposób. Za oknami lał deszcz (żadne inne słowo w rodzaju &#8222;siąpił&#8221; czy nawet &#8222;padał&#8221; nie jest tu odpowiednie), co niekoniecznie bardzo nas cieszyło, choć z drugiej strony nie było w stanie nas zmartwić. <span id="more-67"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Na jednym z dalszych siedzeń jakiś koleś czytał anglojęzyczną gazetę (zdaje się, że to był Times), a my patrzyliśmy na to z lekką zazdrością. To już kolejny dzień, kiedy byliśmy niemal całkowicie odcięci od informacji tak z Polski jak i ze świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy dojechaliśmy do Ignaliny (miasto w pobliżu Paluse, dysponujące połączeniem kolejowym ze stolicą), nic nie zapowiadało końca ulewy. Chroniąc się przed nią pod jakimś daszkiem natknęliśmy się na &#8222;człowieka z Times&#8217;em&#8221;. Okazało się, że jest Niemcem i wraz ze swoją dziewczyną (też Niemką, gdyby były jakieś wątpliwości) wybrał się w podróż po Litwie. Wspólnie przedostaliśmy się w strugach deszczu na oddalony o kilkadziesiąt metrów dworzec autobusowy, aby ostatecznie załadować się do taksówki. Kierowca rozumiał po polsku i nawet trochę mówił, nie było więc kłopotów z porozumiem się odnośnie celu naszej podróży. Z taksówki wysiedliśmy tuż obok <em>drewnianego kościółka</em>, stojącego na pokrytym trawą wzgórzu, który był właściwie jedynym powodem, dla którego zawitaliśmy do Paluse. Za ścianą wody budynek nie prezentował się, co prawda, tak pięknie jak na zdjęciu, które widzieliśmy w Internecie, ale i tak był wyjątkowo urodziwy.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie mogę napisać, że kwaterę w wiosce znaleźliśmy bez kłopotów. Wynikały one jednak głównie z problemów językowych i nie były aż tak duże, by przywiązywać do nich jakąś szczególną wagę. W każdym razie już jakąś godzinę później siedzieliśmy w pokoju numer siedem (zdaje się), częściowo rozpakowani i gotowi do właściwego rozpoczęcia pobytu w Paluse. Założenie było następujące: jeśli pogoda zmieni się na lepsze, wychodzimy w teren, przyjrzeć się kościołowi i pospacerować po lesie. Gdyby deszcz miał nie ustać, na co się zapowiadało, zostajemy w pokoju i robimy sobie &#8222;dzień książkowy&#8221;. Zabrzmi to magicznie i mało prawdopodobnie, ale w momencie, kiedy nadszedł czas podjęcia decyzji, ulewa zelżała, a po chwili przez chmury zaczęło przebijać się słońce. W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak zrealizować opcję numer jeden.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wybraliśmy się zatem przyjrzeć się bliżej kościołowi. Podobno jest to najstarsza drewniana budowla sakralna na Litwie.</strong> Otacza ją wysoki (również drewniany) płot, za którym na niewielkich rozmiarów placyku, znajdują się kapliczki oraz kilka grobów. Domyślaliśmy się, że są to miejsca pochówku jakiś ważnych dla tutejszej społeczności postaci historycznych. Mały cmentarzyk znajduje się również na tyłach kościoła. Sam budynek niestety był zamknięty, także nie dane nam było zobaczyć go od środka. Zwieńczeniem całego kompleksu (jeśli mogę użyć tego, niekoniecznie tu pasującego, słowa) jest stojący przed ogrodzeniem, bogato zdobiony krzyż.</p>
<p style="text-align: justify;">Ponieważ w samym Paluse, poza kościołem, nie ma szczególnie wiele do oglądania, postanowiliśmy udać się na spacer po okolicy. A ta jest szczególnie urokliwa, bowiem wioska położona jest w <strong>Auksztockim Parku Narodowym</strong>. Ze szczytu &#8222;kościelnego&#8221; wzgórza rozpościera się widok na jezioro, które w najbardziej wysuniętym punkcie dzieli od drogi zaledwie kilkanaście metrów. Z drugiej strony wioski piaszczysta droga prowadzi do lasu, który porasta również brzegi jeziora.</p>
<p style="text-align: justify;">Pokręciliśmy się jeszcze jakiś czas w okolicy wzgórza, po czym udaliśmy się nad jezioro. Obeszliśmy jego najbardziej wysunięty cypel i podążyliśmy dróżką prowadzącą do lasu. <strong>Na mokry wciąż mech i trawę padały promienie słońca, którym udało się przebić przez korony drzew. Powietrze było świeże i czyste, a w nasłonecznionych miejscach dodatkowo dość ciepłe. Leśna ścieżka to przybliżała to oddalała się od jeziora, którego spokojna tafla co jakiś czas prześwitywała między pniami drzew.</strong> Trudno byłoby chyba wyobrazić sobie bardziej relaksującą a jednocześnie ładującą pozytywną energią aktywność niż spacer po lesie w takich okolicznościach przyrody.</p>
<p style="text-align: justify;">A te były dla nas tego dnia wyjątkowo sprzyjające. Zaraz po powrocie do ośrodka (a konkretnie w momencie, kiedy zaczęliśmy ściągać buty) znowu się rozpadało. Na szczęście był to już ostatni deszcz podczas naszego pobytu na Litwie, od tego dnia miało nam już codziennie towarzyszyć słońce i przyjemnie ciepłe, wrześniowe powietrze.</p>
<p style="text-align: justify;">Resztę dnia spędziliśmy wykorzystując quasi-domowe warunki, jakie oferował na ośrodek, czyli w miarę normalną kuchnię, całkiem normalny stół i inne tego rodzaju atrakcje. Zrobiliśmy sobie porządny obiad, wzięliśmy kąpiel a wieczorem zasiedliśmy do degustacji różnych rodzajów litewskich piw, co jest przecież nieodłącznym elementem poznawania kultury każdego kraju. W tej ostatniej czynności dopomogli spotkani wcześniej Niemcy, którzy wieczorem przyszli złożyć nam wizytę.</p>
<p style="text-align: justify; margin-top: 30px; font-size: 0.9em;">Zdjęcia z Paluse, jak i z innych miejsc, które odwiedziliśmy na Litwie, możesz znaleźć w <a title="Zdjęcia z Litwy" href="http://www.nawschod.eu/litwa/fotorelacja-z-litwy">fotorelacji z Litwy</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/litwa/paluse-polusze/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poniewież (Panevezys)</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/litwa/poniewiez-panevezys</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/litwa/poniewiez-panevezys#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2009 16:09:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Litwa]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[poniewież]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=61</guid>
		<description><![CDATA[Miejscowość ta miała być przystankiem w drodze nad morze, którą trudno byłoby przemierzyć jednego dnia. Poniewież jest dość miastem dość dużym jak na litewskie warunki, ma około 120 tys. mieszkańców. Dlatego, mimo że nie jest ośrodkiem turystycznym, nie spodziewaliśmy się tam większych problemów ze znalezieniem kwatery.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Teraz będzie kilka słów o chyba najmniej ciekawej części naszej podróży. Niemniej pouczającej, więc nie mogę napisać, że czegoś żałujemy. Zresztą byliśmy w takich nastrojach, że musiałoby się zdarzyć coś naprawdę niefajnego, żeby nam je popsuć. A poza tym, ten etap został skutecznie wynagrodzony przez kolejne kilka dni, które bez wahania mogę zaliczyć do jednych z bardziej przyjemnych, jakie spędziliśmy na Litwie.<span id="more-61"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Ale po kolei. Następnego dnia rano okazało się, że mimo wcześniejszych planów, nie możemy jeszcze jednego dnia zabawić w Paluse. Wioskę czekał bowiem najazd nieletnich kolonistów i dla nas w ośrodku nie starczyło już miejsca. Przyjęliśmy to zrządzenie losu ze stoickim spokojem (mimo, że okoliczne lasy i jeziora mocno nas kusiły) i już półtorej godziny później byliśmy na dworcu w Ignalinie oczekując na autobus do <strong><span style="color: #000000;">Poniewieża</span></strong>. Miejscowość ta miała być przystankiem w drodze nad morze, którą trudno byłoby przemierzyć jednego dnia. Poniewież jest dość miastem dość dużym jak na litewskie warunki, ma około 120 tys. mieszkańców. Dlatego, mimo że nie jest ośrodkiem turystycznym, nie spodziewaliśmy się tam większych problemów ze znalezieniem kwatery. Aby jednak po raz kolejny nie wybiegać zbyt do przodu, wrócę na chwilę do Ignaliny.</p>
<p style="text-align: justify;">A w pewnym szczególnym sensie jest do czego wracać. Ponieważ do odjazdu autobusu mieliśmy jeszcze trochę czasu, postanowiliśmy zaopatrzyć się w coś do jedzenia na czekającą nas podróż. Przy tej okazji Alę ugryzła zaczajona w drożdżówkach osa, co okazało się dość bolesne i nieco popsuło nam humory. Ale tylko nieco. Potem załadowaliśmy się do autobusu zajmując odosobnione, tylne siedzenia, co okazało się posunięciem ze strategiczno-estetycznego punktu widzenia bardzo szczęśliwym. Pojazd, mimo że wybierał się w całkiem długą trasę, wyglądał na zwykły miejski autobus, troszkę jedynie przerobiony na tę okoliczność. Z naszych obserwacji (nie spełniających oczywiście kryteriów próby istotnej statystycznie) wynika, że na odcinku Ignalina &#8211; Poniewież występuje najwyższa na całej Litwie liczba grzybiarzy w przeliczeniu na metr kubiczny autobusu międzymiastowego. Ta wartość z kolei jest silnie skorelowana ze stężeniem niekoniecznie przyjemnego zapachu (zwanego również odrażającym smrodem) w tymże. To sprawiało, że siedząc w sporym oddaleniu od reszty podróżnych, krzywiliśmy się z niesmakiem, dziękując jednocześnie opatrzności za te kilka metrów powietrza, które nas dzieliło.</p>
<p style="text-align: justify;">Do Poniewieża dotarliśmy późnym popołudniem, słońce wisiało wysoko na niebie i było dość ciepło. Z dworca autobusowego ruszyliśmy piechotą do miejscowej bursy, gdzie rzekomo mogliśmy wynająć pokój (tak bynajmniej informował przewodnik). Spacer okazał się dość męczący, bo odległość była spora, a plecaki z każdym krokiem wydawały się być cięższe. Jak już wspomniałem miasto nie jest szczególnie atrakcyjne turystycznie, toteż nic ciekawego po drodze nie udało nam się zobaczyć. Ot, typowa, średniej wielkości (w odniesieniu do polskich realiów) miejscowość, jakich również w naszym kraju jest sporo. W końcu udało nam się jednak dodreptać do bursy, gdzie z nadzieją na zrzucenie z siebie plecaków, prysznic i chwilę komfortu, udaliśmy się do recepcji. Tam natknęliśmy się na specyficznego Cerbera (w postaci starszej kobieciny o słusznych gabarytach), który w przeciwieństwie do tego mitycznego, gości do środka nie wpuszczał. Kontakt po polsku i angielsku był oczywiście niemożliwy a ogólnie zrozumiałych znaków języka migowego pani zdawała się nie przyswajać. Po jakimś czasie (chyba tylko dla zabicia sumienia i pokazania nam, że jednak coś robi) zaczęła szperać w swoich kajetach. Zajęcie było o tyle bezsensowne, że nie znała przecież naszych nazwisk, a nawet gdyby zechciała o nie spytać, nie było szans abyśmy figurowali na liście gości w kolumnie &#8222;VIP&#8221;. Wizyta w bursie okazała się zupełnie bezproduktywna, a my wylądowaliśmy na obrzeżach miasta (które coraz mniej nam się podobało) bez kwatery, z zachodzącym powoli za plecami słońcem i ustami pełnymi niewybrednych epitetów pod adresem pani portierki.</p>
<p style="text-align: justify;">Opisuję i nadal będę opisywał nasze poszukiwania miejsca do spania dość szczegółowo, ponieważ w gruncie rzeczy poza tym w Poniewieżu nic więcej się nie zdarzyło. Ponadto był to chyba jedyny podczas naszej (z pełną świadomością pod tym kątem niedoplanowanej) podróży moment, kiedy poważnie rozważaliśmy możliwość spędzenia nocy na dworcu w oczekiwaniu na jakiś transport. Tak na szczęście się nie stało. W pobliżu bursy znajdowało się centrum handlowe, gdzie udaliśmy się w celach fizjologicznych, coby przynajmniej jedną rzecz porządnie załatwić. Tam natknęliśmy się na kafejkę internetową, postanowiliśmy więc skorzystać z dobrodziejstw globalnej sieci w poszukiwaniu taniej kwatery. Nie odbyło się to bez problemów, bo nikt z obsługi nie mówił po angielsku, ale udało się. Po jakimś czasie wędrowaliśmy z powrotem w kierunku miasta z adresami kilku kwater w kieszeni.</p>
<p style="text-align: justify;">Jedna z nich mieściła się przy ulicy, którą szliśmy i nazywała się dość specyficznie jak na litewskie warunki, Kazuko Kamara. Kiedy weszliśmy do środka, zobaczyliśmy zwykły osiedlowy bar, ze wszystkimi nieodłącznymi jego elementami, w tym grupką żuli. Jeśli do tej pory mieliśmy kłopoty językowe, to trudno nawet znaleźć określenie dla tego, przez co musieliśmy przejść w tym przybytku. W końcu, używając polskiego, angielskiego oraz jednego słowa-klucza po rosyjsku i przy pomocy jednego z bywalców baru, udało nam się załatwić pokój na piętrze. Nie był może najtańszy, ale za to czysty, z łazienką i wygodnym łóżkiem. Ponieważ było już dość późno a miasto niczym nas nie zachwyciło, zrezygnowaliśmy z wyprawy na dworzec celem sprawdzenia pociągów i postanowiliśmy zostać na miejscu. Wzięliśmy tylko prysznic, zrobiliśmy szybkie zakupy i zeszliśmy na dół, zjeść coś i napić się piwka. <strong>Jak już wspomniałem, bar nie wyglądał szczególnie zachęcająco, uznaliśmy jednak, że klimat blokowisk jest częścią tutejszego folkloru i nie należy go unikać.</strong> Zamówiliśmy więc sobie czeboriaki (zwane przez nas, nie wiedzieć czemu, czyrakami), czyli coś na kształt wielkich pierogów, które są jednym z elementów tradycyjnej kuchni litewskiej. Na nieszczęście te, które kupiliśmy, zawierały mięso, (czego przez barierę językową nie udało nam się wcześniej dowiedzieć), dlatego Ala zmuszona była zamówić coś innego a ja zjadłem podwójną porcję. Koniec końców, po wnikliwej analizie menu, poprosiliśmy kelnerkę o coś, w czym na pewno nie było martwych zwierząt. Zawierało za to makaron, ketchup&#8230; i nic poza tym.</p>
<p style="text-align: justify;">Na sam koniec spotkała nas jeszcze jedna &#8222;przygoda&#8221;. Otóż w środku nocy, jacyś rozochoceni i zapewne mocno podchmieleni goście &#8222;hotelu&#8221; próbowali dostać się do naszego pokoju. Na szczęście drzwi zamknięte były od środka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/litwa/poniewiez-panevezys/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kłajpeda</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/litwa/klajpeda-klajpeda</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/litwa/klajpeda-klajpeda#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2009 14:00:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Litwa]]></category>
		<category><![CDATA[kłajpeda]]></category>
		<category><![CDATA[Mierzeja Kurońska]]></category>
		<category><![CDATA[Morze Bałtyckie]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=50</guid>
		<description><![CDATA[Po wylądowaniu zrobiliśmy sobie spacer wzdłuż mierzei, długą asfaltową drogą, obserwując to, od czego udało nam się uciec, czyli portowe nadbrzeże Kłajpedy. Słońce świeciło fantastycznie, ludzi napotykaliśmy z rzadka, a wokół szumiał wiatr.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Dostać się do <strong>Kłajpedy</strong> z Poniewieża nie jest łatwo. Odnoszę zresztą wrażenie, że szczególnie wydostanie się z tej ostatniej miejscowości to dość trudne zadanie. Ponieważ na sprawdzenie pociągów dnia poprzedniego nie starczyło już sił i ochoty, na dworzec kolejowy wybraliśmy się &#8222;w ciemno&#8221;. Liczyliśmy, że połączenie między piątym a trzecim pod względem wielkości miastem na Litwie jest dobrze zorganizowane. Okazało się, że niekoniecznie. <span id="more-50"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Pociąg do Kłajpedy jechał tylko jeden w ciągu dnia, o dość dziwnej porze, a rozkład jazdy miał się nijak do faktycznych godzin odjazdów. Na domiar złego, kiedy wróciliśmy na dworzec autobusowy, ostatni tego dnia bus do Kłajpedy od pięciu minut był w drodze. Trochę zrezygnowani i zirytowani (choć oczywiście bez przesady) postanowiliśmy ruszyć w kierunku morza czym się nadarzy. Wsiedliśmy w autobus do miejscowości, której nazwy nawet nie pamiętam, ale miała tą zaletę, że zbliżała nas do ostatecznego celu naszej podróży.</p>
<p style="text-align: justify;">Transportowy pech zdał się wyczerpać całe swoje możliwości rano, bo od tego momentu wszystko ładnie się ułożyło. Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do Szawle (wybierając trasę nawet nie wiedzieliśmy, że będziemy tamtędy przejeżdżać), gdzie komunikacja jest dużo lepiej zorganizowana. Szybko znaleźliśmy autobus do Kłajpedy i jeszcze tego samego dnia późnym popołudniem byliśmy na miejscu. Po niewielkich perturbacjach udało nam się znaleźć przyjemny pokój w hostelu. Szybko się urządziliśmy i ruszyliśmy na miasto, choć zapadał już zmrok. <strong>Muszę przyznać, że Kłajpeda od początku niezbyt nam się spodobała. Poza główną ulicą, dobrze oświetloną i ruchliwą, miasto sprawia niezbyt przyjemne wrażenie. Boczne uliczki są mroczne i wydają się mało bezpieczne.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Zresztą od Poniewieża nasz zapał do zwiedzania miast (czy to z powodu wciąż polepszającej się pogody, czy też pewnego przesycenia) znalazł się na równi pochyłej. Ciągnęło nas do natury, nad morze, na plażę (taka wizja, a nie chęć zobaczenia zabytków, przywiodła nas tutaj). Dlatego chyba pierwszy dzień w Kłajpedzie był takim rozczarowaniem. Wychodząc z hostelu od razu skierowaliśmy się nad morze. Jednak zamiast piaszczystej (czy jakiejkolwiek innej) plaży, znaleźliśmy ciąg zabudowań portowych, dźwigów, magazynów, zza których można było co najwyżej dopatrzyć się wody w brudnym kanale. To zabiło w nas ostatecznie chęć zwiedzania miasta, zwłaszcza że podczas pierwszego spaceru nie natknęliśmy się na nic szczególnie godnego uwagi.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejny dzień wynagrodził nam nieco początkowe rozczarowania. Zgodnie z sugestią poznanych w Paluse niemieckich turystów, przeprawiliśmy się na <strong>Mierzeję Kurońską</strong>. Prom zostawił za sobą portowe dźwigi zbliżając nas do kuszącego pasa zieleni na horyzoncie. <strong>Po wylądowaniu zrobiliśmy sobie spacer wzdłuż mierzei, długą asfaltową drogą, obserwując to, od czego udało nam się uciec, czyli portowe nadbrzeże Kłajpedy. Słońce świeciło fantastycznie, ludzi napotykaliśmy z rzadka, a wokół szumiał wiatr.</strong> To już było zdecydowanie bliższe naszym planom i wyobrażeniom dotyczącym pobytu nad litewskim morzem. Po drodze skręciliśmy nieco w bok od głównej trasy skuszeni widokiem drewnianego domku z pokrytym strzechą dachem. Okazało się, że obok stoją inne budynki, składające się na <em>rekonstrukcję rybackiej wioski</em> z początku XIX wieku. Moja wyobraźnia jest szczególnie podatna na takie atrakcje, od razu zaczyna uruchamiać wizję mieszkańców, ich codziennego życia, połowów, zapachów wędzonych ryb i sieci. W związku z tym zatrzymaliśmy się w skansenie na dłużej, zaglądając do wnętrza chat przez przybrudzone okna.</p>
<p style="text-align: justify;">Koniec mierzei uraczył nas niezbyt urokliwym budynkiem delfinarium, które w dodatku było zamknięte. Wobec tego postanowiliśmy przebić się przez las na drugą stronę półwyspu nad otwarte morze. I wtedy właśnie znaleźliśmy to, czego od początku szukaliśmy. Im dalej zagłębialiśmy się między drzewa, tym więcej było iglaków a gleba stawała się coraz bardziej piaszczysta. W końcu wkroczyliśmy na wydmy, które wznosiły się delikatnie ku górze, roślinność stała się rzadsza i mniej okazała, za wyjątkiem turzyc i traw, które zwiastowały bliskość słonej wody. <strong>W pewnym momencie usłyszeliśmy szum fal i poczuliśmy wyraźną morską bryzę. Jeszcze jedna wydma i oto spoglądaliśmy z góry na piaszczystą, skąpaną w słońcu plaże.</strong> Nietrudno się domyślić, że następne godziny spędziliśmy spacerując, mocząc nogi w zimnej wodzie i przesiadując na ciepłym piasku.</p>
<p style="text-align: justify;">Po kilkugodzinnym plażowaniu nasz (i tak już nikły) zapał do zwiedzania miasta zgasł zupełnie. Wieczorem z przewodnikiem i puszką piwa w dłoniach zaczęliśmy zastanawiać się nad kolejnym punktem naszej podróży. Docelowo chcieliśmy dostać się do Kowna, ale jednocześnie opuścić jak najszybciej Kłajpedę, co dawało nam dwa (czy nawet trzy) dni czasu. Z różnych względów nasz wybór padł na oddaloną o 20 kilometrów Palangę.</p>
<p style="text-align: justify; margin-top: 30px; font-size: 0.9em;">Zdjęcia z Kłajpedy, jak i z innych miejsc, które odwiedziliśmy na Litwie, możesz znaleźć w <a title="Zdjęcia z Litwy" href="http://www.nawschod.eu/litwa/fotorelacja-z-litwy">fotorelacji z Litwy</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/litwa/klajpeda-klajpeda/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
