Największy pisarz czeski Jarosław Hašek

Tytuł wpisu nie jest moim pomysłem, choć jestem w stanie się zgodzić, że stwierdzenie to jest w najgorszym przypadku dość bliskie prawdy. A jeśli chodzi o prawa autorskie, jest to nazwa jednego z rozdziałów książki Haška „Historia partii umiarkowanego postępu (w granicach prawa)”. Osobiście uważam oba tytuły za wyjątkowo wdzięczne. Pozwalają łatwo domyślić się zawartości książki przynajmniej na tyle, żeby zachęcić do czytania. Pomijam przy tym ewentualne przypadki niezbyt rozgarniętych studentów politologii, którzy będą tu szukać jakiejś poważnej rozprawy naukowej.

„Historia partii umiarkowanego postępu (w granicach prawa)” jest w dużo mniejszym stopniu książką kronikarską niż satyryczną. W istocie jest to zbiór świetnie napisanych felietonów, które w modelowy wręcz sposób spełniają wymagania ponadczasowości. Podczas lektury niejednokrotnie zdarzało mi się parskać śmiechem, co jak mniemam, było dla Haška głównym celem. Nie znając postaci, zdarzeń ani tła historycznego można się tym dziełem (nie bójmy się tego słowa) doskonale bawić. Co nie przeszkadza oczywiście zagłębić się w tak zwany „background”, co mam zamiar w najbliższej przyszłości zrobić.

O czym jest książka? O tym, co pewnie niejednemu zdarzyło się w miłym gronie po wypiciu odpowiedniej ilości wyskokowych trunków. Czyli o narodzinach partii i jej najwcześniejszych dziejach. Zresztą obserwując polską scenę polityczną mogę wskazać przynajmniej kilka tworów, których powstania na trzeźwo wyobrazić sobie nie jestem w stanie. Z tego by wynikało, że również politycy w sposób twórczy czerpią z Haškowej tradycji. Różnica jest taka, że działalność partii Haška niezbyt daleko oddaliła się od kufla z piwem. Chciałoby się wręcz napisać, że została w niej utopiona, gdyby nie fakt, że tkwiła tam od początku.

Tym co mnie zdecydowanie urzekło był specyficzny klimat książki. I nie chodzi tu oczywiście li tylko i wyłącznie o piwo. Również o ogólną atmosferę praskich barów, swoistych quasi-intelektualnych dysput i specyfikę funkcjonowania praskiej bohemy artystycznej początków XX wieku. I coś czego się w ogóle nie spodziewałem, czyli klimat podróży. Są bowiem w książce i takie elementy, przemawiające do wyobraźni i sprawiające, że ma się ochotę wziąć plecak i wyruszyć w drogę. Inna sprawa, że czytając Haška właśnie w drodze byłem. I to w Czechach.

P.S. Po przeczytaniu Haška nasunęły mi się dwa zadania do wykonania na polu literatury. „Przygody dobrego wojaka Szwejka” – powód chyba oczywisty oraz „Towarzysze wolności” Jiri Machena. Autor tej ostatniej był jednym z członków „Komitetu Wykonawczego” partii Haška a w swojej książce zawarł podobno „literacką biografię tego pokolenia”. Myślę, że warto się zapoznać.