Wakacje krymskie – Ordżonikidze i Koktebel

Właśnie wróciłem z krótkich wakacji, choć tym razem nie na wschód. Ciepło, słońce i wakacyjny klimat obudziły we mnie chęć powrotu wspomnieniami na Krym. A jest tam jeszcze kilka miejsc, o których jeszcze nie pisałem. Jeśli więc chcecie wiedzieć, gdzie są fajne plaże i ładne widoki, zapraszam do lektury. Jeśli interesuje Was, gdzie widoki są nieszczególne, zapraszam również.

Ordżonikidze

Jak już wcześniej na blogu wspominałem, krymskie miasteczka architektonicznie nie zawsze zachwycają. Powodem są pozostałości komunistycznej, blokowej zabudowy, które potrafią skutecznie oszpecić nawet urokliwe miejsca. Z miejsc, które widzieliśmy, wyjątkiem jest Hurzuf, który zachował sporo pierwotnego, nadmorskiego klimatu.

Ponieważ nie jesteśmy wielbicielami komunistycznej architektury, postanowiliśmy poszukać miejsca, które nie będzie nią zarażone. Nasz wybór padł na malutką miejscowość w pobliżu Teodozji – Ordżonikidze. Wyszliśmy z założenia, że im mniejsze miasteczko tym większa szansa, że zachowało część dawnego uroku.

Ordżonikidze okazało się jednym z największych rozczarowań naszej podroży. Miasteczko wygląda jak klasyczny przykład działania systemu centralnego planowania. Wśród pięknych wzgórz nad brzegiem morza ktoś nastawiał szarych bloków. Nie wiem czy osoba, która podjęła taką urbanistyczną decyzję,  wcześniej odwiedziła miejsce, które zamierzała skrzywdzić. Możliwe, że ktoś daleko po prostu wskazał je palcem na mapie jako lokalizację kolejnego wesołego soc-blokowiska.

Na marginesie, nazwa miejscowości wydaje się mało słowiańska, prawda? Na tatarską też nie wygląda. Kojarzy się gruzińsko i to jest dobre skojarzenie. Nadano ją wiosce w 1937 roku dla upamiętnienia postaci Sergo Ordżonikidze. Ten faktycznie był Gruzinem i współpracownikiem Stalina. Odegrał znaczącą rolę w przygotowaniu inwazji Armii Czerwonej na Gruzję w 1921 roku, celem wprowadzenia tam komunizmu, który sam jakoś się nie mógł w gruzińskim społeczeństwie zadomowić.

Koktebel

Zniechęcani wizytą w Ordżonikidze, uciekliśmy czym prędzej do Koktebel. Nie ma tu mowy o starej, wioskowej zabudowie, bo miejscowość jest typowym kurortem. Jest za to fajna plaża, ładne widoki a i samo miasto nie straszy komunistycznymi potworkami.

Ponieważ nasza wizyta na Krymie powoli dobiegała końca, skupiliśmy się na relaksie. Plaża, wieczorne piwko na tarasie i pierwsze mecze Mundialu… Czyż jest coś bardziej relaksującego…?