<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Na Wschód &#187; literatura</title>
	<atom:link href="http://www.nawschod.eu/tag/literatura/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.nawschod.eu</link>
	<description>Podróżowanie to coś więcej niż zmiana miejsca pobytu</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Sep 2010 19:41:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>&#8222;Z powrotem do uszatej sowy&#8221; &#8211; krótka recenzja</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/wegry/z-powrotem-do-uszatej-sowy-krotka-recenzja</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/wegry/z-powrotem-do-uszatej-sowy-krotka-recenzja#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 13:30:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Węgry]]></category>
		<category><![CDATA[ádám bodor]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogmanager.nazwa.pl/nawschod/?p=1603</guid>
		<description><![CDATA["Z powrotem do uszatej sowy" Ádáma Bodora jest literaturą do cna przesiąkniętą środkowo-wschodnioeuropejskim klimatem czasów powszechnej szczęśliwości i przyjaźni między narodami.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Przyszło mi zetknąć się z prozą specyficzną. Zbiór opowiadań Ádáma Bodora jest literaturą do cna przesiąkniętą środkowo-wschodnioeuropejskim klimatem czasów powszechnej szczęśliwości i przyjaźni między narodami. Z drugiej zaś strony akcja poszczególnych opowiadań mogłaby dziać się wszędzie i nigdzie. Rzeczona akcja bowiem jest jedynie pretekstem do pokazania klimatu, atmosfery i emocji. A emocje to naprawdę przedziwne.<span id="more-1603"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Opowiadania Bodora pełne są fatalistycznych, nostalgicznych postaci, które niczemu się nie dziwią. A jeśli już się dziwią, to nie bardzo. Podobnie jak nie bardzo się radują i nie bardzo popadają w rozpacz. Głęboko za to przeżywają nostalgie, mocno wpadają w zamyślenie. Ich emocje są płaskie jak deska, ruchy powolne, a kierunek działań wyznacza przypadek i ślepy los. Płyną z prądem przeznaczenia jak bezwolne kłody, niemal nie starając się nic zmienić.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Spokojnie transowo, opowiadanie za opowiadaniem przed oczami przesuwa się przedziwny świat. Prawdziwy i realistyczny, choć z drugiej strony dziwnie nierealny, jak łąka zatopiona we mgle.</strong> Duch Europy Środkowo-Wschodniej żyje gdzieś na tych kartkach. Choć może to tylko duch pisarstwa Bodora?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/wegry/z-powrotem-do-uszatej-sowy-krotka-recenzja/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy przez Jezusa żydowscy piekarze poszli z torbami? &#8211; &quot;Księga Apokryfów&quot;</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/czechy/czy-przez-jezusa-zydowscy-piekarze-poszli-z-torbami</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/czechy/czy-przez-jezusa-zydowscy-piekarze-poszli-z-torbami#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Sep 2009 13:55:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[Karel Čapek]]></category>
		<category><![CDATA[Ksiąga Apokryfów]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=905</guid>
		<description><![CDATA[W "Księdze Apokryfów" Čapka mamy kilkanaście krótkich historyjek, które w większości budzą jednoznaczne skojarzenia. Znamy przecież te historie, tylko może z nieco innego punktu widzenia.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Według Wikipedii apokryf jest tekstem niepewnego pochodzenia i autentyczności nawet jeśli owa nieautentyczność jest jedynie zamierzonym zabiegiem autora. Zbiorek <strong>Karela Čapka</strong> świetnie się w tę definicję wpisuje. Mamy tu kilkanaście krótkich historyjek, które w większości budzą jednoznaczne skojarzenia. Znamy przecież te historie, tylko może z nieco innego punktu widzenia. Czy też raczej z zupełnie innego.<span id="more-905"></span></p>
<p style="text-align: justify;">W zbiorze Čapka pojawiają się antyczni bohaterowie, postacie znane z Biblii i kart historii. Nie są najczęściej jednak pierwszoplanowymi  postaciami apokryfów, a nawet jeśli są, widzimy ich z zupełnie nowej perspektywy. <strong>Autor ściąga ludzi, bogów i bohaterów z wyżyn ich wyjątkowości i każe taplać się w brudnej codzienności.</strong> Pokazuje rzeczy i sprawy zwykłe, które w normalnych warunkach w odniesieniu do tych pomnikowych postaci zwykle nie przychodzą nam na myśl. Właściwie naczelnym przesłaniem całego zbioru jest myśl (bardzo zresztą mi bliska), że w człowieku wiele się nie zmienia. Niezależnie od czasu historycznego sąsiad zawsze będzie plotkował, dziadek zrzędził a polityk gadał głupoty. Zabieg Čapka polega w istocie na zestawieniu tych faktów z historiami i ludźmi znanymi, którzy najczęściej pojawiają się w dużo poważniejszych okolicznościach.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Mnie osobiście najbardziej spodobało się opowiadanie o żydowskich piekarzu żyjącym w czasach Jezusa. Biedny ten człowiek stanął nagle w obliczu finansowej i zawodowej katastrofy na skutek działalności Jezusa właśnie. Nawet średnio rozgarnięty czytelnik domyśli się od razu, że chodzi o cudowne rozmnożenie chleba i ryb. To nieopatrzne działanie zaskutkowało drastycznym spadkiem cen pieczywa i wzrostem niezadowolenia klientów rozochoconych możliwością darmowej konsumpcji na masową skalę. Tym samym biznes naszego piekarza stanął na krawędzi opłacalności a sam piekarz znalazł się po stronie wrogów mesjasza, mimo sympatii jaką go wcześniej darzył. Wszak przesłanie przesłaniem a miłość miłością, ale coś do garnka włożyć trzeba.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mimo ciekawego pomysłu, nie mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że książka Čapka bardzo mi się spodobała. Czegoś mi w niej brakowało, choć nie do końca jestem w stanie określić, czego. </strong>Nie bardzo wiem, do czegóż konkretnie mógłbym się przyczepić. W związku z tym na siłę czepiać się nie będę i  „Księgę Apokryfów” jednak polecę, zwłaszcza że jest to pozycja do zjedzenia w jeden wieczór.</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/czechy/czy-przez-jezusa-zydowscy-piekarze-poszli-z-torbami/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prawdziwa, mocna historia. Tyle że długa.</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/rumunia/prawdziwa-mocna-historia-tyle-ze-dluga</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/rumunia/prawdziwa-mocna-historia-tyle-ze-dluga#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Jul 2009 17:44:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[czerwone rękawiczki]]></category>
		<category><![CDATA[eginald schlattner]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Sasi]]></category>
		<category><![CDATA[Siedmiogród]]></category>
		<category><![CDATA[Transylwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=657</guid>
		<description><![CDATA[Schlattner w "Czerwonych Rękawiczkach" stworzył historię wielowątkowa, opartą na prawdzie historycznej, pokazującą sploty skomplikowanych czynników, które stoją za ludzkimi wyborami w trudnych historycznie czasach.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Książkę <em>„Czerwone rękawiczki”</em> <strong>Eginalda Schlattnera</strong> zakupiłem dość dawno temu z przyczyn, których dziś już nie pomnę. Pamiętam, że zacząłem ją nawet czytać, ale nie wydała mi się bardzo interesująca, skutkiem czego szybko wylądowała z powrotem na półce. Przed wyjazdem do Rumunii książka dość przypadkowo wpadła mi w ręce, a ponieważ chciałem podróż spędzić z literaturą rumuńską, postanowiłem dać jej kolejną szansę.<span id="more-657"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><em>„Czerwone rękawiczki”</em> są książką wybitnie autobiograficzną, nie sposób opisywać jej w oderwaniu od postaci samego autora. <strong>Schlattner jest siedmiogrodzkim Sasem a książka historią jego aresztowania i pobytu w więzieniu Securitate. Jest to pewnością lektura poruszająca, zwłaszcza jeśli ma się cały czas w pamięci fakt, że wszystko to działo się naprawdę.</strong> Porażająca jest wszechwładza tajnej policji i bezbronność zwykłego człowieka w zderzeniu z bezdusznym systemem. Pod tym względem książka ma nieco podobny wydźwięk do orwellowskiego „Roku 1984”. Istnieje jeszcze inne podobieństwo. Otóż więziony i przesłuchiwany bohater, mimo całego zła jakiego ze strony systemu doświadczył, wychodzi z więzienia jako lojalny nowej władzy komunista. <em>„Czerwone rękawiczki”</em> są również swoistym rachunkiem sumienia. Schlattner bowiem, mimo początkowego oporu, po jakimś czasie zaczął zeznawać pod dyktando Securitate. Niewątpliwą zaletą powieści jest przedstawienie ludzkich losów i decyzji w całej ich złożoności. Schlattner nie próbuje wybielać siebie czy oskarżać innych. Pokazuje jedynie tragizm pewnych wyborów i złożone sploty okoliczności, które na ich podejmowanie wpływają.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Tłem powieści (które wbrew nazwie jest istotnym składnikiem książki) są dzieje Sasów w powojennej Rumunii. Tutaj również Schlattner podejmuje godną pochwały próbę opisania ich sytuacji w bogatym kontekście historycznym nie uciekając się do pochopnych osądów. <strong>Żyjąca od wieków na terytorium Transylwanii społeczność saska płaciła w pierwszych latach komunizmu wysoką cenę za przychylne stanowisko wobec hitlerowskich Niemiec.</strong> Na porządku dziennym były konfiskaty majątków i wysyłanie na przymusowe roboty do Związku Radzieckiego. Schlattner opisuje to wszystko z perspektywy pojedynczych rodzin i ludzi, które przeżywają swoje życiowe tragedie. Swoją drogą historie tego rodzaju czyta się o wiele lepiej, kiedy ma się jakieś pojęcie o historii Transylwanii i zamieszkujących ją Sasów. To sprawia, że indywidualne podejście autora  czytelnik może osadzić w pewnej większej całości uzyskując w ten sposób pełniejszy obraz.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Z tego, co do tej pory napisałem wynikałoby, że „Czerwone rękawiczki” mają same zalety.  Schlattner stworzył powieść wielowątkowa, opartą na prawdzie historycznej, pokazującą sploty skomplikowanych czynników, które stoją za ludzkimi wyborami w trudnych historycznie czasach. Ale powieść Schlattnera książka bardzo dobrą nie jest. I to z prozaicznego dość powodu. Jest po prosu za długa. Myśli i idee, które autor chciał nakreślić z łatwością dałoby się zmieścić w książce o objętości przynajmniej o połowę mniejszej. „Czerwone rękawiczki” męczą czytelnika długimi opisami ludzi i zdarzeń oraz rozwlekłymi historiami, które w żaden sposób nie dodają książce dynamizmu. Na obronę Schlattnera można jedynie powiedzieć, że charakterystyczny rozciągnięty i wolno płynący czas jest jednym ze składników klimatu książki, która wszak przez większość czasu opisuje monotonię więziennej celi. Mnie osobiście to jednak nie do końca przekonuje.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/rumunia/prawdziwa-mocna-historia-tyle-ze-dluga/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rumuńskie małe palce</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-male-palce</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-male-palce#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Jul 2009 18:20:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[filip florian]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Małe palce]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=604</guid>
		<description><![CDATA[„Małe palce” są swoistą spiralą ludzkich losów wokół głównego tematu, jakim jest odkrycie masowego grobu w jednym z rumuńskich miast.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Czas najwyższy wrócić czytelniczo do czasów naszych rumuńskich wakacji i pochylić się nad książką <em>„Małe palce”</em> <strong>Filipa Floriana</strong>. Była to lektura, która towarzyszyła mi przez większość naszego pobytu w Rumunii. Czytałem ją w pędzących po kiepskich drogach minibusach, w górzystym Brasovie i w Delcie Dunaju. Największą jednak jej część przetrawiłem na plaży i to właśnie z tym, jakże miłym czasem, książka najbardziej mi się kojarzy.<span id="more-604"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Zdaję sobie sprawę, że po raz kolejny popełniam ten sam błąd. Zamiast chwytać za przysłowiowe pióro od razu, kiedy emocje i pamięć lektury są jeszcze świeże, pozwalam im blednąć. Minął dokładnie miesiąc od naszego powrotu z wakacji i książka <a title="Filip Florian" href="http://www.czarne.com.pl/?q=a:^148" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.czarne.com.pl/?q=a_148&amp;referer=');">Floriana</a> zdążyła już częściowo zatrzeć się w mojej ułomnej pamięci.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Na szczęście nie jest moją intencją przywoływanie fabuły, która zresztą w <em>„Małych palcach”</em> nie wydaje się najważniejsza. W ten sposób moje zaniedbanie można łatwo ukryć za płaszczykiem emocji i przemyśleń bardziej ogólnej natury, które książka we mnie wzbudziła. (Tutaj należy się potencjalnemu czytelnikowi wyjaśnienie. Moje podejście do literatury akceptuje przewagę formy nad treścią. W skrajnym wypadku jestem w stanie zaakceptować nawet kompletny brak fabuły, jeśli rzecz opisana jest odpowiednio przemawiającym do mnie językiem. Na to oczywiście osoba czytająca recenzję musi wziąć poprawkę.)</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong><em>„Małe palce”</em> są swoistą spiralą ludzkich losów wokół głównego tematu, jakim jest odkrycie masowego grobu w jednym z rumuńskich miast.</strong> (Nie pamiętam już dlaczego, ale istnieje w mojej głowie silne przekonanie, że miejscowość ta leży na terenie Dobrudży.) Są tu historie mniej i bardziej istotne, opisane w różnym stopniu szczegółowości. Łączy je swoista odmiana realizmu magicznego, podobna nieco do tej, z którą zetknąłem się w „<a title="Słowacki Marakesz" href="http://www.nawschod.eu/slowacja/slowacki-marakesz">Marakeszu</a>”. Jest też oczywiście wątek miłosny. Są rzucone tu i ówdzie skrawki rumuńskiej rzeczywistości, a także (o dziwo) rzeczywistości argentyńskiej.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Z pewnością nie jest to jednak pozycja pod względem formy wybitna, czy choćby wybijająca się mocniej ponad przeciętność.</strong> Przyznam wręcz, że przez większość czasu mojej lekturze towarzyszyło pewne znużenie. Tu i ówdzie przerywane na krócej lub dłużej, ale jednak. Nie jest to ten typ książkowego klimatu, który z łatwością uwodzi czytelnika, każąc mu bytować w innym, nieznanym świecie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Dość paradoksalnie książka, w której fabuła zdaje się być sprawą drugorzędną, podnosi swoją wartość w końcówce, za sprawą rozwiązania fabularnego.</strong> Nie chciałbym opisywać zakończenia, dlatego ocenę tegoż pozostawiam czytelniom, którzy skuszą się na „Małe palce”.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunskie-male-palce/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krótka i smutna refleksja po lekturze „Emipre V” Pielewina</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/rosja/krotka-i-smutna-refleksja-po-lekturze-%e2%80%9eemipre-v%e2%80%9d-pielewina</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/rosja/krotka-i-smutna-refleksja-po-lekturze-%e2%80%9eemipre-v%e2%80%9d-pielewina#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 May 2009 22:14:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktor Pielewin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=444</guid>
		<description><![CDATA[Pielewin, przynajmniej w teorii, ma wszystko, żeby w mojej głowie zadomowić się w przegródce z pisarzami bardzo dobrymi.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Pielewin</strong>, przynajmniej w teorii, ma wszystko, żeby w mojej głowie zadomowić się w przegródce z pisarzami bardzo dobrymi. Idący pod prąd, ocierający się często o granice absurdu, zdolny do budowania literackiego nowego świata. Pierwszy mój kontakt z jego twórczością, a był to zbiór opowiadań <em>„Kryształowy świat”</em>, był dość obiecujący. Nie zachwycający, ale właśnie obiecujący. Na tyle, że nie miałem najmniejszych wątpliwości, że sięgnę po kolejną jego książkę. I sięgnąłem. Po <em>„Empire V”</em> właśnie.<span id="more-444"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Jest to, w największym skrócie, historia stawania się współczesnym wampirem. Młody człowiek, który jest głównym bohaterem, przechodzi kolejne stopnie wtajemniczenia do tajemniczego świata konsumentów &#8222;czerwonej cieczy&#8221;. W międzyczasie niejako pojawia się również coś na kształt wątku miłosnego.</strong> Od razu więc widać, że koncepcja fabularna na kolana nie powala.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Na szczęście nie należę do fanatyków fabuły i w mojej ocenie nawet książka zupełnie jej pozbawiona może się obronić. Miał więc Pielewin swoje szanse, nawet mimo oczywistych zaniedbań na tym polu. Niestety, nie wykorzystał ich. Zbudował za to przedziwną i skomplikowaną ideologię dotyczącą wampirów i ich roli na świecie. Stworzył nową wizję rzeczywistości, w której te aspirują niemalże do roli korony stworzenia. <strong>Kazał mi przedzierać się przez zawiłe teorie i koncepcje, które albo nie mają większego sensu, albo niewiele z nich zrozumiałem. Przy czym okrasił to wszystko dość infantylną terminologią, która dodatkowo zabijała we mnie radość czytania.</strong> Przy założeniu, że można zabić trupa.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Jedyne wytłumaczenie, jakie mogę dla Pielewina znaleźć, to moja własna ignorancja. Być może książka byłaby nieco inna w odbiorze dla osoby orientującej się lepiej w meandrach rosyjskiej rzeczywistości. Na to zresztą wskazywały niektóre przypisy oraz te fragmenty, które udało mi się odszyfrować. Nie sądzę jednak, żeby nawet rozległa wiedza o rosyjskiej kulturze zdołała w moich  oczach książkę Pielewina jako całość uratować. Wydaje się, że jest ona po prostu słaba.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Miało być krótko i było. Miało być również smutno. A to dlatego, że Pielewin mnie rozczarował. Po <em>„Kryształowym świecie”</em> spodziewałem się czegoś przynajmniej poprawnego. Jedyne pocieszenie, to że nie zniechęcił mnie na tyle, żebym nie dał mu jeszcze jednej szansy. Myślę, że sięgnę jeszcze po którąś z książek  tego rosyjskiego pisarza. I mam nadzieję nie przeżyć kolejnego rozczarowania.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/rosja/krotka-i-smutna-refleksja-po-lekturze-%e2%80%9eemipre-v%e2%80%9d-pielewina/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sapkowski oczami fantastycznego ignoranta</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/czechy/sapkowski-oczami-fantastycznego-ignoranta</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/czechy/sapkowski-oczami-fantastycznego-ignoranta#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 May 2009 18:27:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[wojny husyckie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=385</guid>
		<description><![CDATA[Na temat husyckiej trylogii Sapkowskiego mogę jedynie rzucić kilka luźnych uwag, co niniejszym czynię.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2009/05/sapkowski.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-390" title="Sapkowski na Na Wschód" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2009/05/sapkowski.jpg" alt="Sapkowski na Na Wschód" width="144" height="144" /></a>Wspomniany w tytule fantastyczny ignorant jest osobą, która mało wie o fantastyce, a nie sympatycznym posiadaczem znikomej wiedzy w jakiejkolwiek innej dziedzinie. A ściślej i bardziej precyzyjnie, jestem nim ja. Nigdy nie czytałem zbyt dużo fantastyki, choć nie dlatego, że tego rodzaju literatury nie lubię. Bardziej spowodowane to było, i wciąż jest, niechęcią do wchodzenia w nowe literackie terytoria, podczas gdy tak wiele zostało do przeczytania tam, gdzie poruszam się na co dzień. W tej sytuacji na temat husyckiej trylogii Sapkowskiego mogę jedynie rzucić kilka luźnych uwag, co niniejszym czynię.<span id="more-385"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Wyznając, że jako fantastyczny ignorant, po przeczytaniu pierwszej części trylogii od razu niemal sięgnąłem po następne, zabijam zapewne całą potencjalną dramaturgię tego wpisu. A skoro już to zrobiłem, nie wypada przedłużać jej agonii, więc dodam jeszcze, że pierwsza część, czyli <em>„Narrenturm”</em> podobała mi się najbardziej. To jedna z tych książek, które czyta się do późnej nocy, nawet jeśli rozsądek podpowiada, że wypadałoby w końcu położyć się spać. Kolejne odsłony <em>„Trylogii husyckiej”</em> już takiej siły rażenia nie miały, co bynajmniej nie znaczy, że były nieciekawe.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Rzecz kolejna to doskonale odmalowane przez Sapkowskiego tło historyczne. To jest zresztą powód, dla którego mogę z czystym sumieniem wrzucić ten wpis na Na Wschód. Autor jest polski, ale tematyka jak najbardziej środkowoeuropejska.</strong> Cenię sobie książki, które poza opowiadaniem historii dają jakiś dodatkowy bonus. W tym przypadku jest to oczywiście wiedza na temat <strong><a title="wojny husyckie" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_husyckie" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_husyckie?referer=');">wojen husyckich</a></strong>. A że wszystko to jest miło, ciekawie i lekkostrawnie podane, aż zachęca do dalszych poszukiwań. Podobnie było w moim przypadku.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Wszystko zaczęło się od jegomościa nazwiskiem <strong><a title="Jan Hus" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Hus" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Hus?referer=');">Jan Hus</a></strong>. Ten mimo że był kapłanem, piętnował rozwiązłość i bogactwo ówczesnego kleru, kładąc podwaliny pod nadeszły po 100 latach luteranizm. Nietrudno się domyślić, że rzeczony kler nie zaczął pod wpływem postulatów reformatorskich Husa bić się w pierś. Wręcz przeciwnie, papież oraz król <a title="Zygmunt Luksemburski" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Luksemburski" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Luksemburski?referer=');">Zygmunt Luksemburski</a> zaprosili Husa na Sobór w Konstancji, gdzie ten został podstępnie uwięziony, a następnie osądzony i spalony na stosie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Reakcją Czechów, było powstanie, które przerodziło się wojny husyckie właśnie.</strong> Pierwszym, historycznym przywódcą husytów był <strong><a title="Jan Zizka" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_%C5%BDi%C5%BEka" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Jan_C5_BDi_C5_BEka?referer=');">Jan Žižka</a></strong>. Postać w historii Czech ważna na tyle, że w Pradze jego imieniem nazwano całą dzielnicę. Również w <a title="Jesenik na Na Wschód" href="http://www.nawschod.eu/czechy/jesenik-nie-tylko-dla-narciarzy">Jeseniku</a> (i zapewne innych czeskich miastach) jest ulica jego imienia. Po Žižce przywództwo objął <strong><a title="Prokop Wielki" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prokop_Wielki" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Prokop_Wielki?referer=');">Prokop Wielki</a></strong> i to w tym historycznym momencie rozpoczyna się akcja trylogii Sapkowskiego. <strong>Pod wodzą tych dwóch wielkich postaci <a title="Husyci" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Husyci" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Husyci?referer=');">Husyci</a> odprawiali z kwitkiem kolejne krucjaty oraz urządzali krwawe <a title="rejza" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rejza" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Rejza?referer=');">rejzy</a> na sąsiednie kraje.</strong> Nie chciałbym tu opisywać całej historii wojen husyckich, żeby mniej zorientowanym w historii Czech czytelnikom Sapkowskiego nie zabierać nawet odrobiny radości z lektury. Dodam jedynie, że Polska aktywnie współpracowała z Husytami. Początkowo jedynie zezwalając na udział w walkach ochotników, później w ramach oficjalnego sojuszu skierowanego przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">I ostatnia sprawa na, którą chciałbym zwrócić uwagę. Podobno jest to standard u Sapkowskiego, tak przynajmniej twierdzi mój kolega, który w fantastyce akurat jest ekspertem. Chodzi o specyficznie pojętą moralność. O postaci zbudowane nie na prostej osi dobro – zło. Jest w tym nierzeczywistym (przynajmniej częściowo) świecie więcej prawdy o ludziach i ludzkich wyborach niż w niejednej historii, która aspiruje do bycia „prawdziwą”. Ma również Sapkowski doskonałą umiejętność budowania bohatera w czasie, do pokazywania jego przemiany. Do stałego drażnienia czytelnika, który już by chciał, żeby wszystko było słodko i romantycznie, skoro tak już się ładnie układa. To również jest powód dla którego całą „Trylogię husycką” oceniam bardzo wysoko.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/czechy/sapkowski-oczami-fantastycznego-ignoranta/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Słowacki Marakesz</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/slowacja/slowacki-marakesz</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/slowacja/slowacki-marakesz#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Apr 2009 19:44:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Słowacja]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Marakesz]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Václav Pankovčín]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=279</guid>
		<description><![CDATA[Po kilku pierwszych opowiadaniach forma nabrała koloru, postaci wyrazistości a z kolejnych kartek coraz śmielej wyglądał charakterystyczny humor. Świat magiczny wniknął w realne przestrzenie słowackiej wioski tworząc słowiańską odmianę realizmu magicznego.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Potencjalnego czytelnika który raczył rzucić okiem na tytuł wpisu proszę, aby już teraz porzucił obawy. Nie będziemy się tutaj zajmować wiedzą geograficzną Joli Rutowicz. <strong>Marakesz</strong> to nazwa którą, na swoje literackie potrzeby, ochrzcił rodzinną wioskę słowacki pisarz <strong><a title="Václav Pankovčín" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/V%C3%A1clav_Pankov%C4%8D%C3%ADn" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/V_C3_A1clav_Pankov_C4_8D_C3_ADn?referer=');">V<span style="font-family: Times New Roman,serif;">á</span>clav Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>in</a></strong>. Domyślić się można, że nie zrobił tego bez powodu. Rzeczony Marakesz jest bowiem głównym bohaterem jego książki o tym samym tytule.<span id="more-279"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Zanim przejdę do samej książki, chciałem w ramach kronikarskiego obowiązku, który to od czasu do czasu się we mnie odzywa, napisać kilka słów o pierwowzorze literackiego Marakeszu. Wydawca poczęstował mnie bowiem informacją, umieszczoną tradycyjnie, na ostatniej stronie okładki, że w rzeczywistości wieś rodzinna  Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>ina nazywa się Papin. W związku z tym, uzbrojony w tą cenną wiedzę rozpocząłem przeszukiwanie zasobów internetu. Niestety próżne były moje starania. Jedyne co udało się osiągnąć, to zidentyfikować miejsce na google maps. To dowodzi oczywiście  słuszności tezy, że miejscowość wypełnia wszystkie wymogi prowincjonalności.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Bo właśnie wspomniana prowincjonalność jest jednocześnie tłem i bohaterem  Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>inowych historii. Przyznam, że podczas lektury <em>„Marakeszu”</em> targały mną sprzeczne uczucia. A żeby być dokładnym po pierwszych kilkudziesięciu stronach raczej negatywne. Dawałem im zresztą wyraz na <a title="Na Wschód - blip" href="http://nawschod.blip.pl/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/nawschod.blip.pl/?referer=');">blip&#8217;ie,</a> zostawiając tam nieopatrznie dwa czy trzy niezbyt pochlebne komentarze. Moje przemyślenia dotyczące początkowych stron, nie po raz pierwszy w życiu zresztą, kwitowałem stwierdzeniem, że „nie każdy może być Pilchem”. Co za tak postawionym zarzutem się kryje, śpieszę wyjaśnić. Otóż uważam Pilcha za mistrza pióra, człowieka posiadającego niebywałą wręcz zdolność do pisania ciekawie o rzeczach zupełnie zwyczajnych. Do budowania historii bardziej w oparciu o sam fakt istnienia świata niż pytanie, czy coś z tym światem i w tym świecie miałoby się wydarzyć. Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>in natomiast budował formę dość ociężale i prosto, żeby nie powiedzieć prostacko, nie dbając przy tym niemal zupełnie o fabułę.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Nie bez powodu w poprzednim zdaniu użyto czasu  przeszłego. Stało się bowiem coś podczas lektury <em>„Marakeszu”</em>, co moje zdanie o pisarstwie  Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>ina zmieniło. Nie wiem, czy to ja przyzwyczaiłem się do jego stylu pisania czy raczej sam autor się rozkręcił. Stawiałbym bardziej na to drugie. <strong>Po kilku pierwszych opowiadaniach (jest bowiem <em>„Marakesz”</em> zbiorem krótszych i dłuższych opowiadań) forma nabrała koloru, postaci wyrazistości a z kolejnych kartek coraz śmielej wyglądał charakterystyczny humor. Z czasem nawet fabuła zaczęła nabierać przyspieszenia. Świat magiczny wniknął w realne przestrzenie słowackiej wioski tworząc słowiańską odmianę realizmu magicznego.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Nie jest być może <em>„Marakesz”</em> wymarzonym tytułem dla fanów wciągającej fabuły. Książka sama nas nigdzie nie poprowadzi a przynajmniej nie od razu. Można powiedzieć, że nie złapie czytelnika za rękę ciągnąc w kierunku kolejnych epizodów i zwrotów akcji. Raczej zachęci subtelnym spojrzeniem i zagadkowością. Od nas w dużej mierze zależeć będzie, czy damy się uwieść.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/slowacja/slowacki-marakesz/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rumunia – podróż honorowa</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunia-%e2%80%93-podroz-honorowa</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunia-%e2%80%93-podroz-honorowa#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Mar 2009 00:01:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[plan]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=195</guid>
		<description><![CDATA[Przede mną zadanie równie trudne co satysfakcjonujące. Poznać Rumunię tak bardzo jak się da w dwa miesiące. Jechać do tego kraju możliwie świadomym i ze sporym zasobem wiedzy, choćby czysto teoretycznej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2009/03/romaniaflag_200.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-214" title="Flaga Rumunii" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2009/03/romaniaflag_200.jpg" alt="Flaga Rumunii" width="144" height="107" /></a>Przykra to dość sytuacja, gdy coś, czego bardzo pragniemy, z przyczyn od nas niezależnych nie dochodzi do skutku. Tak było z naszą zeszłoroczną <strong>podróżą do Rumunii</strong>. Wykupione bilety, zaplanowana trasa, wysłane maile z pytaniami do bukaresztańskiego hostelu i&#8230; nic. Kłopoty zawodowe i cały plan diabli wzięli. Coś takiego rodzi złość, frustrację, zniechęcenie. Ale przede wszystkim chęć rewanżu nie bardzo wiadomo na czym i na kim. Jak w starym dowcipie o Polaku: „Co, ja nie pojadę?!”. Właśnie, że pojadę. I to już wkrótce. To, co nie udało się rok temu, uda się teraz. A że przygotowania do podróży są niejako jej integralną i wyjątkowo przyjemną częścią, zacząłem je od razu.<span id="more-195"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><a name="firstHeading"></a><strong>Przede mną zadanie równie trudne co satysfakcjonujące (oczywiście w przypadku jego, przynajmniej częściowego, wykonania). Poznać Rumunię, tak bardzo jak się da, w dwa miesiące. Jechać do tego kraju możliwie świadomym i ze sporym zasobem wiedzy, choćby czysto teoretycznej.</strong> Szczęściem (w tzw. nieszczęściu) fakt, że proces ten rozpocząłem już rok temu, przed planowaną wtedy podróżą. Zakupiłem więc książki <a title="Mircea Cartarescu" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mircea_C%C4%83rt%C4%83rescu" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Mircea_C_C4_83rt_C4_83rescu?referer=');">Mircea Cărtărescu</a>, odkrywając tym samym kawałek współczesnej rumuńskiej prozy. Wypożyczyłem „<em>Młodość stulatka</em>” <a title="Mircea Eliade" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mircea_Eliade" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Mircea_Eliade?referer=');">Eliadne</a>, której ekranizacja jest równie kiepska, jak książka świetna. Zgłębiłem (jakże wielkie słowo na moje nieśmiałe intelektualne podrygi) historię Rumunii w XX wieku i nie tylko. Zacząłem nawet uczyć się rumuńskiego, wychodząc z założenia, że dobrze jest znać choć kilka słów w języku kraju, który się odwiedza.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Mam nadzieję, że to co już wiem, teraz zaprocentuje łatwiejszym odnalezieniem się w temacie. A póki co, chciałbym dzielić się na Na Wschód postępami we wnikaniu w rumuńską duszę i kolejnymi etapami planowania naszej podróży. Zapowiada się więc cykl rumuński praktyczno-teoretyczny.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Pierwsza rzecz przed każdym wyjazdem, to oczywiście zaplanowanie zgrubnego choćby planu przemieszczania się. No chyba, że ktoś ma plan poruszać się w dwóch jedynie kierunkach: na plażę i z powrotem. Tego rodzaju amatorów kwaśnych plaż odsyłam niniejszym na <a title="Białe kozaczki" href="http://bialekozaczki.blog.pl/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/bialekozaczki.blog.pl/?referer=');">białe kozaczki</a>. A wracając do tematu, to zadanie mam o tyle ułatwione, że takowy plan istnieje już od roku na moim twardym dysku. Na chwilę obecną, po uwzględnieniu niezbędnych modyfikacji, przedstawia się on następująco:</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"><a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2009/03/rumunia.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-200" title="Rumunia - plan podróży" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2009/03/rumunia.jpg" alt="Rumunia - plan podróży" width="500" height="355" /></a></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Już pierwszy rzut oka na tą profesjonalną grafikę* daje uważnemu czytelnikowi wiele do myślenia. Po pierwsze, kierunek poruszania się jest taki, aby trafić nad morze jak najpóźniej, czyli pod koniec maja. Nie muszę chyba dodawać, że spowodowane jest to względami pogodowo-klimatycznymi. Drugie spostrzeżenie, to że podczas wycieczki zwiedzimy tylko niewielki obszar Rumunii. Niezmiennie towarzyszy nam bowiem założenie, że lepiej na spokojnie zobaczyć część niż ślizgać się po powierzchni rzeczy próbując zobaczyć wszystko. W tej kwestii zdanie odrębne będą mieć zapewne japońscy turyści (wybaczcie krzywdzący stereotyp).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Jeszcze jeden i ostatni już w tym wpisie rzut oka na mapę wykonamy razem z Andrzejem Stasiukiem: <cite>„Otóż ze wszystkich europejskich krajów moja Ojczyzna ma zarys zdecydowanie najpiękniejszy. Zbliża się bardzo do ideału, którym jest okrąg. Żadne inne państwo nie posiada granic wykreślonych tak rozumnie&#8230; (…) &#8230;na placu boju pozostaje właściwie jedynie Rumunia. Ona jedna może mierzyć się z nami w tym pojedynku urody i harmonii. Jej szlachetne proporcje zbliżone są do naszych, a pewna obłość i lekkie rozciągnięcie w kierunku równoleżnikowym sugeruje niejakie pokrewieństwo. Właściwie można jej tylko zarzucić nieco obcesowy stosunek do morza. Zanadto się od niego odwraca, by nie rzec, że nieco wypina się na nie. Nie więc tylko ona – nasza rumuńska siostra.”</cite> **</p>
<p style="font-size: x-small; border-top: 1px solid #949494; padding-top: 5px; margin-top: 20px;"><a title="Flaga rumuńska" href="http://z.about.com/d/goeasteurope/1/5/x/2/-/-/RomaniaFlag.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/z.about.com/d/goeasteurope/1/5/x/2/-/-/RomaniaFlag.jpg?referer=');">link do flagi rumuńskiej</a><br />
* <a title="Mapa Rumunii" href="http://www.reisenett.no/map_collection/europe/Romania_pol96.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.reisenett.no/map_collection/europe/Romania_pol96.jpg?referer=');">link do oryginalnej mapy Rumunii<br />
</a>** Jurij Andruchowycz, Andrzej Stasiuk – &#8222;Moja Europa&#8221;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/rumunia/rumunia-%e2%80%93-podroz-honorowa/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poetycki kryminał Renaty Šerelyté</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/litwa/poetycki-kryminal-renaty-sertyle</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/litwa/poetycki-kryminal-renaty-sertyle#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Mar 2009 18:28:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Litwa]]></category>
		<category><![CDATA[Imię w ciemności]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Šerelyté]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=128</guid>
		<description><![CDATA[Šerelyté jest bardziej poetką niż powieściopisarką. Jej język jest niezwykle barwny, przesycony magią i licznymi odniesieniami do folkloru. Taki też jest styl narracji. Świat rzeczywisty przechodzi w nierealną krainę snów, fantazji i pijackich majaczeń. Choć może bardziej odpowiednie byłoby stwierdzenie, że te dwa świata przenikają się na tyle mocno, że w istocie tworzą jedną, integralną całość.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Jeśli ktoś, skuszony informacją na odwrotnej stronie okładki książki „<em>Imię w ciemności</em>” <strong><a title="litewska pisarka Renata Šerelyté" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Renata_%C5%A0erelyt%C3%A9" target="_self" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Renata_C5_A0erelyt_C3_A9?referer=');">Renaty Šerelyté</a></strong>, szukałby wciągającej historii kryminalnej w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, zapewne się rozczaruje. Co nie znaczy, że w ogóle jej tam nie ma. Jest, choć dość skrzętnie ukryta, wijąca się przez całą książkę cienką, momentami wręcz porozrywaną linią. I to nie ona jest tutaj najważniejsza.<span id="more-128"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Šerelyté jest bardziej poetką niż powieściopisarką. Jej język jest niezwykle barwny, przesycony magią i licznymi odniesieniami do folkloru. Taki też jest styl narracji. Świat rzeczywisty przechodzi w nierealną krainę snów, fantazji i pijackich majaczeń. Choć może bardziej odpowiednie byłoby stwierdzenie, że te dwa świata przenikają się na tyle mocno, że w istocie tworzą jedną, integralną całość.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Nie sposób ocenić, gdzie kończy się prawdziwe życie prowincjonalnej pani detektyw, a gdzie zaczynają rządzić wymyślone lub rzeczywiste demony przeszłości albo duchy alkoholowej teraźniejszości. W tle, obok fabuły, przez cały czas tli się motyw zbrodni, przestępstwa i zła. Przenika on do języka i klimatu powieści poprzez liczne nawiązania do &#8211; tak odrażających dla człowieka &#8211; anatomii, krwi i kości. <span style="font-weight: normal;">Šerelyté</span> potrafi jednak niemal wszystko opisać w sposób poetycki, bez epatowania zgorszeniem i brzydotą.</p>
<p style="text-align: justify;">Mimo zgrabnego języka i specyficznego, fascynującego klimatu przez większą część książki towarzyszył mi pewien niedosyt. Formą nie wszystko da się jednak wypełnić, a akcja powieści zawiązywała się wyjątkowo powoli. Można było wręcz odnieść wrażenie, że autorce nie za bardzo zależy, żeby ją rozwijać, a tym bardziej szybko popychać do przodu. Tak jak wspomniałem, fabuła jest poszarpana i często schodzi na drugi plan czy też raczej rzadko wybija się na pierwszy. Pytanie „kto zabił?” pojawia się w umyśle czytelnika tylko od czasu do czasu i nie przykuwa uwagi na zbyt długo.</p>
<p style="text-align: justify;">Niespodziewanie ratunek dla nieco już budzącego znużenie klimatu nadchodzi ze strony… klimatu właśnie. W ostatnich fragmentach historia doznaje przyspieszenia, które trudno wiązać z wątkiem fabularnym. A już na pewno nie z jego kryminalnym wcieleniem, które mimo częściowego rozwiązania do końca pozostaje w ukryciu. <strong>Ostatnie strony są raczej natężeniem i zwielokrotnieniem rządzących w całej historii emocji, swoistą ich kulminacją. Jeszcze więcej zjaw, duchów, onirycznej atmosfery i alkoholu paradoksalnie nie męczy odbiorcy a przykuwa jego uwagę i wprowadza w stan swoistego literackiego transu. To jest właśnie to uczucie, gdy podnosząc oczy znad książki nie do końca wierzę w otaczającą mnie rzeczywistość.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Absolutnie nie polecam powieści <span style="font-weight: normal;">Šerelyté</span> osobom, które czytają tylko dla treści, uważając formę za rzecz drugorzędną. <em>„Imię w ciemności”</em> z pewnością nie jest wciągającą historią w tradycyjnym znaczeniu. Co nie znaczy, że nie może być ciekawa. Zwłaszcza dla tych, którzy potrafią docenić klimat pisarstwa, atmosferę przedstawionej rzeczywistości oraz kunszt opisującego ją języka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/litwa/poetycki-kryminal-renaty-sertyle/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Największy pisarz czeski Jarosław Hašek</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/czechy/najwiekszy-pisarz-czeski-jaroslaw-hasek</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/czechy/najwiekszy-pisarz-czeski-jaroslaw-hasek#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Mar 2009 20:39:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[hašek]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[partia umiarkowanego postępu]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=119</guid>
		<description><![CDATA[„Historia partii umiarkowanego postępu (w granicach prawa)” jest w dużo mniejszym stopniu książką kronikarską niż satyryczną. W istocie jest to zbiór świetnie napisanych felietonów, które w modelowy wręcz sposób spełniają wymagania ponadczasowości.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><a href="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2009/03/hasek.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-188" title="Jarosław Hasek - Historia partii umiarkowanego postępu" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2009/03/hasek.jpg" alt="Jarosław Hasek - Historia partii umiarkowanego postępu" width="120" height="120" /></a>Tytuł wpisu nie jest moim pomysłem, choć jestem w stanie się zgodzić, że stwierdzenie to jest w najgorszym przypadku dość bliskie prawdy. A jeśli chodzi o prawa autorskie, jest to <span style="color: #000000;">nazwa</span> jednego z rozdziałów książki <strong>Haška</strong> <em>„Historia partii umiarkowanego postępu (w granicach prawa)”</em>. Osobiście uważam oba tytuły za wyjątkowo wdzięczne. Pozwalają łatwo domyślić się zawartości książki przynajmniej na tyle, żeby zachęcić do czytania. Pomijam przy tym ewentualne przypadki niezbyt rozgarniętych studentów politologii, którzy będą tu szukać jakiejś poważnej rozprawy naukowej.<span id="more-119"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong><em>„Historia partii umiarkowanego postępu (w granicach prawa)”</em> jest w dużo mniejszym stopniu książką kronikarską niż satyryczną. W istocie jest to zbiór świetnie napisanych felietonów, które w modelowy wręcz sposób spełniają wymagania ponadczasowości. Podczas lektury niejednokrotnie zdarzało mi się parskać śmiechem, co jak mniemam, było dla Haška głównym celem.</strong> Nie znając postaci, zdarzeń ani tła historycznego można się tym dziełem (nie bójmy się tego słowa) doskonale bawić. Co nie przeszkadza oczywiście zagłębić się w tak zwany „background”, co mam zamiar w najbliższej przyszłości zrobić.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">O czym jest książka? O tym, co pewnie niejednemu zdarzyło się w miłym gronie po wypiciu odpowiedniej ilości wyskokowych trunków. Czyli o narodzinach partii i jej najwcześniejszych dziejach. Zresztą obserwując polską scenę polityczną mogę wskazać przynajmniej kilka tworów, których powstania na trzeźwo wyobrazić  sobie nie jestem w stanie. Z tego by wynikało, że również politycy w sposób twórczy czerpią z Haškowej tradycji. Różnica jest taka, że działalność partii Haška niezbyt daleko oddaliła się od kufla z piwem. Chciałoby się wręcz napisać, że została w niej utopiona, gdyby nie fakt, że tkwiła tam od początku.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Tym co mnie zdecydowanie urzekło był specyficzny klimat książki. I nie chodzi tu oczywiście li tylko i wyłącznie o piwo. Również o ogólną atmosferę praskich barów, swoistych quasi-intelektualnych dysput i specyfikę funkcjonowania praskiej bohemy artystycznej początków XX wieku. I coś czego się w ogóle nie spodziewałem, czyli klimat podróży. Są bowiem w książce i takie elementy, przemawiające do wyobraźni i sprawiające, że ma się ochotę wziąć plecak i wyruszyć w drogę. Inna sprawa, że czytając Haška właśnie w drodze byłem. I to w Czechach.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">P.S. Po przeczytaniu Haška nasunęły mi się dwa zadania do wykonania na polu literatury. „<em>Przygody dobrego wojaka Szwejka</em>” &#8211; powód chyba oczywisty oraz „<em>Towarzysze wolności</em>”  Jiri Machena. Autor tej ostatniej był jednym z członków „Komitetu Wykonawczego” partii  Haška a w swojej książce zawarł podobno „literacką biografię tego pokolenia”. Myślę, że warto się zapoznać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/czechy/najwiekszy-pisarz-czeski-jaroslaw-hasek/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
