Krótka i smutna refleksja po lekturze „Emipre V” Pielewina

Pielewin, przynajmniej w teorii, ma wszystko, żeby w mojej głowie zadomowić się w przegródce z pisarzami bardzo dobrymi. Idący pod prąd, ocierający się często o granice absurdu, zdolny do budowania literackiego nowego świata. Pierwszy mój kontakt z jego twórczością, a był to zbiór opowiadań „Kryształowy świat”, był dość obiecujący. Nie zachwycający, ale właśnie obiecujący. Na tyle, że nie miałem najmniejszych wątpliwości, że sięgnę po kolejną jego książkę. I sięgnąłem. Po „Empire V” właśnie.

Jest to, w największym skrócie, historia stawania się współczesnym wampirem. Młody człowiek, który jest głównym bohaterem, przechodzi kolejne stopnie wtajemniczenia do tajemniczego świata konsumentów „czerwonej cieczy”. W międzyczasie niejako pojawia się również coś na kształt wątku miłosnego. Od razu więc widać, że koncepcja fabularna na kolana nie powala.

Na szczęście nie należę do fanatyków fabuły i w mojej ocenie nawet książka zupełnie jej pozbawiona może się obronić. Miał więc Pielewin swoje szanse, nawet mimo oczywistych zaniedbań na tym polu. Niestety, nie wykorzystał ich. Zbudował za to przedziwną i skomplikowaną ideologię dotyczącą wampirów i ich roli na świecie. Stworzył nową wizję rzeczywistości, w której te aspirują niemalże do roli korony stworzenia. Kazał mi przedzierać się przez zawiłe teorie i koncepcje, które albo nie mają większego sensu, albo niewiele z nich zrozumiałem. Przy czym okrasił to wszystko dość infantylną terminologią, która dodatkowo zabijała we mnie radość czytania. Przy założeniu, że można zabić trupa.

Jedyne wytłumaczenie, jakie mogę dla Pielewina znaleźć, to moja własna ignorancja. Być może książka byłaby nieco inna w odbiorze dla osoby orientującej się lepiej w meandrach rosyjskiej rzeczywistości. Na to zresztą wskazywały niektóre przypisy oraz te fragmenty, które udało mi się odszyfrować. Nie sądzę jednak, żeby nawet rozległa wiedza o rosyjskiej kulturze zdołała w moich oczach książkę Pielewina jako całość uratować. Wydaje się, że jest ona po prostu słaba.

Miało być krótko i było. Miało być również smutno. A to dlatego, że Pielewin mnie rozczarował. Po „Kryształowym świecie” spodziewałem się czegoś przynajmniej poprawnego. Jedyne pocieszenie, to że nie zniechęcił mnie na tyle, żebym nie dał mu jeszcze jednej szansy. Myślę, że sięgnę jeszcze po którąś z książek  tego rosyjskiego pisarza. I mam nadzieję nie przeżyć kolejnego rozczarowania.

  • rkdeey

    Krótko powiem – sięgnij. Moim zdaniem warto. Omon Ra, Życie owadów, Generation P czy Mały palec Buddy to interesujące pozycje.

    • admin

      Taki mam zamiar i Twój komentarz mnie w nim utwierdza. Może po prostu pechowo trafiłem z tymi wampirami. 🙂 Każdemu może się potknięcie zdarzyć.

      Pozdrawiam!

  • moscoviada

    Pielewin jest specyficzny. Do jego książek trzeba po prostu podejść we właściwej kolejności (od razu widać jak rozwija się jego styl i wyobraźnia). Empire V nie jest złe, ale to na pewno nie jest jego najlepsza książka. Polecam fantastyczne Generation P i Świętą Księgę Wilkołaka. Perełki 🙂

  • admin

    W takim razie chyba faktycznie zapodałem sobie złą kolejność. Ale Pielewina oczywiście nie skreślam. Wręcz przeciwnie, coś mnie do niego ciągnie, więc na pewno jakieś szanse jeszcze dostanie. Być może nawet sięgnę po coś z tego, co polecasz.

    Pozdrawiam!