Rumunia planowana i wyobrażana – Bukareszt

Pisałem jakiś czas temu na Na Wschód o planowaniu naszej podróży do Rumunii. Pisałem dość zgrubnie, bo tylko takie mieliśmy wtedy plany. A że czas, jak powszechnie wiadomo, w miejscu nie stoi, czas przejść od ogółu do szczegółu. Dziś planów wakacji w Rumunii ciąg dalszy. Będzie konkretnie. Oczywiście na tyle, na ile pozwala, ograniczona ciągle, wiedza i fragmentaryczne zasoby globalnej sieci.

Tej, nałożonej z artystycznym wyczuciem na mapę Rumunii, trasy naszej podróży nie muszę chyba nikomu przypominać. Gdyby jednak zdarzyły się jednostki, które Na Wschód odwiedzają po raz pierwszy, robię rzecz dokładnie odwrotną. Czyli przypominam:

Rumunia - plan podróży

Nie wiem, na ile można to wyczytać z powyższej mapy, ale pierwszym (i zarazem ostatnim) punktem naszej podróży jest Bukareszt. Tym samym spędzimy w stolicy Rumunii jeden cały dzień plus dwa popołudnia. Nie jest to, trzeba przyznać, zbyt dużo jak na stolicę. Obawiamy się bowiem, że Bukareszt ze swoją mocno komunistyczną zabudową, może nas nie zachwycić. Ale gdyby stało się inaczej, będziemy z pewnością kombinować, co by pobyt w Bukareszcie przedłużyć.

Pobieżna analiza bukaresztańskich hosteli doprowadziła nas do miejsca znanego jako The Midland Youth Hostel 2, i tam mamy plan się zatrzymać. Miejscówka jest blisko starej części miasta, jest w miarę tania i posiada własną stronę internetową, co mam nadzieję, ułatwi załatwienie wstępnych formalności drogą elektroniczną.

Do Bukaresztu przylatujemy około godziny 17.30. Dalszy plan na pierwszy dzień pobytu w Rumunii jest dość ściśle określony. Dajemy sobie 2-3 godziny, żeby dotrzeć do hostelu i wstępnie się ogarnąć a potem ruszamy na miasto. I to bynajmniej nie w poszukiwaniu zabytków i miejsc, które warto zobaczyć. Idziemy zjeść coś smacznego i spijać rumuńskie piwo w jakimś uroczym ogródku w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Prawda, że urocza perspektywa?

Dopiero kolejny dzień ma stać się, w naszym zamyśle, czasem zwiedzania Bukaresztu. Podobno jest to miejsce, którego duszy trzeba szukać. A nie jest to zadanie łatwe, jest bowiem ona doskonale ukryta wśród komunistycznych budynków, w plątaninie kabli i ulicznym zgiełku. Cóż, będziemy próbować.

Bukareszt po raz pierwszy pojawia się na kartach historii w 1459 roku jako jedna z siedzib Vlada III Palownika (znanego również, a jakże, jako Drakula). W tamtym czasie miasto zaczęło rywalizować o status stolicy Wołoszczyzny z Târgovişte. Radu Piękny uczynił z Bukaresztu swoją letnią rezydencję lub nawet stolicę (na to ostatnie nie znalazłem ostatecznego potwierdzenia). Czy Radu był rzeczywiście piękny trudno stwierdzić, nawet rumuńska wikipedia odmalowuje go mało precyzyjnie. Choć podobno zmarł na syfilis, co by tezę o jego urodzie częściowo przynajmniej potwierdzało. Aby zamknąć ostatecznie ten temat powiem jedynie, że Radu był bratem Vlada Palownika i z nim, jak to w średniowieczu często bywało, toczył walki o tron wołoski.

Tym co mnie w tym wszystkim najbardziej interesuje, to materialne potwierdzenie bytowania w Bukareszcie hospodarów wołoskich, czyli Curtea Veche. Po naszemu będzie to Stary Dwór i myślę, że jest to miejsce warte odwiedzenia. Zwłaszcza, że znajduje się w samym sercu Starego Miasta, więc dotrzeć tam nie powinno być trudno.

Curtea Veche - Bukareszt

Inny wołoski hospodar, Michał Waleczny, z kolei piękny, ponad wszelką wątpliwość, nie był. A to miało daleko idące konsekwencje dla jego życiorysu. Przede wszystkim udało mu się nie zemrzeć na syfilis. Po drugie zaś, w ramach wyróżniania się z tłumu, został waleczny, co doprowadziło go na cokół na Placu Uniwersyteckim w Bukareszcie.

Pomnik Michała Walecznego - Bukareszt

Michał Waleczny jest jedną z najznamienitszych postaci w historii Rumunii. On to pierwszy w roku 1600 zjednoczył pod swoim panowaniem trzy najważniejsze części dzisiejszej Rumunii: Wołoszczyznę, Transylwanię i Mołdawię. Mimo że, zjednoczenie trwało zaledwie kilka miesięcy i nie miało istotnego znaczenia politycznego, jest dla Rumunów niezmiernie ważnym symbolem jedności narodowej.

Miejscem, które, rzekomo nikomu się nie podoba, ale każdy musi je zobaczyć będąc w Bukareszcie, jest Pałac Ludu. Zbudowany przez Nicolae Ceauşescu jest największym budynkiem na świecie po amerykańskim Pentagonie. Rozwiązanie zagadki, co Ceauşescu miał małe, skoro budował rzeczy tak duże, zostawiam czytelnikom.

Zresztą jeśli chodzi o Bukareszt „Geniusz Karpat” zajmował się głównie niszczeniem starych, zabytkowych i bardzo cennych budowli i stawianiem w ich miejsce komunistycznych potworków. A skoro już jesteśmy przy przydomkach to wydaje się, że Ceauşescu na swój zasłużył mniej niż jakakolwiek inna postać w historii Rumunii.

A co będziemy robić w Bukareszcie, kiedy zmęczy nas zwiedzanie, spyta dociekliwy czytelnik. Spieszę z odpowiedzią. Otóż usiądziemy sobie z książką w Ogrodach Cişmigiu, czyli największym miejskim parku. Słońce będzie świecić i ogólnie będzie bardzo przyjemnie. Taki jest plan.