Komentuj i wygraj książkę „Gulasz z turula” Krzysztofa Vargi!

Jeszcze do niedawna nasze plany wakacyjne koncentrowały się na Węgrzech. Wiem, że to nieładnie ciągle zmieniać zdanie, ale ostatecznie wybieramy się jednak na Krym. Aby jednak nie rezygnować do końca z węgierskich klimatów i przy okazji dać Wam małe zadośćuczynienie za powstałe zamieszanie, proponuję konkurs. Aby wziąć w nim udział i wygrać książkę Krzysztofa Vargi „Gulasz z turula” nie trzeba robić nic, poza pozostawieniem komentarza pod poniższym wpisem.

Chciałbym, żeby komentarz dotyczył Węgier i był próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego warto ten kraj odwiedzić. Nie musicie się oczywiście ograniczać do atrakcji typowo turystycznych. Jeśli kogoś do podróży na Węgry zachęcają sukcesy ich piłkarskiej reprezentacji z lat 50, niedawne wybory miss kraju, czy leczo, nie ma problemu. Jedynym ograniczeniem jest Wasza kreatywność. Najciekawszy komentarz, czy też raczej jego twórca, otrzyma pocztą „Gulasz z turula”. Konkurs trwa do końca tygodnia, czyli do niedzieli (23.05.2010). Komentarze na Facebooku, również zaliczane będą jako konkursowe.

P.S. Tych, którzy już czytali „Gulasz z turula” mimo wszystko zachęcam do komentowania. Jako rezerwową nagrodę przewiduję bowiem inną książkę węgierskiego autora, czyli „Z powrotem do uszatej sowy” Ádáma Bodora.

Powodzenia!

  • Izabela

    Podobno Węgier i Polak to dwaj bratanki… Ja chciałabym odwiedzić ten kraj, by się przekonać, czy rzeczywiście między tymi dwoma narodami panuje braterska przyjaźń – a przy okazji spróbować pysznej papryczki prosto z Węgier 😉

  • Agnieszka

    Węgrzy mają świetne poczucie humoru. Na przykład mój kolega Attila (Węgier), kiedy dowiedział się, że uczę się węgierskiego stwierdził, że to niepraktyczne (nawet dla kogoś z polską ułańską fantazją), bo węgierski jest trochę izolowany w Europie, więc ja się spytałam, czy z Finami się dogadam po węgiersku a on odpowiedział, że nie i że najbliżej węgierskiemu ma jakaś grupa etniczna spod Uralu czy Kaukazu (szczegóły zna Attila). Więc ja się zapytałam, czy przynajmniej z nimi ewentualnie dogadam się po węgiersku a Attila odpowiedział, że jeśli się nie nauczę ich języka, to raczej nie mam szans.
    Natomiast Eva (owszem Węgierka) opowiadała o pewnej właściwości węgierskiego pieczywa a dokładniej węgierskiej „zsemle”. Zdaniem Evy, jeśli ktoś jest bardzo sfrustrowany, to może się łatwo wyładować na żemli, podobno te bułki są bardzo miękkie, więc gniotąc je w stresie można je zgnieść do rozmiaru orzecha włoskiego. Nigdy bym nie wpadła na to, żeby wyładować stres na bułce, ale Eva mówi, że to działa.
    Poza tym wydaje mi się, że mentalność Węgrów jest bliska mentalności Polaków. Przynajmniej tak to obserwuję u siebie w pracy, gdzie Węgier zawsze przyjdzie z problemem (i bez problemu) do Polaka niż np. do Czecha.
    Więcej będę mogła napisać w lipcu, bo tam jadę (miała to być podróż do Rumunii, ale z sentymentu skończy się na Węgrzech). Teraz piszę właściwie na podstawie obserwacji Węgrów, których znam tu w Pradze.