Kijów na szybko i na gorąco

Marszrutka z Borispola, gdzie znajduje się kijowskie lotnisko, przemierza przestrzeń między dwoma miastami w kilkadziesiąt minut. Wysiadamy na przedmieściach, klimat w niczym nie przypomina wielkomiejskiego. Szybka przesiadka na metro i kolejna godzina spędzona pod ziemią. W końcu docieramy na miejsce, czyli do samego centrum stolicy. Kijów robi rażenie! Zwłaszcza po zwiedzeniu kilku krymskich miast i ostatnim dniu w Symferopolu.

Podróżowanie metrem ma sporo z uroku przemieszczania się samolotem. Gdyby wyjąć czas, to właściwie mamy do czynienia z teleportacją. Wsiadamy, długo nie widzimy właściwie nic, wiemy tylko, że się przemieszczamy. Nie doświadczamy natomiast stopniowej zmiany, która zachodzi nad naszymi głowami. Nie widzimy, jak nieużytki przechodzą w fabryczne hale i magazyny. Później w osiedla mieszkalne, sklepy, place zabaw i szkoły. Nie mamy możliwości zobaczenia jak miejska tkanka stopniowo przekształca się w zabytkową, centralną część miasta. Nie poznawaliśmy Kijowa stopniowo. Zostaliśmy rzuceni w samo centrum, na kilka godzin, między jednym samolotem a drugim.

Zwierzęta miejskie zawsze czują dziwną ekscytację po powrocie do naturalnego środowiska. Nie inaczej było z nami. To trochę takie uczucie, jakby wracało się do miejsca dobrze znanego, choć przecież Kijów widzieliśmy pierwszy raz w życiu. Kiedy tylko zamknęły się za nami drzwi podziemi, stanęliśmy zachwyceni i poruszeni. Nie tylko faktem, że jesteśmy w wielkim mieście, pełnym ludzi, gwaru, krzątaniny i zamieszania. Kijów porywa przede wszystkim wielkością i rozmachem. Jakiż to kontrast w porównaniu z leniwymi miasteczkami Krymu!

Jest bardzo gorąco. Szerokie ulice i gmachy kamienic promieniują dodatkową porcją ciepła. Na Majdanie kilka dziewczyn próbuje radzić sobie z upałem, chłodząc się w fontannie. Plac Niepodległości pełen jest ludzi i właściwie nie przypomina typowego placu. Przecina go ulica, zielone klomby i szeregi drzewek. Nad wszystkim góruje olbrzymia kolumna zwieńczona pomnikiem Berehyni. Jest to pamiątka i świadectwo niepodległej Ukrainy. Z symbolicznego punktu widzenia miejsce na protesty podczas pomarańczowej rewolucji wybrane zostało bardzo trafnie.

Kijów to pełnoprawna europejska metropolia. Świadczą o tym dobitnie również ceny. Poszukiwania taniej knajpy zajęły nam godzinę i skończyły się niestety w McDonald’s. Dopiero później, już z pełnymi brzuchami, znaleźliśmy dwie fajne, przystępne restauracyjki w jednym z rogów Majdanu. Nie pozostało nic innego jak zamówić kufel ukraińskiego piwa i cieszyć się ostatnim dniem wakacji.