Czytajcie węgierską literaturę. Warto.

Przez ostatnie półtora-dwa lata przeczytałem trzy węgierskie książki. Na wszystkie trafiłem przypadkowo, wszystkie to stare wydania zapomnianych zupełnie lub nieznanych w Polsce autorów. I wszystkie trzy zasługują na najwyższe literackie noty. To oczywiście jedynie malutka próba węgierskiego pisania, ale zdecydowanie zachęca mnie do dalszych eksploracji. I jednocześnie prowadzi do refleksji, że wartościowe rzeczy to nie tylko literatura współczesna. Warto od czasu do czasu odwiedzić lokalną bibliotekę i poszukać zakurzonych tomiszczy, po które nikt dawno nie sięgał.

László Németh – „Odraza”

Wrażeniami po przeczytaniu tej książki już się kiedyś dzieliłem. Powtórzę tylko, że to świetna powieść psychologiczna i jedna z najlepszych książek jakie czytałem.

Kálmán Mikszáth – „Czarne miasto”

W oryginale wydane na początku XX wieku, jeśli dobrze pamiętam, jako powieść w odcinkach. Rzecz dzieje się na przełomie XVII i XVIII wieku na terenie węgierskiego ówcześnie Spiszu. Nie są to specjalnie spokojnie czasy. Część węgierskiej szlachty szykuje się do walki z habsburskim panowaniem. Wojna wisi w powietrzu. Historia w powieści Mikszátha stanowi ważne, ale jednak tło.

Osią fabuły jest konflikt między żupanem Pálem Görgey a mieszkańcami miasta Lewocza. Żupan jest osobą porywczą i momentami ponurą, mimo to budzi u czytelnika pewną sympatię. Charakter nie raz wpędzał go w kłopoty, tym razem jednak napytał sobie prawdziwej biedy. Podczas polowania zastrzelił burmistrza Lewoczy, który naraził mu się zabijając jednego z jego psów. Mieszczanie nie mogli i nie chcieli tej zniewagi pozostawić bez odpowiedzi. Wszyscy mieszkańcy przybrali czarne szaty a rada miejsca ogłosiła, że żałoba po burmistrzu potrwa tak długo, aż żupan zostanie złapany i osądzony.

Od tej chwili akcja zaczyna się rozkręcać. Co rusz poznajemy nowych bohaterów. Plątają się losy przybranego szlachcica, córki żupana, awanturnika Zsigmonda Biboka, następców zabitego burmistrza Lewoczy i wielu innych osób. Problem żupana z mieszczanami to ucieka na drugi plan, to wraca jako główny temat powieści. Tymczasem jego jedyna córka dorasta i staje się delikatną, piękną kobietą. W obawie o jej życie Pál Görgey postanawia umieść ją w miejscu, gdzie nikt z całą pewnością nie będzie szukał córki żupana. W Lewoczy…

Mamy zatem ciekawe historyczne tło i ciekawie nakreśloną historię. Mamy nietuzinkowych bohaterów, którzy nie są „czarno-biali”, daleko im do ideałów, ale też nie bywają zepsuci do szpiku kości. Ot ludzie tacy jak my, ze swoimi namiętnościami i słabościami. Nie brakuje też wątku miłosnego, jak w każdej dobrej powieści. No i zakończenie… ale tu zostawiam przyjemność przeczytania książki do końca tym, którym uda się ją w jakiś sposób zdobyć.

Laszlo Gyurkó – „Błogosławione piekło – wędrowanie Doktora Faustusa”

Najnowsza książka z trzech opisanych, choć jej pierwsze wydanie na Węgrzech to rok 1979. Tytuł, pierwszy rozdział, jak i nazywanie przez narratora głównego bohatera „swoim podopiecznym”, sugeruje że historię opowiada diabeł, któremu György Szabados zaprzedał duszę. Sprawa jest chyba jednak nieco bardziej subtelna. Narrator do tego wątku więcej w książce nie wraca. Choć pierwszy rozdział kończy ludowym, węgierskim porzekadłem: „Gdy ktoś innym chce przewodzić, ten do piekła musi schodzić”.

Życie głównego bohatera splecione jest nierozerwalnie z historią powojennych Węgier. Czasami aż trudno się połapać w niuansach wprowadzania nowego socjalistycznego ładu, rewolucji i kontrrewolucji. Bohater powieści staje się zdeklarowanym komunistą. Swoje życie traktuje jako walkę o nowy ład, wbrew wszystkim i wszystkiemu. Okazuje się, że wierność ideałom i lojalność nie zawsze są gwarancją sukcesu w rewolucyjnym świecie. György Szabados część swoich najlepszych lat spędza w więzieniu. Jest przesłuchiwany, zastraszany i bity. Wychodzi jednak na wolność i jego życie toczy się dalej.

Czytelnik historię György Szabadosa poznaje od początku do końca. Wiem, kim są jego rodzice, śledzi każdy niemal jego krok. Wraz z nim walczy, zwycięża i ponosi porażki. Wraz z nim kocha, obojętnieje i traci miłość. Laszlo Gyurkó w niezwykły sposób splótł w jednej historii wydarzenia poruszające i straszne ze obrazami zwyczajnego życia. Do tej pory zastanawiam się kim jest György Szabados. Niereformowalnym komunistą, egoistą, czy po prostu człowiekiem który, jak każdy, szukał szczęścia? Nawet nie wiem, czy to szczęście w końcu znalazł. To bardzo prawdziwa historia.

  • Książkę telefoniczną i to od deski do deski !!!!!

  • Kertész – Los utracony; Ja,inny

  • etykietę na winie egri bikaver

  • Chłopcy z Placu Broni

  • Patrycja Jasińska Też swego czasu czytałem Kertésza. Pamiętam, że wrażenia były pozytywne, ale w tej chwili nawet sobie nie przypomnę tytułów. To tylko potwierdza tezę 🙂

  • Agnieszka Pełka przez Facebook’a

    Chłopcy z Placu Broni

  • Michał Szozda przez Facebook’a

    Sandora Maraia

  • Agnieszka Pełka Mają swój pomnik w Budapeszcie. Punkt 4 listy: http://www.nawschod.eu/wegry/budapeszt-miejsca-ktore-chce-zobaczyc

  • Szymon Kędzior przez Facebook’a

    Listę składników na opakowaniu.

  • Czy to jest konkurs? To ja wygram 😀

  • „Dziewczyna o perłowych włosach” 😛 I nie czytałam, a słuchałam 🙂

  • Krisztina Szirmai Konkurs bez nagrody 😉

  • Aleksandra Szranko przez Facebook’a

    Molnar, Kertesz, Zsusa Bank i Varga. 😉

  • Magdalena Derejczyk przez Facebook’a

    Polecam „W choldzie dojrzalym kobietom”

  • Kertesz, Márai, Szabó, Bank… Chociaż przez ostatnie 2 lata nie przeczytałam nic węgierskiego! Ale „Dziedzictwo Estery” czeka na półce, więc może wkrótce naprawię to zaniedbanie.

  • Adam

    Oj jestem tutaj zielony do granic, ale na pewno warto przeczytać, styl literacki pewnie zupełnie obcy i ciekawy i zależy jeszcze kto przekładał. Gdzieś migneła mi Levocza – podobno piękne miasto.

    • nawschod

      Od tłumaczenia wiele zależy, pełna zgoda. A do Lewoczy sam chętnie bym się wybrał. I pewnie kiedyś to zrobię 🙂

  • Krúdy Gyula, „Szindbád” – genialna za każdym razem:)

  • Ada

    Jestem fanką literatury, jednak nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z węgierską. Sadząc po opiniach będę musiała.

  • Adam

    Nie wierzę w idealny czy właściwy przekład z Węgierskiego na Polski – jest to niemożliwe – zbyt odległe grupy językowe i zupełnie inny schemat pisania. Przy okazji ciekawi mnie inny fakt – scena muzyczna Węgier. Dlaczego do Polski nie dociera dosłownie nic, natomiast mamy zalew Rumuńskiego disco polo ? Dlaczego w Polskim radiu czy telewizji nie mogę posłuchać np tego http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=1Q2s-asGAOM albo tego http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=TZeX8Wrs2Ok
    Pozdrawiam.

    • nawschod

      Z tłumaczeniem pewnie masz sporo racji. Z drugiej strony jakoś to trzeba czytać, a nie każdy nauczy się węgierskiego 😉

      Jeśli zaś chodzi o muzę, to trochę nie moje klimaty. Ale jeśli jesteś w temacie i masz coś rockowego, to będę wdzięczny za podrzucenie.

      Pozdrawiam!

  • Ja jeszcze chyba nie zetknęłam się w swoim życiu z żadnym autorem węgierskim. Ale skoro jest napisane, że warto, to może zaglądnę do biblioteki i zobaczę co maja mi tam do zaoferowania. Może się mile zaskoczę. Póki co, dziękuję za motywujący wpis.

  • Bardzo dużo ciekawych tytułów. Recenzje tez zachęcają do przeczytania. Nie pozostaje wiele, tylko udać się do biblioteki i wyłowić kilka perełek węgierskiej literatury

  • Do dziś byłem całkiem zielony jeśli chodzi o węgierską literaturę. Po przeczytaniu artykułu i waszych wypowiedziach tematyka bardzo mnie zaciekawiła. Jaką książkę możecie polecić jako pierwszą?