Miasto ryb – literacka podróż na białoruskie pogranicze

Białoruś to dla przeciętnego Polaka ziemia nieznana. Do sąsiadów zaglądamy rzadko albo wcale, ich literatura u nas też nie jest częstym gościem. Nie pamiętam już czy „Miasto ryb” Natalki Babiny kupiłem skuszony jakąś pozytywną recenzją, czy po prostu dlatego, że autorka pochodzi z Białorusi. Książka przeleżała swoje na półce, zgodnie z najlepszymi czytelniczymi standardami. Aż w końcu przyszedł na nią czas. Wdrapałem się do hamaka, przygotowałem zapas trunku i zacząłem czytać.

Bohaterką powieści wydaje się być sama autorka. Albo przynajmniej postać ta ma z Babiną wiele wspólnego. Kobieta w dojrzałym wieku, po przejściach, zamieszkująca białoruskie pogranicze. Miejsce styku i mieszania się trzech kultur: białoruskiej, ukraińskiej i polskiej. Sama autorka podobno uważa się za Ukrainkę, mimo że do 18 roku życia nie miała pojęcia, że rodzinna, lokalna gwara to odmiana ukraińskiego. Podobnie rzecz ma się w powieści. Wiejska kultura białoruska miesza się ze skomplikowaną rodzinną historią, aż w końcu dochodzimy do punktu, w którym człowiek jest po prostu tutejszy.

Sama fabuła oparta jest na wątku quasi-kryminalnym. Zaczyna się od śmierci, a może zabójstwa? Spokojne życie pięćdziesięcioletniej Ałły Babylowej nagle staje na głowie. A to dopiero początek zamieszania. Gdzieś po drodze przestaje być istotne pytanie, kto zabił. Ważniejsza stanie się walka o obronę ojczystej ziemi przed zakusami szemranego biznesmena. Dorzućmy do tego poszukiwanie skarbów, politykę i fakt, że Ałła ma siostrę bliźniaczkę i oto mamy historię, która szybko  traci jakiekolwiek pozory prawdopodobieństwa. Granice rzeczywistości i magicznych omamów zaczynają się zacierać,

Nie ukrywam, że taka niespójność świata przedstawionego w każdym innym wypadku pewnie by mnie zniechęciła. Tu jednak całą sprawę ratują emocje. Książka wręcz od nich kipi. To jest największa jej siła i powód, dla którego warto „Miasto ryb” przeczytać. Przymknąć oko na zagmatwaną, momentami nie trzymającą się kupy historię i skupić się na śmierci, przemijaniu, miłości i bólu. Naprawdę warto.

  • Świetna książka… Przeczytałam ją od deski do deski 🙂

  • Super, że piszesz o Białorusi! Wybieramy się tam w grudniu, chętnie poczytam coś bez kontekstów politycznych 😉