Rumuńskie wspomnienia – Eforie Sud i Konstanca

Po ponad dwóch miesiącach od naszego powrotu z Rumunii, dotarłem w końcu szczęśliwie do ostatniego odcinka Rumuńskich wspomnień. Po opuszczeniu gościnnego Vama Veche udaliśmy się na północ, w kierunku Konstancy. Naszym celem nie było jednak największe miasto Dobrudży, ale jedna z nadmorskich wiosek, Eforie Sud. Z tego miejsca do Konstancy jest jedynie kilka kilometrów, co bardzo nam odpowiadało pod względem logistycznym, jako że następnego dnia wcześnie rano musieliśmy wracać do Bukaresztu.

Eforie Sud

Eforie jest wioską ciągnącą się wzdłuż morza i jeziora jednocześnie. Składa się z dwóch zasadniczych części, tworzących właściwie odrębne miejscowości. Północna to Eforie Nord a południowa, w której my na jedną noc przycupnęliśmy, Eforie Sud. Przyznam, że po rzuceniu okiem na obie, nasz wybór wydał się nam średnio trafny. Zwłaszcza przed sezonem, bowiem wioska południowa sprawiała wrażenie bardziej zacisznej i mniej przyciągającej turystów. Co zważywszy na fakt, że byliśmy tam niemal jedynymi turystami, powodowało, że była zbyt spokojna nawet jak na nasz gust. Większość pensjonatów i hoteli była jeszcze zamknięta, tak że znalezienie kwatery nie było wcale takie proste. W końcu udało nam się wynająć pokój w hoteliku (byliśmy oczywiście jedynymi gośćmi) za niezbyt wygórowaną cenę 70 lei. Dopiero kładąc się spać zauważyliśmy, że kwatera była nieprzygotowana do sezonu do tego stopnia, że zapomniano do poszwy dołączyć koca albo kołdry. A że noce nad Morzem Czernym w maju potrafią być bardzo chłodne, był to nasz najzimniejszy nocleg w trakcie całego pobytu. Oczywiście zanim do tego doszło, udaliśmy się nad morze. Plaża w Eforie jest dość czysta ale wąska i niestety daleko jej do klimatu Vama Veche. W tej sytuacji zrezygnowaliśmy z plażowania i udaliśmy się na zwiedzanie pobliskiej Konstancy.

Konstanca

Konstanca jest największym portem morskim Rumunii i czwartym w całej Europie. Ponadto jest bardzo stara, bo znana była jako Tomis już w VI w. p.n.e. Pierwsza z tych cech w dzisiejszym wyglądzie miasta zdecydowanie bardziej rzuca się w oczy. Mówiąc krótko, Konstanca nie jest miejscem szczególnie urokliwym. Miasto jest bardzo zaniedbane, a momentami wręcz brudne. Nie ma tu szczególnie oszałamiającej architektury czy innych miejsc wartych odwiedzenia. Do niewielkiego Starego Miasta przedzierać się trzeba przez dzielnicę cygańską, co może skutecznie zniechęcić turystę do zwiedzania. Nas w każdym razie zniechęciło. Do tego dodać należy drogie, snobistyczne knajpy, które wypadałoby chyba umieścić w bardziej urokliwym otoczeniu. W tej sytuacji rzuciliśmy tylko okiem na pomnik Owidiusza i kilka innych, w miarę ciekawych miejsc, sprawdziliśmy autobus do Bukaresztu na dzień następny, po czym wróciliśmy do Eforie.

Nasza rumuńska podróż dobiegała powoli do końca. Dzień później byliśmy już w Bukareszcie, kończąc tym samym wakacje w miejscu, w którym się zaczęły. Wakacje, zgodnie uznane za najprzyjemniejsze, jakich udało nam się w życiu doświadczyć. Również dzisiaj, po dwóch ponad miesiącach, gdy piszę te słowa, mam nieodpartą ochotę znaleźć się z powrotem w Rumunii…