<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Na Wschód &#187; Słowacja</title>
	<atom:link href="http://www.nawschod.eu/tag/slowacja/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.nawschod.eu</link>
	<description>Podróżowanie to coś więcej niż zmiana miejsca pobytu</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Sep 2010 19:41:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Słowacki Marakesz</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/slowacja/slowacki-marakesz</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/slowacja/slowacki-marakesz#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Apr 2009 19:44:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Słowacja]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Marakesz]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Václav Pankovčín]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=279</guid>
		<description><![CDATA[Po kilku pierwszych opowiadaniach forma nabrała koloru, postaci wyrazistości a z kolejnych kartek coraz śmielej wyglądał charakterystyczny humor. Świat magiczny wniknął w realne przestrzenie słowackiej wioski tworząc słowiańską odmianę realizmu magicznego.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Potencjalnego czytelnika który raczył rzucić okiem na tytuł wpisu proszę, aby już teraz porzucił obawy. Nie będziemy się tutaj zajmować wiedzą geograficzną Joli Rutowicz. <strong>Marakesz</strong> to nazwa którą, na swoje literackie potrzeby, ochrzcił rodzinną wioskę słowacki pisarz <strong><a title="Václav Pankovčín" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/V%C3%A1clav_Pankov%C4%8D%C3%ADn" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/V_C3_A1clav_Pankov_C4_8D_C3_ADn?referer=');">V<span style="font-family: Times New Roman,serif;">á</span>clav Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>in</a></strong>. Domyślić się można, że nie zrobił tego bez powodu. Rzeczony Marakesz jest bowiem głównym bohaterem jego książki o tym samym tytule.<span id="more-279"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Zanim przejdę do samej książki, chciałem w ramach kronikarskiego obowiązku, który to od czasu do czasu się we mnie odzywa, napisać kilka słów o pierwowzorze literackiego Marakeszu. Wydawca poczęstował mnie bowiem informacją, umieszczoną tradycyjnie, na ostatniej stronie okładki, że w rzeczywistości wieś rodzinna  Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>ina nazywa się Papin. W związku z tym, uzbrojony w tą cenną wiedzę rozpocząłem przeszukiwanie zasobów internetu. Niestety próżne były moje starania. Jedyne co udało się osiągnąć, to zidentyfikować miejsce na google maps. To dowodzi oczywiście  słuszności tezy, że miejscowość wypełnia wszystkie wymogi prowincjonalności.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Bo właśnie wspomniana prowincjonalność jest jednocześnie tłem i bohaterem  Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>inowych historii. Przyznam, że podczas lektury <em>„Marakeszu”</em> targały mną sprzeczne uczucia. A żeby być dokładnym po pierwszych kilkudziesięciu stronach raczej negatywne. Dawałem im zresztą wyraz na <a title="Na Wschód - blip" href="http://nawschod.blip.pl/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/nawschod.blip.pl/?referer=');">blip&#8217;ie,</a> zostawiając tam nieopatrznie dwa czy trzy niezbyt pochlebne komentarze. Moje przemyślenia dotyczące początkowych stron, nie po raz pierwszy w życiu zresztą, kwitowałem stwierdzeniem, że „nie każdy może być Pilchem”. Co za tak postawionym zarzutem się kryje, śpieszę wyjaśnić. Otóż uważam Pilcha za mistrza pióra, człowieka posiadającego niebywałą wręcz zdolność do pisania ciekawie o rzeczach zupełnie zwyczajnych. Do budowania historii bardziej w oparciu o sam fakt istnienia świata niż pytanie, czy coś z tym światem i w tym świecie miałoby się wydarzyć. Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>in natomiast budował formę dość ociężale i prosto, żeby nie powiedzieć prostacko, nie dbając przy tym niemal zupełnie o fabułę.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Nie bez powodu w poprzednim zdaniu użyto czasu  przeszłego. Stało się bowiem coś podczas lektury <em>„Marakeszu”</em>, co moje zdanie o pisarstwie  Pankov<span style="font-family: Times New Roman,serif;">č</span>ina zmieniło. Nie wiem, czy to ja przyzwyczaiłem się do jego stylu pisania czy raczej sam autor się rozkręcił. Stawiałbym bardziej na to drugie. <strong>Po kilku pierwszych opowiadaniach (jest bowiem <em>„Marakesz”</em> zbiorem krótszych i dłuższych opowiadań) forma nabrała koloru, postaci wyrazistości a z kolejnych kartek coraz śmielej wyglądał charakterystyczny humor. Z czasem nawet fabuła zaczęła nabierać przyspieszenia. Świat magiczny wniknął w realne przestrzenie słowackiej wioski tworząc słowiańską odmianę realizmu magicznego.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Nie jest być może <em>„Marakesz”</em> wymarzonym tytułem dla fanów wciągającej fabuły. Książka sama nas nigdzie nie poprowadzi a przynajmniej nie od razu. Można powiedzieć, że nie złapie czytelnika za rękę ciągnąc w kierunku kolejnych epizodów i zwrotów akcji. Raczej zachęci subtelnym spojrzeniem i zagadkowością. Od nas w dużej mierze zależeć będzie, czy damy się uwieść.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/slowacja/slowacki-marakesz/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dwa bratanki – Polak i Węgier. Czy też raczej Słowak?</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/slowacja/dwa-bratanki-%e2%80%93-polak-i-wegier-czy-tez-raczej-slowak</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/slowacja/dwa-bratanki-%e2%80%93-polak-i-wegier-czy-tez-raczej-slowak#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Mar 2009 19:25:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Słowacja]]></category>
		<category><![CDATA[Węgry]]></category>
		<category><![CDATA[čičmanec]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczorowski]]></category>
		<category><![CDATA[Polak Węgier dwa bratanki]]></category>
		<category><![CDATA[przyjaźń]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=244</guid>
		<description><![CDATA[Polak, Węgier, dwa bratanki? Kto w Polsce wie, jak powstało to przysłowie? Otóż tak, że polska szlachta, zajeżdżając na Górne Węgry, czyli na Słowację, mogła się tam bez trudu dogadać po polsku z miejscową szlachtą. Bo ta szlachta mówiła wtedy jeszcze po słowacku!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Dziś obchodzimy <strong>Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej</strong>. Prezydent <strong>Węgier</strong> zjawił się u nas z wizytą. Wszyscy jak mantrę powtarzają znane przysłowie o bratankach, szablach i szklankach. Wszystko to oczywiście bardzo miłe. Na Wschód jak najbardziej popiera każdy akt przyjaźni między naszymi narodami. <strong>Pytanie natomiast, jak te ciepłe uczucia się narodziły i czy aby na pewno są z naszej strony dobrze adresowane. </strong><span id="more-244"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>W odpowiedzi na pytanie o <em>genezę przyjaźni polsko-węgierskiej</em> najczęściej wymienia się wspólne doświadczenia historyczne.</strong> Chodzi to między innymi o królewskie śluby w ramach dynastii z obu krajów. Przykładem jest choćby <em>królowa Jadwiga</em>, córka króla <em>Ludwika Węgierskiego</em>, która została żoną <em>Władysława Jagiełły</em>. Który, nawiasem mówiąc, był Litwinem, co sprawy z pewnością nie upraszcza. Kolejny przykład mający budować nasze dobre relacje to udział polskich generałów w węgierskim zrywie niepodległościowym podczas Wiosny Ludów. Można wymienić kilka innych łączących nas historycznych epizodów, nie ma chyba jednak tego aż tak dużo, aby wystarczyło za wyczerpujące wyjaśnienie naszego problemu.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">I tu dochodzimy do meritum, czyli do opinii na zadany temat <em>Ivana Čičmaneca</em>, słowackiego eseisty, poety i tłumacza. W wywiadzie z Aleksandrem Kaczorowskim zawartym w książce <em>„Europa z płaskostopiem”</em> stwierdza on:</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><cite>„Polak, Węgier, dwa bratanki? Kto w Polsce wie, jak powstało to przysłowie? Otóż tak, że polska szlachta, zajeżdżając na<strong> Górne Węgry</strong>, czyli na <strong>Słowację</strong>, mogła się tam bez trudu dogadać po polsku z miejscową szlachtą. Bo ta szlachta mówiła wtedy jeszcze po słowacku! I jako taka była częścią natio Hungarica, narodu węgierskiego. Dopiero później w większości się zmadziaryzowała, tak jak spolonizowała się szlachta litewska.”</cite></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Moja wiedza historyczna jest zbyt skromna, żeby stwierdzić, czy Čičmanec ma rację. Ale koncepcja jest z pewnością ciekawa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/slowacja/dwa-bratanki-%e2%80%93-polak-i-wegier-czy-tez-raczej-slowak/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
