<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Na Wschód - blog o Europie Środkowo-Wschodniej &#187; Serbia</title>
	<atom:link href="http://www.nawschod.eu/category/serbia/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.nawschod.eu</link>
	<description>Blog o Europie Środkowo-Wschodniej</description>
	<lastBuildDate>Wed, 25 Jan 2012 14:01:01 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Jak nie powstało państwo jugosłowiańsko-bułgarskie</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/serbia/jak-nie-powsta%c5%82o-pa%c5%84stwo-jugos%c5%82owia%c5%84sko-bu%c5%82garskie</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/serbia/jak-nie-powsta%c5%82o-pa%c5%84stwo-jugos%c5%82owia%c5%84sko-bu%c5%82garskie#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jan 2012 21:41:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bułgaria]]></category>
		<category><![CDATA[Chorwacja]]></category>
		<category><![CDATA[Serbia]]></category>
		<category><![CDATA[bałkańska republika federacyjna]]></category>
		<category><![CDATA[bułgaria]]></category>
		<category><![CDATA[dymitrow]]></category>
		<category><![CDATA[federacja bałkańska]]></category>
		<category><![CDATA[Jugosławia]]></category>
		<category><![CDATA[tito]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=2738</guid>
		<description><![CDATA[Dzięki federacji Jugosławii i Bułgarii powstałby twór polityczny obejmujący większość Bałkanów, rozpościerający się od Adriatyku do Morza Czarnego.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a title="Jak nie powstało państwo jugosłowiańsko-bułgarskie" href="http://www.nawschod.eu/serbia/jak-nie-powsta%C5%82o-pa%C5%84stwo-jugos%C5%82owia%C5%84sko-bu%C5%82garskie"><img class="alignleft size-full wp-image-2801" title="Jak nie powstało państwo jugosłowiańsko-bułgarskie" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2012/01/Georgi_Dimitrov.jpg" alt="Jak nie powstało państwo jugosłowiańsko-bułgarskie" width="100" height="100" /></a>W maju 1945 kończy się II wojna światowa a władzę w Jugosławi obejmuje Josip Broz Tito. Przywódca komunistów jest najistotniejszym spoiwem federacji i gwarancją jej integralności i względnej niezależności od ZSSR. Ambicje Tito sięgają jednak dalej. <strong>Marszałek zaczyna rozglądać się po sąsiadach w poszukiwaniu kolejnych krajów mogących dołączyć do federacji.</strong> Wszak po połączeniu w jedno Chorwacji, Serbii i czterech kolejnych republik, dorzucenie kolejnego państwa nie powinno być problemem. Wybór Tito pada na Bułgarię.<span id="more-2738"></span></p>
<p style="text-align: justify;"> <strong>W granicach państwa jugosłowiańskiego mieszkało ponad milion, spokrewnionych z Bułgarami, Macedończyków. Również sami Bułgarzy nie byli takiemu pomysłowi niechętni.</strong> Rozmowy na temat przyszłej Bałkańskiej Republiki Federacyjnej toczyły się w słoweńskim Bledzie. Tam też, w sierpniu 1947 roku,  zostało podpisane wstępne porozumienie, między Tito a Georgi Dymitrowem, ówczesnym szefem państwa bułgarskiego. Oba kraje zgodziły się, między innymi, na współpracę ekonomiczną i unię celną. Nie były to więc tylko luźno rzucone zapowiedzi, ale początek poważnie planowanego pomysłu politycznego. <strong>Powstałby w ten sposób twór polityczny obejmujący większość Bałkanów, rozpościerający się od Adriatyku do Morza Czarnego.</strong></p>
<p><img class="size-full wp-image-2799" title="Federacja Bałkańska" src="http://www.nawschod.eu/wp-content/uploads/2012/01/Federacja-Ba%C5%82ka%C5%84ska.png" alt="Federacja Bałkańska" width="540" height="302" /></p>
<p style="text-align: justify;">Rok później Dymitrow udał się do Rumunii, gdzie w rozmowie z dziennikarzami wyznał, że istnieje plan szerszy. Miał on obejmować federację wielu państw, w tym Polskę, Czechosłowację, Rumunię i Węgry. Wyobraźnia poniosła go do tego stopnia, że w tym wspólnym bloku zapragnął widzieć również Grecję, gdzie walka między komunistyczną partyzantką a wojskami wspieranymi przez aliantów nie była jeszcze rozstrzygnięta.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>To oczywiście nie mogło spodobać się Stalinowi, na którego dywaniku Dymitrow wkrótce wylądował.</strong> Różne źródła inaczej opisują reakcję generalissimus na bułgarsko-jugosłowiański pomysł. Federacja Bałkańska mogła bowiem niebezpiecznie wzmacniać, już i tak silną, pozycję Tito względem Moskwy. Z drugiej zaś strony, bardziej ulegli Bułgarzy mogli być dobrym narzędziem kontroli niesfornego marszałka. Faktem jest, że Stalin, zamiast wielkiego związku państw, zaproponował grupę dwuczłonowych federacji. Polska miała połączyć się Czechosłowacją, Rumunia z Węgrami a Bułgaria z Jugosławią. Trudno ocenić, który z tych pomysłów był bardziej dziwaczny. <strong>Faktem jest, że ostatecznie do związku bułgarsko-jugosłowiańskiego nie doszło. I z całą pewnością było to zgodne z ostateczną decyzją Moskwy.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/serbia/jak-nie-powsta%c5%82o-pa%c5%84stwo-jugos%c5%82owia%c5%84sko-bu%c5%82garskie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gość Na Wschód: Janyugo &#8211; Granice</title>
		<link>http://www.nawschod.eu/rumunia/gosc-na-wschod-janyugo-granice</link>
		<comments>http://www.nawschod.eu/rumunia/gosc-na-wschod-janyugo-granice#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Sep 2009 18:10:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nawschod</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[Serbia]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[granica]]></category>
		<category><![CDATA[Janyugo]]></category>
		<category><![CDATA[Jugosławia]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nawschod.eu/?p=919</guid>
		<description><![CDATA[Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel: spędzić wakacje w Rumunii. Chcę opisać, jak przekraczaliśmy granice na naszej drodze, a były to przejścia niebanalne.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Było lato 2003. Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel: spędzić wakacje w Rumunii. Udało się, ale nie to jest tematem tego tekstu. Chcę opisać, jak przekraczaliśmy granice na naszej drodze, a były to przejścia niebanalne.<span id="more-919"></span></p>
<h3 style="margin-bottom: 0.2cm;">Polska – Ukraina</h3>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Naszym pierwszym celem jest Lwów, gdzie chcemy spędzić kilka dni. Docieramy pociągiem do Przemyśla, stamtąd busem do Medyki. Na razie standard, choć świat pogranicza już się otwiera: szyldy w dwu językach, auta na ukraińskich rejestracjach, wszechobecne targowiska – największe przy samej granicy. Na powierzchni chaos, ale zdaję sobie sprawę, że to wszystko wymaga nieprzeciętnej organizacji. Poza tym mam poczucie, że znów widzę, jak się w Polsce rodzi kapitalizm. Myślałem, że dziś (dziś w 2003) takie sceny to tylko pod Pałacem w Warszawie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Wysiadamy, plecaki na grzbiet i ruszamy na przejście dla pieszych. Po polskiej stronie idzie dość gładko. Nie ma tłumów. Ludzie wokół to, jak należy się spodziewać, mrówki i inni handlarze. Wyróżniamy się. Zauważa nas młody żołnierz i ze szczerą dezaprobatą pyta: „Panowie, gdzie wy się pchacie?” Wygląda, że nie najlepszą ma opinię o Ukrainie i/lub jej mieszkańcach. Za chwilę zbieramy więcej danych.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Pas ziemi niczyjej przed drugim posterunkiem. My sobie spacerujemy, ale w drugą stronę suną pielgrzymki. Choć nie, to nie najlepsze słowo. To jest biznes, a nie (szeroko rozumiana) rozrywka. Ukraińcy podzieleni są na kilkudziesięcioosobowe grupy. <strong>Stoją w karnych szeregach, czekają na swoją kolej. Pilnują ich żołnierze pod bronią. Nie są uprzejmi. Powarkują, wydają polecenia, upewniają się, że każdy stoi na swoim miejscu, że się nie wychyla. Patrzymy na to przez siatkę oddzielającą ścieżki w obie strony. Przy zachowaniu wszystkich proporcji, skojarzenia są niepokojące.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Gruba kobieta, wykorzystując osłonę jakieś szopy, podwija wysoko spódnicę i klei sobie do potężnych ud kartony papierosów.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Ukraiński posterunek zabiera nam trochę więcej czasu, ale nie ma większych problemów. Płacimy tylko wjazdowe. Później się dowiemy, że oficjalnie już je zlikwidowali. Pięknym za nadobne, pięknym za nadobne.</p>
<h3 style="margin-bottom: 0.2cm;">Ukraina – Rumunia</h3>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Pobudka, jest 3.30 rano. Nocny pociąg z Lwowa dotarł do Czerniowiec. Nasz „krowiok” opustoszał, nie wiadomo kiedy. Bagaże na miejscu, choć mieliśmy swoje  – stereotypowe? – obawy. Ja wprawdzie zasnąłem z plecakiem pod głową, ale kolegom, po osuszeniu <a title="Percówka" href="http://www.geozeta.pl/artykuly,Europa,370,2" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.geozeta.pl/artykuly_Europa_370_2?referer=');">percówki</a>, było już wszystko jedno. Gramolimy się na zewnątrz, jest rześki przedświt. Spotykamy inną trójkę Polaków, też chcą się dostać do Suczawy. Oni ruszają na stację autobusową, my postanawiamy ponownie skorzystać z metody skokowej. Idziemy szukać taksówki. Jest, pytam o cenę. „10$ od osoby”. „Nie, 10 za wszystkich”. Zgadza się szybko, więc wiem, że mogłem negocjować ostrzej. Faktycznie, przejeżdżamy obok stacji benzynowej i widzę ceny paliwa. Do granicy wprawdzie kilkadziesiąt kilometrów i taksiarza czeka pewnie pusty kurs powrotny, ale to i tak jest przeciętny kilkudniowy zarobek.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><span style="color: #000000;">120/godzinę, gnamy kilkadziesiąt kilometrów w stronę granicy. Komfort jazdy z plecakami na kolanach jest umiarkowany, ale „nasza” Łada, choć produkt nie pierwszej świeżości, daje radę. Poza tym jest pięknie. Świta, z pól, wśród których jedziemy, unosi się mgła, na drodze, prócz nas, nikogo. Nikt nic nie mówi, jest totalnie odprężająco.</span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Po jakimś czasie wyprzedza nas szybsza Łada. Zauważam, że pasażerowie to rodacy z pociagu. „Poszli!” – mówię kumplom. Kierowca nie ma problemu, żeby zrozumieć. Chyba uznaje, że mam pretensje o zbyt wolne tempo, bo dociska pedał. <strong>Od tej chwili jazda jest nieustającymi negocjacjami między silnikiem, podwoziem i karoserią jego samochodu. Są one na tyle skuteczne że, ku mojej uldze, auta nie rozrywa.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Docieramy do granicy i idziemy na posterunek. Hola, hola! Stop i nazad. Okazuje się, że to przejście tylko dla zmotoryzowanych. Stoimy w szczerym polu, dwa dni drogi wołami do najbliższego znanego nam miasta, i dostajemy komunikat, że do Rumunii nas tędy nie wpuszczą. Nigdy jednak nie jest tak dziwnie, żeby nie mogło być dziwniej. Na pobliskim parkingu, mimo wczesnej pory, stoi kilka czy kilkanaście samochodów. Ich kierowcy, tak się składa, akurat mają wolne i z przyjemnością, jeśli tylko okażemy wdzięczność, przewiozą nas do Suczawy.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Jeden z moich kolegów słusznie później zauważy, że państwo, które nie jest w stanie stworzyć swoim obywatelom odpowiednich warunków do życia, czyni wiele, by nie robić im chociaż przeszkód, kiedy sami sobie zarobek organizują, nieważne, w jaki sposób.</strong> Trudno wątpić w to, że taksówkarz, biorąc nas, wiedział o tym, że pieszo nie przejdziemy; że inni kierowcy codziennie czekali na granicy na takich klientów jak my; że celnicy właściwie mogli nas przepuścić, ale dali zarobić rodakom. Zresztą, oni też źle na tym nie wychodzą, jak zobaczymy.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Wracam więc do owego lipcowego poranka. Wiadomo już, że wjazd do Rumunii będzie wymagał grupy wsparcia. Pozostaje kwestia ceny. Pierwsze propozycje nie są, z naszego punktu widzenia, najkorzystniejsze. Jesteśmy krótko po studiach, jeszcze się Mercedesów nie dorobiliśmy. (W nawiasie mówiąc, do dziś się nie dorobiliśmy). Mamy za to jeszcze młodość, energię, siłę i odporność na niewygody. Krótko mówiąc, nie zależy nam tak strasznie. Do Ukraińców dociera, że możemy faktycznie zaczekać na autobus z Czerniowiec. Ostatecznie godzą się pojechać za 20$.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Tu dygresja: Spotkaliśmy później, chyba w Braszowie, Polaków, którzy tak właśnie się przedostawali do Rumunii. Zajęło im to 8 godzin. Zresztą, poczekajcie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Najciekawsza z pośrednich propozycji to 30 czy 40$, ale za całą szóstkę – w jednym samochodzie. Pytamy ich, czy poważnie. Jasne, mamy się pakować. Raz jeszcze: sześć dorosłych osób, każda z dużym plecakiem, do tego kierowca, w Ładzie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">W końcu jest porozumienie. Najpierw lekki kwas, bo z nieuwagi głównego negocjatora po stronie ukraińskiej korzysta jeden z jego kolegów i bierze nas do swojego Golfa. A-ha! Mam Was! Myśleliście pewnie, że do Łady? Otóż nie. W każdym razie negocjator ma pretensje. Później lekka niepewność, bo pierwsze, co robi nasz przewoźnik, to bez słowa zawraca i jedzie w głąb kraju. Ukradli nas na opał? Okazuje się, że trzeba tylko załatwić jakieś dokumenty. Potem z powrotem. Szofer znika na chwilę w dyżurce pograniczników. Niech zgadnę: on też się musi odwdzięczyć. Ostatnia przygoda to dezynfekcja. Samochód przejeżdża przez jakiś basenik. To żaden problem. Gorzej, że nad nim jest rama, w której zainstalowano spryskiwacz. Ukrainiec zaczyna zakręcać okno, ale coś bez przekonania, no i nie hamuje. Wygląda, że nie zdąży&#8230; Nie zdążył! Ja tym razem siedzę z tyłu, ale kolega przede mną i kierowca przyjmują na klatę sporą porcję wody z detergentami. Ukraińcowi to w ogóle nie przeszkadza. Ze szczerym śmiechem woła: „Ach, Rumuny! Na chuj im to?”.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Kolejne pół godziny przysypia za kółkiem, ale nas nie zabija.</p>
<h3 style="margin-bottom: 0.2cm;">Rumunia – Jugosławia</h3>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Dwa tygodnie później jestem w Timiszoarze, już sam. Chłopaki zawróciły do Polski, ja jeszcze zmierzam do Starego Kraju. Czekam na autobus. Nie daje mi do myślenia – a powinno – że ten startuje dopiero o 21 i jest pierwszym z kilku, które pokonują tę trasę. Bo cóż to za korowód, co nocą w drogę rusza?</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Odpowiedź podejrzewam, gdy pojawia się problem ze znalezieniem miejsca w bagażniku dla mojego plecaka. Poznaję ją w około 7 sekund po wejściu do środka, bo tam też byłby z tym kłopot. Torby, worki, reklamówki są wszędzie. Robi wrażenie, mimo że dla mnie to nie nowość. „Polonią Express”, pociągiem kursującym ongi między Warszawą a Sofią, przez Budapeszt i Belgrad, jeździłem od maleńkości. Widziałem, co się działo w złotych dla prywatnego eksportu-importu latach 80-tych. Tłumy śpiące na korytarzach, wsiadanie przez okna i tym podobne. Pamiętam jednak, że jak kupiło się miejscówkę, to się siedziało. OK, do toalety nie za bardzo, chyba że po pół-trupach, ale w przedziale miało się swoje. Teraz, w Timiszoarze, najpierw trzeba sobie poradzić z towarem mojej sąsiadki leżącym na i pod moim siedzeniem. Z jej pomocą prawie się udaje. Nogi mam spektakularnie powykręcane, ale przynajmniej tyłek do obicia dopasowałem. Można jechać.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"><strong>Autobus to 50+1. W tym przypadku oznacza to: 50 przemytników (w tym kierowca) + ja. Każdy wiezie towar cięższy od siebie.</strong> Mój rozsądek łatwiej by zniósł, gdyby była to hiperbola, a nie stwierdzenie faktu. Większość to kobiety z Rumunii. Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów drogi jest luźne i spokojne. W autobusie gawędziarstwo i żarty. Gdy zbliżamy się do granicy, napięcie wzrasta. Przez rumuński posterunek przejeżdżamy szybko. I wtedy – Wtem!, jak rzekłby Papcio Chmiel – się zaczyna.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Autobus staje w strefie wolnocłowej. Tłum wali na zewnątrz. Biegiem do sklepów. Znaleźć wolny. Kupić papierosy. Rozpakować z kartonów. Skleić w elastyczne pasy. Założyć pod ciuchy. Im kto grubszy, tym ma lepiej, bo i więcej założy, i mniej widać. Klakson! Wskakiwać do pojazdu. To był moment. Akcja szybka i sprawna, jak odbijanie zakładników (w wersji pokazowej, nie tragikomicznej a la Specnaz).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Po chwili wchodzi jugosłowiański policjant. Samą swoją obecnością ucisza gwar, ale już w chwile później znów jest głośno. To on ma coś do powiedzenia. Drze się jak amerykański sierżant. Najpewniej chodzi o to, że w autobusie jest więcej osób, niż przejechało w nim rumuńską granicę. Skąd? Jak? Stawiam na osoby wyrzucone z wcześniejszych kursów.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Pogranicznik rusza przejściem i dzieje się cud. Pakunki z niego znikają, wędrują na kolana i kto wie, gdzie jeszcze. A wydawało się, że już się nie da. Nie wiem, jak czas, ale przestrzeń jest na pewno względna.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Nie do końca jednak. W którymś miejscu się nie udało. Do tego, wbrew poleceniu, nie zmniejszyła się liczba pasażerów. Wrzask. Tym razem rozwiązuje problem. Paszporty zebrane. Po kilkunastu minutach policjant wraca. „Który to Polak?” O-ho!<br />
- Ja<br />
- Proszę, Pana paszport. Ma Pan gotówkę na pobyt? Jest wymagana.<br />
- Nie, ale jadę do rodziny, więc nie muszę płacić za nocleg ani jedzenie.<br />
- No nic, puszczę Pana, ale proszę w przyszłości o tym pamiętać. Niech Pan przechodzi. Jeśli uda się Panu złapać jakiś inny autobus albo samochód, to niech Pan wsiada. To tutaj potrwa. Dziękuję, do widzenia.<br />
O! Jestem obywatelem pierwszej kategorii! Jak miło.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Wszyscy ruszają z towarem na wagi. Niestety, widzę to tylko z daleka. Przed dojściem do posterunku ludzie zaczynają szarpać znalezione kartony na mniejsze kawałki. Żeby rozłożyć na nich towar? Mieć na czym usiąść?</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Dwie, może trzy godziny później, wskakuję z powrotem. Nie udało się złapać okazji. W środku gwar, szuranie, przestawianie, wyciąganie papierosów z różnych egzotycznych okolic ciała i autobusu. Okazuje się też, że ponownie jest nas zbyt wielu. Tym razem kierowca radzi sobie z nadwyżką. Reszta zadowolona. Udało się przeskoczyć. Można spać. Kartony, jak się okazuje, to podkładka. Do wielkiego targowiska w podbelgradzkim Panczewie docieramy ok. 3.00, siedem godzin po wyjeździe. Do Timiszoary jest niespełna 150 kilometrów.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Moi współpasażerowie to zgrana ekipa. Wszyscy się znają. Pokonują tę drogę, tam i z powrotem, trzy razy w tygodniu. Na 5 kartonach papierosów zwraca im się koszt podróży. 5 kolejnych to zarobek – ok.10€. Opowiada mi to Serbka, która ma rodzinę, ale musi jeździć, bo inaczej dzieci nie da rady utrzymać.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">Z Panczewa do Belgradu docieram pierwszymi pociągami podmiejskimi, krótko po szóstej. Do Polski wrócę już normalnie, przyjmując, że oglądanie przemytników, bycie przemycanym i jazda z przemytnikami normalnością nie są. Z pewnością może mi się tak wydawać dzisiaj, kiedy do Portugalii dojadę na dowód osobisty.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<div style="background: #f0f0f0; margin-top: 30px;">
<p style="text-align: justify; padding: 10px;">Jestem <span style="color: #800000;">janyugo</span>. Moja ksywa to trochę imię, a trochę kraj, w którym się wychowałem. Prowadzę bloga „<a title="Być jak John Markovich" href="http://bjjm.blox.pl/html" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/bjjm.blox.pl/html?referer=');">Być jak John Markovich</a>”, na którym regularnie poruszam tematy bliskie „Na Wschód”, czyli podróże oraz literatura i muzyka Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności byłej Jugosławii.<br />
Notatki do „Granic” powstały w trakcie wyprawy do <a title="Transylwania" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Siedmiogr%C3%B3d" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Siedmiogr_C3_B3d?referer=');">Transylwanii </a>w 2003 roku. Nie udało się zrobić z nich tekstu, póki mnie Mateusz nie zmobilizował. Mało aktualne, ale mimo to, mam nadzieję, ciekawe.</p>
</div>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nawschod.eu/rumunia/gosc-na-wschod-janyugo-granice/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

