Olej Karlowe Wary, jedź do Mariańskich Łaźni

Czeskie uzdrowiska każdemu niemal kojarzą się z najsłynniejszym z nich, czyli z Karlowymi Warami. Nie zawsze jednak, to co najbardziej popularne, jest najlepsze. Wręcz przeciwnie, reguła jest odwrotna. Dlatego właśnie będę Was przekonywał, że Karlowe Wary można sobie spokojnie odpuścić. Zwłaszcza, że całkiem niedaleko znajdziemy miłą, i spełniającą wszelkie wymogi kurortowości alternatywę – Mariańskie Łaźnie.

Karlowe Wary

Karlowe Wary są miastem może niezbyt wielkim, ale za to architektonicznie zwartym, zatłoczonym i gwarnym. Główną oś starówki tworzy rzeka Ciepła. Wzdłuż jej brzegów ciągną się rzędy zabytkowych kamienic stłoczonych na górskich stokach. Tu i ówdzie wyróżnia się kościół, pomnik lub hotel. Wybijające z ziemi gorące źródła obudowane są parkami i budowlami w klasycznym stylu. Estetycznie sprawia to miłe wrażenie. Czego się więc czepiam?

Otóż przeszkadzał mi tam brak przestrzeni, tłok i rozgardiasz. Naprawdę w Karlowych Warach nie ma nic aż tak fascynującego, żeby musiało tu ściągać pół Europy. Panuje tam klimat starczo-geriatrycznego lansu, kultywowanego zwłaszcza przez rosyjskich i niemieckich emerytów. A tam gdzie stężenie niemieckich i rosyjskich emerytów przekracza określony poziom, ceny robią dokładnie to samo. Nie polegam w stu procentach na mojej zawodnej pamięci, ale ceny w knajpach były zbliżone do tych w Pradze. Krótko mówiąc, w Karlowych Warach jest tłoczno, drogo i zupełnie nieklimatycznie. Nie jestem stałym bywalcem kurortów, ale te kojarzą mi się głównie ze spokojem. W największym i najbardziej znanym czeskim kurorcie spokoju nie ma.

Mariańskie Łaźnie

Cóż robić w tej sytuacji? Podpowiadam: przenieść się do oddalonych o 50 kilometrów Mariańskich Łaźni. Jeśli ktoś będzie wyruszał z Karlowych War, czeka go piękna, górska droga, okraszona fantastycznymi widokami. A potem wjeżdża się do miasta, które wygląda niemal jak rzucone pośród gór przez jakiegoś szalonego planistę. Kamienice, hotele i kościoły są równie piękne, jeśli nie piękniejsze niż w Karlowych Warach. Za to jest zdecydowanie więcej przestrzeni, są zielone ogrody i muzyka. Tu można sobie pozwolić na spokojny spacer, bez przeciskania się przez tłum. Można przysiąść na ławce w promieniach słońca, można w ciszy wypić kawę, która kosztuje jak kawa. Wzdłuż głównej ulicy miasta, nieco poza centrum, znajduje się sporo tanich kwater, często z piwnymi ogródkami. Aby oddać klimat i ostatecznie zachęcić wątpiących, dodam tylko, że spacerując po Mariańskich Łaźniach czuliśmy się jak we włoskim lub hiszpańskim nadmorskim miasteczku. Tylko morza brakowało.