Rumunia planowana i wyobrażana – wybrzeże Morza Czarnego

Dzisiaj czas na ostatni odcinek cyklu o Rumunii wyobrażonej. Zważywszy na fakt, że już za kilka dni przyjdzie nam konfrontować wyobrażenia z rzeczywistością, nie ma chyba czego żałować. W niniejszym cyklu zwiedzaliśmy już miasta, odwiedziliśmy górzystą Transylwanię oraz urokliwą (mam wielką nadzieję) Deltę Dunaju. Najwyższy więc czas, aby wykomfortować się na plaży. Będzie to cel główny, choć nie jedyny, naszego pobytu nam Morzem Czarnym.

Eforie/Vama Veche

Nie mamy co prawda jeszcze konkretnego planu wydostania się Sfântu Gheorghe, ale zakładam, że nie będzie to szczególnie łatwe. Zwłaszcza w kontekście naszych późniejszych planów. Otóż najpierw czeka nas podróż promem z powrotem do Tulczy. Dopiero tam przesiądziemy się w autobus lub pociąg, aby wyruszyć w kierunku Konstancy. Kluczem w ostatnim zdaniu są słowa „w kierunku”. Nie planujemy bowiem w Konstancy się zatrzymywać, ale ruszyć dalej do jednej z nadmorskich miejscowości. I tu pojawia się problem, ponieważ czeka nas spory kawałek drogi i nie ma pewności, że uda nam się ją przebyć jednego dnia.

Pierwszą opcją jeśli chodzi o nadmorski relaks jest Eforie. Miejscowość jest niewielka, (ma niecałe 10 tys. mieszkańców), co dla nas zdecydowanie jest zaletą. Wieść bowiem głosi, że rumuńskie kurorty bywają mocno zatłoczone. Poza tym Eforie oddalona jest jedynie o 15 km od Konstancy, co nasze zadanie mocno by ułatwiało.

Przy samej granicy z Bułgarią leży natomiast potencjalna opcja numer dwa, czyli Vama Veche. Miejscowość słynąca z rockowego festiwalu i luźnego, młodzieżowego klimatu. Jeśli klimat rockowy jest taki ,jak muzyka pochodzącej z tego miasta kapeli o tej samej nazwie, to raczej mi się tam nie spodoba.

Konstanca

Na zwiedzanie największego portu morskiego Rumunii przeznaczymy zaledwie jeden popołudniowy wypad. Miasto bowiem, mimo że stare (znane już VI w. p.n.e.), ma twarz głównie przemysłową i podobno nie jest nadmiernie urodziwe. Swego czasu Tomis (dawna Konstanca) był zresztą jednym z najważniejszych ośrodków handlowych nas Morzem Czarnym, tak za czasów greckich, jak i rzymskich. A skoro już jesteśmy przy Rzymianach, to w tym właśnie mieście spędził na wygnaniu ostatnie lata swojego życia Owidiusz. Podobno początkowo narzekał, ale z czasem przyzwyczaił się do tutejszych warunków na tyle, że napisał nawet poemat w języku Daków. Owidiusz powrotu z zesłania się nie doczekał, ale za to miasto doczekało się jego pomnika.

Histria

Z dużą przykrością uzupełniam tą listę o miejsce, którego zapewne nie odwiedzimy. Histria była, podobnie jak Tomis, kolonią założoną przez Greków. Zresztą przez pierwsze wieki swojego istnienia dość udanie z dzisiejszą Konstancą konkurowała. Jak doskonale widać, w końcowym rozrachunku tą rywalizację przegrała. A to sprawia, że do Konstancy można dotrzeć bez żadnego problemu a Histria jest dzisiaj jedynie zbiorowiskiem starożytnych ruin, do których dostać się niełatwo. To jest jedyny powód, dla którego z żalem wykreślam Histrię z planu naszej podróży. A nie ukrywam, że bardzo chciałbym w Rumunii zobaczyć jakieś pozostałości rzymskich albo greckich miast. Mam wielką nadzieję, że może jednak jakaś okazja tego rodzaju się nadarzy.