Co, poza flagowymi zabytkami, warto zobaczyć w Budapeszcie

Na zwiedzanie Budapesztu miałem mniej czasu, niż pierwotnie planowałem. Pogoda była aż nazbyt piękna, z nieba lał się żar, uliczne termometry pokazywały 41°C. Po paru godzinach szwendania się z ciężkim plecakiem doszedł do tego ból pleców i nadwyrężone kolano. To wszystko sprawiło, że pierwotny plan zwiedzania udało się wykonać zaledwie w połowie. Nie dane było mi zobaczyć wszystkich najważniejszych zabytków Budapesztu. Ale nie żałuję. Po pierwsze jest po co wracać. Po drugie wydeptałem sobie kilka własnych budapesztańskich ścieżek. Czyli hipstersko. Jeśli ktoś ma ochotę podążyć moim śladem, zapraszam.

Peszt

Zwiedzanie rozpocząłem w Peszcie, czyli po wschodniej stronie Dunaju. I wciągnął mnie nieco przytłaczający i monumentalny urok peszteńskich ulic i kamienic. Jeśli ktoś odwiedził kiedyś Bukareszt, może wyobrazić sobie klimat Pesztu. Nie ma tu cukierkowych widoczków, jest surowo, momentami nawet obskurnie. Zanim ostatecznie zostawiłem za sobą wschodnią część starego miasta, trafiłem na brudne podziemne przejście i betonowy wiadukt prowadzący na przystanek tramwajowy. W cieniu szarych schodów grupka obskurnie ubranych handlarzy sprzedawała kukurydzę. Jeden z nich, korzystając z chwilowej przerwy w pracy, bawił się z trzymanym na rękach małym dzieckiem.

Góra Gellerta

W końcu zmęczony i spocony dotarłem do Mostu Wolności. Zielona konstrukcja, zwieńczona turulem, czyli mitycznym ptakiem, który przyprowadził w to miejsce Madziarów. Po drugiej stronie Dunaju piętrzy się Góra Gellerta. Chwilkę pokręciłem się u jego podnóża, żeby ostatecznie rzucić okiem na słynny kościół w skale. Rzut okiem tu w zupełności wystarczy. Na samo wzgórze wspiąłem się od przeciwnej strony szukając Ogrodu Filozofów, który skusił mnie właściwie tylko nazwą. Ogród okazał się fontanną z pomnikami kilu filozofów, mędrców i proroków. Przyjemne, ciche miejsce z widokiem na panoramę miasta.

Wzgórze Zamkowe

Wspinaczka po schodach na Wzgórze Gellerta była ostatnim znaczącym osiągnięciem mojego bolącego kolana. Dalej wlokłem się już po równinie. Wzgórze Zamkowe obfotografowałem z tej mniej atrakcyjnej strony. Tam gdzie dawny przepych ustępuje pod naporem czasu i zaniedbań. I chyba właśnie te zdjęcia podobają mi się najbardziej.

  • Ewa

    Wdrapałeś się z plecakiem na Górę Gellerta? Niezła kondycha! Ja miałam problem bez plecaka (na usprawiedliwienie dodam, że był luty i ścieżka oblodzona więc parę razy prawie zjechałam 🙂

    • nawschod

      Wkuśtykałem tylko na jej najniższą część 😉 Na więcej nie pozwoliło kolano i brak czasu.

    • Tomasz

      Nie wiem w jakim jesteście wieku? Zresztą kobiety nie wypada pytać o wiek. Pochwalę się, że jakieś 34 lata temu i 20 kilo mniej w czasach akademickich biegałem dla zdrowia z akademika w XI dzielnicy przy ulicy Kruspér na górę Gellérta i z powrotem. Również zimą. Tak więc wejścia z plecakiem nie mogę odnotować jako wyczyn

  • moziba

    Most Wolności – jeśli wolno.

    • nawschod

      Dzięki za poprawkę. Już zmieniam 🙂

  • będzie, pewnie

  • Arkadiusz Witer przez Facebook’a

    Heh, jak znalazł. Marzec 2013 🙂

  • A my nawet i w lutym, to zaktualizujemy

  • Arkadiusz Witer przez Facebook’a

    Jeszcze lepiej! Świeższe dane na marzec przygotujecie.