Rumunia planowana i wyobrażana – Brasov i okolice

Dzisiaj „Rumunii planowanej i wyobrażanej” odsłona druga. Opuszczając Bukareszt udamy się na północ, do Brasova. Miasto same w sobie zapowiada się ciekawie, więc spędzimy tam zapewne kilka dni. Ponadto, okolice obfitują w interesujące miejsca, które w założeniu będą celem jednodniowych wycieczek. Zapraszam zatem do dalszego podążania naszym wyimaginowanym rumuńskim szlakiem. A ci, którzy przeoczyli część pierwszą, mogą zapoznać się z nią tutaj.

Brasov

Jeśli duszy Bukaresztu nie uda nam się jednak odnaleźć, wierzę że wynagrodzi nam to wizyta w Brasovie. Piękno miasta wychwalane jest na każdej, jego dotyczącej, stronie internetowej, jak również w naszym przewodniku. Zakładam więc, że jest to informacja sprawdzona i wiele sobie po wizycie w tym miejscu obiecuję.

Na przysłowiowych kartach historii miasto pojawia się w XIII wieku jako gród handlowy. I to właśnie handel stanowić będzie przez wieki o pozycji Brasova i jego mieszkańców. A szybko stała się ona na tyle silna, że miasto zyskało sporą niezależność, min. prawo do bicia monety i zawierania suwerennych traktatów z władcami księstw rumuńskich. Już pod koniec XIV wieku miasto dorobiło się fortyfikacji. Co ciekawe, w owych czasach w obrębie murów mogli mieszkać jedynie Sasi, Rumuni musieli się zadowolić osiedlami położonymi poza miejskimi fortyfikacjami. Wszystko to dodatkowo komplikuje fakt, że to właśnie Brasov stał się później jednym z najistotniejszych ośrodków kształtowania się rumuńskiej świadomości narodowej. To pokazuje, jak bardzo złożono jest historia ziem rumuńskich, bo trudno tu mówić wprost o historii Rumunii. Nie chcę wchodzić dokładnie w złożoną historię miasta. Dodam jedynie na koniec, co by sprawę dodatkowo skomplikować, że w latach pięćdziesiątych poprzedniego wieku Brasov nosił nazwę… Stalin. Uroczo, prawda?

Miasto pełne jest zabytkowych budowli. Jedną z nich jest Czarny Kościół, który nazwę swoją zawdzięcza sadzy powstałej przy okazji wielkiego pożaru w 1689. Jest to podobno najbardziej na wschód wysunięta katedra gotycka Europy. Czarny kościół w Brasovie wygląda tak:

Czarny Kościół - Brasov

Nie chcę się tu wymądrzać na temat brasovskich zabytków. Po pierwsze takie rzeczy najlepiej poznawać osobiście. Po drugie nie czuję się w tym temacie żadnym ekspertem. Jak dla mnie, widok na Plac Ratuszowy jest wystarczającą rekomendacją, żeby Brasov odwiedzić.

Ratusz - Brasov

Sighişoara

Autobusy z Brasova do Sighişoary i z powrotem kursują dość często. To powoduje, że Sighişoara jest, jeśli nie idealnym, to na pewno dobrym miejscem na jednodniową wycieczkę. Ale nie tylko to.

Centrum Sighişoary znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Jest to jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w tej części Europy. Oczami wyobraźni już widzę murowane fortyfikacje, stare budowle i urokliwie uliczki. Przyznam, że uwielbiam takie miejsca i jestem przekonany, że w Sighişoarze będzie mi się podobać. Krąży mi nawet po głowie myśl, czy jedno popołudnie to nie za mało na poczucie klimatu miasta…

Nie jest niczym dziwnym, że w miejscu, gdzie dzisiaj jest miasto, kiedyś była osada Daków. Odnoszę zresztą wrażenie, że w Rumunii nie ma miast, które nie powstały na miejscu starych osiedli dackich. Na historię Sighişoary istotny wpływ miała społeczność Sasów sprowadzona tu w końcu XIII wieku. Oni to przez lata rozwijali miejscowe rzemiosło i handel, to w ich obronie miasto uzbrajało się w fortyfikacje.

To tutaj urodził się Vlad III Palownik, czyli słynny Dracula (od którego na tym blogu chyba się nie uwolnię, chyba w końcu zasłuży na osobny wpis). Nie dziwi więc, że można w Sighişoarze odwiedzić Dom Draculi czyli Casa Vlad Dracul. Jeśli macie ochotę obczaić, jak mieszkają ludzie, z których potem robi się wampiry, fotka poniżej.

Dom Draculi - Sighisoara

Sinaia

Czasami zdarza się tak, że buszując w necie napotka się zdjęcie i niemal od razu w głowie pojawia się myśl „tam muszę pojechać”. W moim przypadku tak właśnie było z Zamkiem Peleş w Sinaii. Zamek ów wygląda tak, i jest dla mnie wystarczającym powodem, żeby Sinaię odwiedzić

Zamek Peles - Sinaia

Zamek był własnością Michała I Hohenzollerna-Sigmaringena. Nazwisko monarchy jednoznacznie wskazuje, że był on królem Rumunii. I to nawet dwukrotnie. Po raz pierwszy objął tron jako małoletni berbeć i to tylko na trzy lata. Po tym czasie z emigracji powrócił jego ojciec, też król, a jakże, czyli Karol II i na następne 10 lat objął władzę. Na tron Michał I powrócił w roku 1940 dzięki Ionowi Antonescu, który ustanowił w Rumunii dyktaturę współpracującą z faszystowskimi Niemcami. Kiedy ci ostatni zaczęli ponosić porażki na frontach II Wojny Światowej, król przeprowadził udany zamach stanu i po czym przewrócił politykę zagraniczną do góry nogami. Od tej chwili Rumunii zaczęli walczyć po stronie Aliantów. Skutkiem tego było znalezienie się w obozie państw zwycięskich i jednocześnie w strefie wpływów Związku Radzieckiego. Dalsze wydarzenia były (przynajmniej z dzisiejszej perspektywy) łatwe do przewidzenia. Michał I został zmuszony do powołania komunistycznego rządu a później do emigracji. Co ciekawe, (jeśli Wikipedia nie zdeaktualizowała się w tym względzie) Michał I wciąż żyje. A kiedy w 1992 roku odwiedził Rumunię, spotkał się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem.

Bran

Było już o miejscach, które zamierzamy zobaczyć, teraz co nieco o tym, którego odwiedzić nie mamy zamiaru. Bran, mimo że podobno architektonicznie prezentuje się ciekawie ma jedną istotną wadę. Jest oficjalnie reklamowany jako siedziba sami-wiecie-kogo. To powoduje, że poziom Vlada Palownika i poszukujących taniej sensacji turystów sięga tutaj zenitu. A tłumy ludzi, góry pamiątek i jarmarczny klimat są ostatnimi rzeczami, których w Rumunii będziemy szukać.

  • Aden

    Świetny wpis, gratuluję.

    Brasov jest mniej-więcej dwa razy ładniejszy, niż się wydaje. Z pewnych względów porównywany jest do naszego pięknego Krakowa, a to o czymś świadczy ^^

    Sighişoara to magiczne miejsce. Człowiek miejscami ma wrażenie, że cofnął się w czasie. Klimat uliczek wpływa na wyobraźnę i aż chce się snuć rozważania „jak to było kiedyś…”. Jedno popołudnie to zdecydowanie za mało! Dość, by wyczuć nastrój panujący w tym miejscu, ale nie wystarczająco, by nim przesiąknąć. Wiem, bo sama popełniłam ten błąd – po jednym zaledwie jednym popołudniu i nocy w hotelu ruszyliśmy dalej…

    Do tego urokliwego zamku w Sinai prowadzi dosyć stroma i długa ścieżka. Zbyt słabą kondycję mieliśmy, dlatego odpadliśmy po kilkunastu metrach i koniec końców, zamku nie zwiedzaliśmy. Trudno 🙂 Najwyżej innym razem.

    W Branie najciekawsze jest to, że sam Vlad spędził w nim jakieś… 3-4 dni, przynajmniej wg naszego przewodnika. A tu wielka atrakcja turystyczna, karmiki, stoiska, wszystko. I wszędzie, oczywiście, jego wizerunki. Tam warto się wybrać, jeśli szuka się nieco tandetnych pamiątek dla rodziny lub lubi się przebywać w dzikim tłumie 😉

    Niemniej, widzę, że szykuje się naprawdę niesamowita podróż.
    Och, gdybym tylko ja była tak przygotowana przed naszymi eskapadami… 😉

    Pozdrawiam.

    • admin

      Witam!

      Dzięki za komentarz. Tak coś czuję, że będzie to jedna z najprzyjemniejszych części naszej wyprawy. 🙂 Pod wpływem Twoich sugestii zaczynam się nawet zastanawiać, czy nie przedłużyć pobytu w Sighişoarze.

      P.S. Chyba muszę Cię oficjalnie mianować Największym Fanem Na Wschód. 😉

      Pozdrowienia!

  • Pingback: Kiedy Rumuni świętują Dzień Niepodległości i dlaczego | Na Wschód - blog o Europie Środkowo-Wschodniej()

  • Pingback: Rumunia planowana i wyobrażana – wybrzeże Morza Czarnego | Na Wschód - blog o Europie Środkowo-Wschodniej()

  • Pingback: Rumuńskie wspomnienia – Brasov | Na Wschód - blog o Europie Środkowo-Wschodniej()