Lwów, Iwan Podkowa, pielmieni i wareniki

Swoją pierwszą i jedyną wizytę we Lwowie pamiętam jak przez mgłę. Były to czasy, kiedy zdjęcia robiło się analogowym „idiotenem”, żeby je potem, o zgrozo, wywołać. Skutkiem tego żadnych fotek z tych wakacji już nie mam, a szkoda. Pamiętam codzienne kursy zatłoczoną marszrutką z i na Sychów. Na każdym kolejnym przystanku dosiadali się nowi pasażerowie, choć zdrowy rozsądek wskazywał, że do busika nie wciśnie się nawet szpilki. Ale przede wszystkim pamiętam pomnik Iwana Podkowy i budkę z pielmieni i warenikami. Żeby znaleźć to drugie, najpierw trzeba było odszukać pierwsze. I tak kilka razy dziennie, wiedziony głodem, szukałem pomnika kozackiego watażki, żeby zaspokoić głód.

Wyszperałem w necie zdjęcie pomnika i jestem trochę zaskoczony. Nie pamiętam dwóch pustych, kulistych oczodołów spoglądających groźnie w lewo. Gdzieś zagubiłem w pamięci fakt, że pomnik to właściwie głowa osadzona na kamiennym postumencie. Długachne wąsy, charakterystyczny kozacki czub i dziwnie zmarszczone, chmurne czoło. Czy Iwan swoim groźnym wzrokiem spogląda w kierunku miejsca, gdzie na lwowskim rynku wydał ostatnie tchnienie pod katowskim toporem?

Godzina ślęczenia nad Google Maps i sprawa chyba się wyjaśniła. Rynek z pręgierzem znajduje się jedną przecznicę dalej, za plecami Ivana. O ile można tu mówić o plecach, skoro pomnik składa się z samej głowy. Może więc choć głowa jest jakimś symbolem? Wszak to oddzielenie jej od reszty ciała było końcem kariery sławnego kozaka.

Podkova to nie tylko lokalny kozacki watażka. Przez chwilę udało mu się nawet wdrapać na tron mołdawski. Okazało się jednak, że jego apetyt na władzę przekraczał możliwości, którymi dysponował. Kandydatura Podkowy nie przypadła do gustu ani sułtanowi tureckiemu, ani królowi Stefanowi Batoremu. A już najmniej usuniętemu przez niego z hospodarskiego urzędu Piotrowi Kulawemu.

Ta historia nie mogła skończyć się inaczej. Jan Podkowa, jeśli tak go z polska nazwiemy, został odsunięty od władzy, uwięziony i zdekapitowany. Dziś we Lwowie, kilkadziesiąt metrów od miejsca gdzie zginął, stoi jego pomnik. Na kamiennym postumencie w miejscu gdzie powinno znajdować się ramię, gdyby tylko twórca pomnika pokusił się o korpus, rzeźbiarz umieścił podkowę.

Tu symbolika akurat jest oczywista. Choć samo pochodzenie przydomka już mniej. Jedna wersja mówi, że Iwan był tak silny, że łamał w rękach podkowy. Inna, że w swoich rajdach na ziemię wroga zwykł zajeżdżać konie tak mocno, aż łamały się podkowy.

Faktem jest, że Iwan Podkowa został pochowany w Kaniowie, gdzie wiele lat później przeniesiono również ciało ukraińskiego poety narodowego Tarasa Szewczenki. Faktem jest również, że pomniki obu bohaterów stoją we Lwowie bardzo blisko siebie. Właściwie gdyby nie ogródek piwny Podkowa mógłby zobaczyć plecy poety. No i gdyby nie to, że uparcie spogląda w lewo.

Może też ma ochotę na pielmieni albo wareniki? Bo jeśli Google Street View i wzrok mnie nie myli, budka z tymi pysznościami stoi tam nadal.

  • Julita Chodzyńska przez Facebook’a

    Rynek i jego okoliczne uliczki. I Mazoch Kafe http://masoch-cafe.com.ua/

  • Asia Kusy przez Facebook’a

    … Puzata Chata, rozmowy w marszrutkach, tramwaje, czekanie wielokrotne pod McDonaldsem aż go otworzą i będziemy mogli napić się kawy i umyć (przed 7 rano 🙂 ) i to, że we Lwowie ludzie robią różne fajne rzeczy 🙂

  • Oczywiście architektura, ale z takich mniej oczywistych rzeczy to chóralne śpiewy pod operą

  • Knajpa Charles Bukowski.

  • Piwo Zamkowe i Autorskie na rynku;)

  • Oj sporo tego było, na pewno cmentarz Łyczakowski i Orląt lwowskich.

  • Dżejson Re Born przez Facebook’a

    Knajpa u Masocha!!! I strzały z bata po plecach !!! 😀

  • ukraiński Memoriał obok cmentarza orląt, groby partyjniaków na grobach polaków, festiwal pisanek z pisankami ze swastyką, pomnik bandery. Z rzeczy pozytywnych to szalenie miły pan w sklepie fotograficznym, uśmiechnięta kelnerka w rynku, kasyno szlacheckie i kościół Bernardynów.

  • Kaplica Boimów. Do szaleństwa. I prywatna „taksówka” z dziurą w szybie.

  • We Lwowie co krok jest coś niesamowitego, ale gdybym miała bez zastanowienia powiedzieć, to ulica Ormiańska w całości ,ze wszystkim znanym i nieznanym 🙂 W ogóle to kocham Lwów miłością absolutną!